Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Druga tura wyborów prezydenckich 12 lipca. Kto głosuje, ten się liczy. O to, dlaczego warto głosować, pytamy polskich artystów, sportowców, aktywistów. Codziennie prezentujemy kolejne wypowiedzi.

Maria Seweryn apeluje: Nie umniejszjamy nas samych. Głosujmy!

Maria Peszek: Głosuję, bo skończyła się beztroska.

Dla Magdaleny Cieleckiej to obok wyborów 1989 r. najważniejsze głosowanie. - W politycznej polaryzacji doszliśmy jako społeczeństwo do ściany. Musimy to próbować odwrócić - mówi.

Na wybory pójdzie też piosenkarz i kompozytor Krzysztof Zalewski, który liczy, że również innych nie ogarnie w niedzielę marazm. 

- Głosuję, bo to moje prawo.

Chcę mieć wpływ na to, co się dzieje w moim kraju, i nie wyobrażam sobie, by ktoś inny wybierał za mnie. Wybory to sedno bycia obywatelem. Swoim głosem wpływam na losy Polski w najbardziej bezpośredni i wymierny sposób. Nie zrezygnuję z takiej możliwości.

Niedziela wyborcza jest zawsze ekscytująca. Mówię sobie: "Podejdź do tego na luzie", ale nie potrafię. Dzieją się zbyt ważne rzeczy.

W lokalu wyborczym dyskretnie przyglądam się innym. Jaki ktoś ma napis na koszulce? Czy z oczu wyczytam, na kogo głosował? Jasne, że nie, ale kusi mnie takie sondowanie wyborców.

A potem z niecierpliwością czekam na wyniki. W internecie śledzę tzw. bazarek, czyli przecieki z exit poll.

Ta niedziela będzie szczególna, bo Andrzej Duda i Rafał Trzaskowski idą łeb w łeb. Pójście na głosowanie jest więc szczególnie ważne, bo marazm i indolencja mogą przyczynić się do tego, że kandydat demokratyczny przegra.

Pewnie nie jeden, ale i tak zaledwie kilkadziesiąt tysięcy głosów może zdecydować, kto zostanie prezydentem. Idźmy więc na wybory.

Idźmy, jeżeli mamy dość pełni władzy PiS. Ja mam dość. Wbijmy klin w monowładzę.

Idźmy, jeśli chcemy zawrócić Polskę z niebezpiecznej ścieżki w stronę nietolerancji i nienawiści. Prezydent Duda swoimi wypowiedziami na temat "ideologii LGBT" odhumanizowuje część obywateli. A ci obywatele to moi koledzy, współpracownicy, ludzie wokół mnie. Nie zgadzam się na ataki na nich i w głosowaniu zamierzam zademonstrować swój sprzeciw.

Mam nadzieję, że z wyborów nie zrezygnują kobiety. Jestem fanem kobiet w polityce, uważam, że świat przez nie rządzony byłby lepszy. Skoro nie ma ich wśród kandydatów, liczę, że tłumnie pójdą oddać swój głos, by mieć wpływ na to, kto i jak urządza nam tu życie.

Kto głosuje, ten się liczyKto głosuje, ten się liczy 

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.