Każda partia i każdy rząd powinien wiedzieć, że jawne naruszanie misji mediów publicznych będzie skutkować automatycznym, wynikającym z majestatu prawa unieważnieniem wyborów czy referendów - pisze czytelnik.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W wywiadzie w "Wyborczej" prof. Strzembosz, mówiąc o mediach publicznych, wyraził pogląd, iż: „ Te media są w tym sensie niebezpieczne, że mogą być ważnym czynnikiem wpływającym na stanowisko wyborcze wielu osób. ..”, z którym się całkowicie zgadzam.

Trudno mi natomiast zrozumieć, dlaczego mający swoje potwierdzenie (choćby w raporcie OBWE) fakt stronniczości mediów publicznych nie ma swoich konsekwencji prawnych w postaci unieważnienia wyniku wyborów.

Podobne pytanie skierowałem przed wyborami europejskimi do biura rzecznika praw obywatelskich. Z odpowiedzi wynikało, że "bez informacji konkretyzujących zarzuty sprawa nie zostanie wszczęta, a pismo zostanie potraktowane jako opinia obywatela dotycząca standardów życia publicznego".

A przecież o te standardy właśnie, a raczej o brak konsekwencji za ich naruszanie, chodzi.

Nie w tym rzecz, żebyśmy szukali pojedynczych osób, które uznają, że postawiły swój wyborczy krzyżyk pod wpływem telewizyjnej propagandy, skoro na masową skalę mamy do czynienia z dziennikarstwem skrajnie nierzetelnym i ostentacyjnie upolitycznionym.

Żadne ugrupowanie - ani obecne, ani przyszłe - nie powinno mieć możliwości uprawiana polityki informacyjnej, a tym samym kształtowania postaw wyborczych przez ograniczanie dostępu do faktów i ich manipulację.

Każda partia i każdy rząd powinien wiedzieć, że jawne naruszanie misji mediów publicznych będzie skutkować automatycznym, wynikającym z majestatu prawa unieważnieniem wyborów czy referendów.

Pozostaje mieć nadzieję, że kiedy grupa trzymająca władzę używa narodowej telewizji do realizacji partykularnych interesów prawo nie okaże się bezsilne.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Pomysł na pierwszy rzut oka dobry, ale po chwili zastanowienia rzecz przestaje być oczywista.

1. Stronniczość mediów publicznych, ograniczanie dostępu do faktów i manipulowanie nimi wpływają na decyzje wyborców, ale takich czynników i nieprawidłowości jest znacznie więcej. Jeśli ten jeden miałby mieć wpływ na ważność wyborów, to inne również powinny być brane pod uwagę: zaangażowanie państwowych urzędników w kampanię wyborczą, wykorzystywanie zasobów publicznych do prowadzenia agitacji, kłamstwa rozpowszechniane w innych mediach, kształtowanie prawa i polityki państwa pod potrzeby kampanii itd. Bardzo dużo tego i bardzo trudne to do ujęcia w przepisach, które miałyby określać podstawy stwierdzenia nieważności wyborów.

2. Uzależnienie ważności wyborów od tak wielu czynników wymagałoby od Sądu Najwyższego albo skomplikowanego i długotrwałego postępowania dowodowego (to trwałoby nie tygodnie, a lata), albo podjęcia decyzji czysto uznaniowej. Pierwszy wariant jest niedopuszczalny, drugi ? niebezpieczny, bo dawałby SN zbyt wielką władzę, a jego decyzja byłaby zawsze uznawana za polityczną i kontestowana przez zwycięzcę wyborów.

i wreszcie najważniejsze:

3. Jeśli coś jest popsute, to właśnie to należy naprawiać. Popsute są publiczne media i one psują wybory, ale to nie wybory należy z tego powodu wyrzucić do kosza. Choćby dlatego, że po unieważnieniu przeprowadza się wybory ponownie, a media będą w czasie kampanii robić to samo, co robiły. I co wtedy? Będziemy powtarzać wybory w nieskończoność? Nie tędy droga. Należy naprawić media i wiele innych rzeczy w państwie, które zostało zawłaszczone przez jedną partię.

Nie ma prostych rozwiązań jednym ruchem unieważniającym wybory. Potrzebna jest odbudowa państwa, którą muszą zainicjować wyborcy powierzając władzę temu, kto odpartyjni media publiczne, wyeliminuje nadużywanie aparatu państwowego do celów partyjnych i przywróci państwo obywatelom.
już oceniałe(a)ś
4
0
Problem w tym, że obecnie prawo to "prawo i sprawiedliwość" kulawego...
już oceniałe(a)ś
2
0