Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Listy Czytelników otrzymywaliśmy jeszcze w niedzielę wyborczą w nocy. Są w nich konkretne pytania, czasem tylko podejrzenia albo żal, że zabrano Wam święto demokracji, jakim jest głosowanie. Oto niektóre z nich.

Szwajcaria: Chętnie dołączę do skarg innych Polaków za granicą

Mieszkam w Szwajcarii, w Bernie (10 min tramwajem od konsulatu). Zarejestrowałam się do udziału w drugiej turze, moja aplikacja została przyjęta. Czekałam na paczkę aż do 9 lipca. Próbowałam odesłać pocztą, kiedy dowiedziałam się, że list na pewno nie dotrze wcześniej niż w poniedziałek (13 lipca) po zakończeniu głosowania. Mimo informacji, że głosy oddaje się wyłącznie za pośrednictwem poczty, podjęłam ostatnią próbę walki o swój głos. Pojechałam do ambasady i wrzuciłam list do skrzynki pocztowej. Ale jestem na 99.99 proc. pewna, że go nie przyjęto.

Jestem strasznie zła na taką organizację wyborów i chętnie dołączę się do skarg innych Polaków za granicą.

Tatiana

Niemcy: Nie dostałam pakietu wyborczego

Bardzo żałuję, że nie mogłam oddać głosu na Rafała Trzaskowskiego, niestety nie otrzymałam pakietu wyborczego. Jeśli dojdzie, sprawdzę datę jego wysłania. Ostatni raz listonosz dostarczył listy w czwartek 12.07, więc trudno mi uwierzyć, że to wina belgijskiej poczty. Myślę, że powinniśmy utworzyć coś w rodzaju rejestru, gdzie Polonia zgłaszałaby nieotrzymanie pakietu wyborczego. Obawiam się, że mój przypadek nie jest odizolowany.

Magdalena

Niemcy: Czy mój głos przepadł bez wieści?

Wypełnioną kartę do głosowania wysłałam 6 czerwca, czyli w poniedziałek listem poleconym do Konsulatu Generalnego Polski w Monachium, gdzie jestem zarejestrowana na liście wyborczej. Do dzisiaj nie ma w statusie przesyłki na stronie poczty niemieckiej potwierdzenia, że moja przesyłka dotarła do konsulatu. Nie wiem, czyj to błąd, ale wygląda na to, że mój głos przepadł bez wieści i tym samym moje prawo wyborcze zostało zmarnowane.

Hiszpania: Ambasada zamknięta na głucho

Mieszkam w Hiszpanii, w Galicji. Kartę do głosowania w pierwszej turze otrzymałam 22 czerwca w poniedziałek po południu, najszybciej można ją było odesłać we wtorek rano. Przed pracą gnałam, by wysłać głos, ponieważ w środę mieliśmy dzień wolny od pracy (bank holiday w Galicji). Zazwyczaj doręczenie listu z Coruni do Madrytu trwa maksymalnie 2-3 dni. Z uwagi na święto, dmuchając na zimne, wybrałam przesyłkę ekspresową, która jest doręczana w 24-48 h. Przesyłka miała zatem dojść do ambasady najpóźniej w piątek (powinna dojść w środę lub w czwartek, biorąc pod uwagę, że w Madrycie w środę był dzień pracujący). Niestety dostałam powiadomienie, że mój pakiet wyborczy został doręczony po zakończonym głosowaniu 2 lipca o godz 23:59, czyli wędrował ponad tydzień. Zdenerwowałam się bardzo, bo mój głos nie został policzony w tych wyborach. Poszłam więc na pocztę złożyć reklamacje i wyjaśnić, skąd takie opóźnienie. Pracownicy poczty byli zdziwieni, że przesyłka nie doszła na czas. Doręczenie w poniedziałek było drugą próbą. Pierwsza miała miejsce w czwartek 25 czerwca w godzinach popołudniowych, ale nie udało się, bo ambasada Polski w Madrycie była... zamknięta. Czy ambasada specjalnie nie przyjmowała głosów? Sytuacja, która mnie spotkała, zapewne dotknęła setki innych wyborców.

Cała sytuacja nie zniechęciła mnie do ponownego wzięcia udziału w wyborach.

Sabrina

USA: Specjalnie nie utworzono komisji?

Jak my Polacy z Colorado mamy głosować? Do wczoraj większość z nas nie dostała kart do głosowania z Konsulatu w Los Angeles. Ci, którzy dostali, otrzymali w większości w czwartek lub piątek. Poczta nie gwarantuje, że list za 26.25 dolarów dojdzie nawet w poniedziałek. Naszych telefonów do konsulatu nikt nie odbierał. Zawsze głosowaliśmy w Denver, gdzie organizacja głosowania była wzorowa. Teraz niestety nie utworzono tam komisji. Ponieważ w pierwszej turze Denver głosowało na pana Trzaskowskiego, podejrzewamy, że zrobiono to celowo.

czytelnik

Belgia: Pomogła lotna brygada

Dla niektórych z nas to pierwsze głosowanie w życiu, za to doniosła chwila dla wszystkich. Na parkingu w Genvalu pod Brukselą pojazd z urnami widoczny z daleka, koperty zbiera lotna brygada Sztabu Pomocy Belgia. Dzięki temu odpadła konieczność wiezienia kopert do Brukseli, względnie ryzyko wysyłania ich pocztą. Dziękujemy!

Agata

Włochy: Otwieranie kopert. Kto to sprawdza?

Zagłosowałem 6 lipca w komisji nr 161 w Rzymie, gdzie mieszkam od 34 lat. Mam swoje wątpliwości, jeżeli chodzi o rzetelność personelu w placówkach poza Polską. Podczas głosowania w I turze włożyłem do tej samej koperty kartę wyborczą i podpisane oświadczenie o tajności głosowania. Na pozór taki fakt, że już po zaklejeniu mojej koperty pani zapytała, czy w jednej jest mój głos, a w drugiej owe zaświadczenie, można byłoby odczytać jako troskę o oddanie ważnego głosu. Kiedy odpowiedziałem, że w tej samej kopercie są oba druki, pani doradziła mi, żebym otworzył kopertę i postąpił zgodnie z instrukcją. Tak zrobiłem, ale odklejanie koperty wiązało się rzecz jasna z naruszeniem papieru tej koperty, więc już po fakcie przyszła niepokojąca refleksja. Czy ktoś nie otwiera kopert? Personel może takie naruszone koperty tłumaczyć właśnie pomocą, jaką okazali tym, którzy tak jak ja popełnili drobny błąd. W związku z tym ja bym oczekiwał od PKW, żeby podała liczbę głosów nieważnych w konsulatach, w szczególności takich z „dwoma x” .

Bogdan

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.