Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

 Piszcie: listy@wyborcza.pl

Wszyscy powinniśmy to wiedzieć i pamiętać, ale nie wszyscy chcą. Przypomnijmy zatem – nie wszystkie, lista byłaby zbyt długa, ale przynajmniej niektóre – „dokonania” PiS-u od momentu przejęcia władzy: 

- likwidacja gimnazjów i katastrofalna deforma szkolnictwa; 

- niedofinansowanie i fatalny stan służby zdrowia; skandaliczne potraktowanie protestu niepełnosprawnych; nieradzenie sobie z pandemią i w obliczu jej niewygasania oburzające wzywanie przez premiera Morawieckiego starszych ludzi do udziału w wyborach; 

- zlikwidowanie trójpodziału władzy, sparaliżowanie niezależnego sądownictwa, szykany spotykające sędziów broniących wolnych sądów; 

- po obsadzeniu KRS przez sędziów wybranych przez polityków kontynuacja tej procedury prowadząca do zawłaszczenia Trybunału Konstytucyjnego i Sądu Najwyższego; 

- czystka w armii i doprowadzenie do osłabienia obronności państwa; 

- zawłaszczenie mediów publicznych zamienionych w propagandową tubę władzy; 

- walka z samorządami podyktowana chęcią skupienia całej władzy w jednym ręku;  

- przejmowanie kolejnych instytucji kultury: Teatru Polskiego we Wrocławiu, Muzeum II Wojny Światowej, Starego Teatru w Krakowie, Muzeum Narodowego w Warszawie, Muzeum Polin, Instytutu Książki, Instytutu Adama Mickiewicza, Państwowego Instytutu Sztuki Filmowej, Centrum Sztuki Współczesnej w Zamku Ujazdowskim i in.; 

- motywowane politycznie wstrzymanie dotacji dla Festiwalu Malta i Europejskiego Centrum Sztuki; 

- realizowanie chorej polityki historycznej, opartej na megalomanii, kompleksach i przekłamaniach; powoływanie do życia i obsypywanie sowitymi dotacjami poronionych instytucji, takich jak Reduta Dobrego Imienia i Polska Liga Przeciw Zniesławieniom, Rada Dziedzictwa Myśli Narodowej itp.; 

- rabunkowy stosunek do narodowego dobra, jakim jest przyroda: wycinka Puszczy Białowieskiej i milionów drzew, przywileje dla myśliwych, paranoiczna i nieudana strategia opanowania epidemii ASF przez masowy odstrzał dzików; 

- przejęcie i doprowadzenie do ruiny wspaniale prosperujących stadnin koni w Janowie i Michałowicach; „Pride of Poland” zamieniła się w „Shame of Poland”; 

- nagradzanie posłusznych wyznawców posadami w spółkach skarbu państwa, nepotyzm, astronomiczne zarobki i kariery ludzi niekompetentnych, ale ślepo oddanych władzy, której wszystko zawdzięczają; 

- kompletne fiasko polityki zagranicznej, skompromitowanie i osamotnienie Polski na arenie międzynarodowej, skłócenie jej z sąsiadami i sojusznikami, degradacja z pozycji lidera przemian w Unii Europejskiej do roli ośmieszonego outsidera, który na własne życzenie zajął miejsce w oślej ławce.  

Przerywam tę przygnębiającą wyliczankę. Każdy z czytelników mógłby ją bez trudu kontynuować i ilustrować kolejnymi przykładami. Nie wymieniam tu niezliczonych afer: „dwóch wież”, SKOK-ów, Getback, Banasia, Morawieckiego, Szumowskiego, Sasina i tylu innych. Widać, że spustoszenia i obłąkana polityka realizowania haseł „dobrej zmiany” i „wstawania z kolan” nie ominęły właściwie żadnej dziedziny życia społecznego.

Zagrażają one nie tylko demokratycznemu porządkowi (z którego niewiele zostało), ale także przyszłości Polski. Łamanie i omijanie Konstytucji, kłamstwo i ogłupiająca propaganda, cynizm i chamstwo, którego już nie trzeba się wstydzić, odebranie społeczeństwu zaufania do państwa, przekonanie, że mandat otrzymany od „suwerena” zezwala na łamanie prawa, niekonstytucyjne zmiany ustroju i nierespektowanie praw mniejszości – to wszystko obserwujemy na co dzień. 

Najgorszą konsekwencją rządów PiS-u jest zasianie niewyobrażalnej ilości nienawiści i agresji, podziałów idących przez rodziny, przyjaźnie, miejsca pracy – doprowadzenie do tego, że kraj nasz zamieszkują dwa wrogie, nienawidzące się plemiona.  

Jest interesującym przyczynkiem do rozważań o roli jednostki w historii fakt, że za wszystkie te nieszczęścia odpowiada – jeśli by poszukać drogi do ich źródeł – jeden człowiek.

Nieznający świata, owładnięty ślepą żądzą władzy i zemsty, zakompleksiony i chory z nienawiści, pogardzający ludźmi, manipulujący nimi i wykorzystujący ich najniższe instynkty, bezwzględny i cwany. 

Jest dla mnie niepojęte, w jaki sposób tak przebiegły i zarazem prymitywny osobnik jest w stanie uzyskać taką władzę najpierw nad swoim otoczeniem, potem zaś – za nic (na razie) nie odpowiadając – mieć wpływ na losy całego narodu i państwa.

Nie wierzę, że w jego środowisku są wyłącznie ludzie bezmyślni – ile potrzeba cynizmu, samozakłamania, zwyczajnej głupoty i podłości, by bezczelnie, patrząc w obiektyw kamery, wygłaszać jawne kłamstwa „ciemnemu ludowi, który to kupi”.

Ten mechanizm samooszukiwania się prowadzący do tego, że niezgodne z rzeczywistością i urągające inteligencji brednie stają się przedmiotem fanatycznej wiary, zasługuje na wnikliwe studium – tu nie ma na to miejsca. 

Piszę te słowa z rozpaczą – ale i z nadzieją. Z rozpaczą, że w ciągu kilku lat udało się sprawić, że połowa społeczeństwa została zaczadzona tym wszechobecnym kłamstwem, daje wiarę populistycznym demagogom oferującym doraźne korzyści materialne w zamian za niepostrzeżenie odbieraną wolność i demokrację.

Współodpowiedzialne są za to państwowe (bo nie publiczne) media, sojusz władzy z Kościołem, wspierane przez biskupów i proboszczów Radio Maryja, sączące w miejsce Ewangelii nienawistne jady nietolerancji i wykluczenia ze wspólnoty.  

Toksyny te spowodowały spustoszenia w głowach milionów ludzi – którzy dzisiaj oddawać chcą głosy na Andrzeja Dudę – żałosną marionetkę, współodpowiedzialną za całe zło, które wydarzyło się w Polsce w ciągu pięciu lat jego prezydentury.

Wybór na kolejną kadencję notariusza Jarosława Kaczyńskiego, posłusznie podpisującego nocami najbardziej  haniebne polecenia prezesa, oznaczałby kontynuację procesu niszczenia Polski, odbierania Polkom i Polakom ich państwa i praw obywatelskich, oddalania naszego kraju od cywilizowanej Europy i świata, pchania nas w objęcia Putina, Łukaszenki i Orbana.  

Ale piszę to też z nadzieją. Przecież mamy na to wpływ – dysponujemy kartą wyborczą. Nie chcę przekonywać przekonanych, cieszyłbym się, gdyby moje słowa ocaliły przynajmniej jednego z nieprzekonanych i zdezorientowanych. 

Kochani – coś zależy od nas wszystkich! Przede wszystkim nie pozostawajcie w domach, weźcie w swoje ręce odpowiedzialność za nasz – także Wasz! – kraj.

Idźcie – zabezpieczeni w maseczki i rękawiczki – do urn. 

Głosujcie korespondencyjnie.

Nie oddawajcie Polski walkowerem szalbierzom i autokratom. Niech Wasze umysły i sumienia będą jasne, wolne od przesłaniającego rzeczywisty świat czadu. Wybaczcie patos – chwila jest wszak dziejowa, ważą się losy naszej ojczyzny – Niech zwycięży Dobro i Prawda. By je zobaczyć, wystarczy spojrzeć czystym, nieuprzedzonym okiem. 

Jerzy Illg 

PS Rozpaczliwe unikanie przez Andrzeja Dudę debaty i konfrontacji z Rafałem Trzaskowskim i pytaniami niezależnych dziennikarzy dowodzi nie tylko jego tchórzostwa, ale także – co może trzeba mu zapisać na plus – przytomności umysłu. Ma jej widać tyle, że wie, iż debata taka ujawniłaby całą jego nicość – czego przedsmak widzieliśmy w Polsacie: po kilku niewygodnych pytaniach, niezadawanych przez usłużnych politruków z TVPiS, kompletnie się pogubił. 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.