Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Publikujemy stanowisko Obserwatorium Wyborczego w sprawie rozporządzenia ministra zdrowia z 6 lipca br. i użycia Rządowego Centrum Bezpieczeństwa w celach wyborczych.

Rozporządzenie to jest aktem państwowego bezprawia, gdyż wybory organizuje Państwowa Komisja Wyborcza, a nie rząd - ta ważna zasada była często przypominana podczas dyskusji nad specustawą, zgodnie z którą obecne wybory są organizowane.

Alert RCB przed II turą wyborów prezydenckichAlert RCB przed II turą wyborów prezydenckich RCB

Minister zdrowia otrzymał jedynie delegację ustawową do tego, aby ustalić "wykaz środków ochrony osobistej związanej ze zwalczaniem epidemii COVID-19 dla członków obwodowych komisji wyborczych, a także szczegółowe zasady bezpieczeństwa sanitarnego w lokalu wyborczym, mając na względzie potrzebę ochrony zdrowia osób przebywających w lokalu obwodowej komisji wyborczej" (art. 16 specustawy). Wyznaczanie pierwszeństwa w kolejce, która stoi przed lokalem wyborczym (a to właśnie robi rozporządzenie), nie wchodzi w zakres tej delegacji ustawowej.

Ewentualne ustalanie pierwszeństwa wyborców w kolejce - gdyby w ogóle miało mieć miejsce - należałoby do właściwości Państwowej Komisji Wyborczej.

Jeszcze bardziej bulwersujące jest użycie alertu RCB (Rządowego Centrum Bezpieczeństwa) do propagowania wiadomości o tym rozporządzeniu i do wzywania osób po sześćdziesiątce do głosowania.

Komunikaty RCB trafiają na niemal wszystkie telefony w Polsce bez zgody abonentów tych telefonów. Informują o zagrożeniach (np. o szczególnie niebezpiecznych zjawiskach pogodowych).

Użycie tego systemu przez rząd podczas ciszy wyborczej do propagandy wyborczej - bo tylko tak można określić komunikat, który zachęca do głosowania kategorię wyborców znaną z poparcia dla konkretnego kandydata - narusza zarówno zasadę wolnych wyborów, jak również przepisy (unijne i polskie) dotyczące ochrony danych osobowych. Przepisy te zabraniają dowolnego wysyłania reklam czy propagandy (m.in. wyborczej) na telefony, chyba że właściciel telefonu wyraził na to zgodę.

Zmiana przepisów wyborczych między dwiema turami ma w Polsce tylko jeden precedens: podczas tzw. wyborów kontraktowych (częściowo demokratycznych) do Sejmu w 1989 roku 33 kandydatów ówczesnego obozu rządzącego kierowanego przez PZPR przepadło wbrew przewidywaniom. Zgodnie z obowiązującą wówczas ordynacją wyborczą te 33 mandaty poselskie pozostałyby nieobsadzone. Między dwiema turami Rada Państwa PRL wydała dekret, który zmienił ordynację wyborczą i pozwolił obozowi rządzącemu na obsadzenie w sposób niedemokratyczny tych 33 mandatów.

Analogia między wydarzeniami z roku 1989 a obecnymi jest ewidentna: teraz, tak jak wówczas, wybory są częściowo demokratyczne.

Dla uzasadnienia tej oceny: raport Obserwatorium Wyborczego.

***

Napisz do nas: listy@wyborcza.pl!

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.