Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jest wiele powodów, by iść w niedzielę na wybory. Oto mój.

Gdy rok temu kolega z Węgier opowiadał mi o sytuacji w jego ojczyźnie, uśmiechałem się, gdy sugerował, że Polska będzie następna. Był wówczas tuż po ukończeniu badań dotyczących dostępu do informacji w mniejszych miastach w Węgrzech, których konkluzja była jednoznaczna - wszelkie gazety i kanały telewizyjne, które były oglądane na prowincji, należały do konglomeratu medialnego Viktora Orbana. Media opozycyjne stanowiły kilkuprocentowy margines, pozostawiony dla pozoru istnienia jakiekolwiek niezależności informacyjnej.

Spośród bodaj wszystkich przejawów pełzającego autorytaryzmu brak wolności mediów oddziaływał zawsze na moją wyobraźnię najsilniej, najbardziej przerażał. Wizja rządu dusz, totalnej informacji pochodzącej z jednego biura. Jawił mi się jako absolutny kres buntu, który przezwyciężyć mógłby jedynie równie totalny kryzys państwa, budzący nawet tych, których mózgi zostały dawno przyspawane do ekranu telewizora.

Media w ogóle są dzisiaj jak narkotyk, uzależniają. Algorytmy tworzą bańki informacyjne, w których funkcjonujemy. Jesteś zwolennikiem władzy? Nie usłyszysz zapewne o tym, że syn rotmistrza Pileckiego poparł Trzaskowskiego. Jesteś liberałem? Nie usłyszysz zapewne, że córka rotmistrza Pileckiego poparła Dudę. Jesteś klasycznym konserwatystą wolnorynkowym? Nie usłyszysz zapewne ani o tym, ani o tym.

Ale dalej możemy decydować o tym, co chcemy usłyszeć. Media nie są perfekcyjne, nie są obiektywne, ale są i mają różne poglądy. To kruche dobro, z którego korzystamy w niemal każdej minucie życia. Tak kruche i fundamentalne, że wręcz niedostrzegalne. To między innymi o to dobro toczą się nadchodzące wybory, o wolność mediów.

Rządzący nieraz powtarzali, że w trakcie drugiej kadencji skupią się na „repolonizacji” mediów. Co jednak skrywa się za tym enigmatycznym terminem? Władza, wykorzystując klasyczną opozycję wróg – przyjaciel, stara się przekonać, że chodzi jedynie o obcy kapitał na rynku medialnym. W Węgrzech również miała miejsce jedynie „rehungaryzacja” mediów. W efekcie jednak zmienił się nie tylko kapitał, ale również rola mediów. Z obserwatora i recenzenta stały się feudałem i sługą. Media prawicowe, media centrowe, media lewicowe. Wszystkie media stały się feudałem władzy centralnej.

Jesteś wyborcą Konfederacji i nie martwisz się „repolonizacją” mediów w wykonaniu Prawa i Sprawiedliwości, gdyż dotknie to jedynie niemiecki kapitał? Jesteś wyborcą Szymona Hołowni i wierzysz, że ten spór Ciebie nie dotyczy?

Ten konflikt dotyczy najbardziej krytycznego fundamentu naszej demokracji i polityczności, dostępu do informacji. Bez niej możemy stać się politycznymi zombie w przeciągu dekady. Dostęp do informacji to sól demokracji, o którą walczymy w tych wyborach.

Często nie zgadzam się z Klubem Jagiellońskim, rzadko zaglądam do „Do Rzeczy”, nie przepadam za stylem „Krytyki Politycznej”. Ale przeraża mnie wizja tego, by każde z tych mediów stało się ujednoliconą broszurą partyjną na wzór TVP Info czy „polskiego” serwisu wPolityce.

To właśnie w tym pluralizmie zasadza się cały sens naszej demokratyczności, to dzięki niemu Krzysztof Bosak uplasował się na czwartej lokacie w pierwszej turze wyborów. To właśnie dzięki niemu trzecie miejsce zajął Szymon Hołownia.

Z oboma zresztą Panami nie zgadzam się w większości tematów, zapewne nasze spotkanie skończyłoby się w sposób raczej konfliktowy i gwałtowny. Ale to właśnie ta konfliktowość i różnorodność świadczy o tym, że demokracja w Polsce żyje. Nie wyobrażam sobie, by kandydaci ci nie mieli sprzyjających mediów, by nie mieli własnych środowisk intelektualnych czy wspierających fundacji. To na tym polega cały sens naszej polityczności, to tutaj właśnie bije serce naszej demokracji. Nie tam, gdzie jest pozorna zgoda, ale tam, gdzie trwa autentyczny, twórczy konflikt.

Ja w niedzielę głosuję nie za mniejszym złem, ale za pluralizmem. Za mediami wspierającymi Biedronia. Za mediami wspierającymi Kosiniaka-Kamysza. Za mediami wspierającymi Bosaka. Za mediami wspierającymi Trzaskowskiego. Za mediami wspierającymi Hołownię. Także za mediami wspierającymi rząd, ale nie zależnymi od publicznych pieniędzy.

Zdecydować może każdy głos. Ja zagłosuję na prezydenta, który zawetuje wszelką próbę feudalizacji mediów w Polsce.

A Ty?

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.