Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Panie prezydencie Dudo!

Nazywam się Hanna i jestem trzydziestokilkuletnią singielką. Niech pana nie zmyli ten początek, nie piszę do pana z nadziejami matrymonialnymi. Chciałam się zwrócić do pana z pytaniem, ale zanim to zrobię, chciałam napisać kilka słów o sobie, bo jestem z siebie DUMNA i uważam, że powinien pan o tym wiedzieć.

Dziadkowie otoczyli nas miłością

Urodziłam się w latach 80. w Wałbrzychu, w mieście, które po słusznym obaleniu „komuny” przez wiele lat znajdowało się w bardzo trudnej sytuacji. Epoka przemian i wolny rynek dawały wiele możliwości, niestety moi rodzicie nie do końca potrafili się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Ich próba zbudowania fortuny w wolnym kraju nie powiodła się, pozostawiła ich na wiele lat z potężnymi długami i depresją. Sytuacja mojej rodziny była nie najlepsza. Moi rodzice zajęci wychodzeniem z długów nie zawsze potrafili odpowiednio zająć się mną i moją siostrą. Na szczęście miałyśmy cudownych dziadków, którzy otoczyli nas miłością i wspierali nasze marzenia duchowo i finansowo, na tyle, na ile mogli. O resztę musiałyśmy z siostrą walczyć SAME.

W Londynie nie pracowałam na zmywaku

Dzięki uporowi, determinacji i pracowitości ukończyłam magisterkę z dwóch kierunków, anglistyki i japonistyki. Nie brałam kredytu studenckiego, przez cały okres studiów otrzymywałam pomoc od dziadków, ale też pracowałam na siebie. Dzięki nauce miałam okazję wyjechać za granice, do Japonii i nie tylko. Zobaczyłam zupełnie nowy, inny świat, poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi z różnych zakątków Ziemi. Mieszkałam w Tokio i w Londynie, pracując dla jednego z najbardziej prestiżowych japońskich banków inwestycyjnych w City. Wbrew stereotypom, jakie sam pan powiela swoją ksenofobiczną mową, nie pracowałam w tym banku na stołówce na zmywaku. Londyn – który nadal uważam za jeden ze swoich domów – opuściłam tylko dlatego, że pojawiła się możliwość kolejnego wyzwania i wyjazdu do Japonii, do pracy przy olimpiadzie w Tokio i wspieraniu polskiej reprezentacji – jestem koordynatorem ds. międzynarodowych w jednym z miast gospodarzy, które będzie gościć polską ekipę przed olimpiadą.

Jestem silna, bo mogłam żyć w Polsce wolnej i demokratycznej

Od lat żyję za granicą, ale zawsze z dumą starałam się przedstawiać swój kraj jako ten, który wspaniale wychodzi na prostą i w krótkim czasie, który upłynął od 1989 roku, osiągnął bardzo wiele. Stał się bardziej otwarty i tolerancyjny, bardziej bezpieczny i bogaty, jest członkiem NATO i Unii Europejskiej. To wszystko działo się na moich oczach, kiedy dorastałam. Choć nie znajdowałam się w uprzywilejowanej grupie dzieci, których rodzicie o wiele lepiej radzili sobie w życiu aniżeli moi, nie pochodzę z wielkiego miasta, pomimo wielu przeciwieństw losu, uważam, że osiągnęłam bardzo wiele. Wie pan dlaczego? Nie tylko dlatego, że chciałam, marzyłam i pracowałam na to, ale właśnie dzięki temu, co osiągnęli wszyscy pana i PiS-u poprzednicy, DEMOKRACI, LIBERAŁOWIE, LEWACY. Bo mogłam ŻYĆ W POLCE WOLNEJ, pluralistycznej, niedoskonałej, ale DEMOKRATYCZNEJ.

Panie prezydencie Duda: szczuje pan jednych Polaków na drugich w imię politycznego zwycięstwa

Z przerażeniem więc obserwuję z zewnątrz, jak formacja, z której się pan wywodzi, niszczy wszystkie osiągnięcia ostatnich 30 lat, a Polska na moich oczach powraca do stanu z nie tak dalekiej i niechlubnej przeszłości w komunistycznej, centralnie sterowanej Polsce. Wstyd mi, kiedy czytam o tym angielskojęzyczne i japońskojęzyczne publikacje. Nie potrafię wytłumaczyć swoim zagranicznym przyjaciołom, jak to możliwe, że prezydent mojego kraju nazywa część ludzi ideologią gorszą od bolszewizmu. Martwię się o przyjaciół i rodzinę w kraju. Częścią mojej pracy – obok bycia tłumaczem – jest godne reprezentowanie Polski i promowanie jej kultury, ale jakże to stało się ciężkim zadaniem od kiedy wraz z polskim rządem szydzi pan ze wszystkich, którzy ślepo nie popierają pana i pańskiego zaplecza. Ba, nie tylko pan szydzi, ale szczuje pan jednych Polaków na drugich w imię politycznego zwycięstwa, z Bogiem na ustach, pod sztandarami tej jedynej prawdziwej Polski (oczywiście pisowskiej).

MOJE PYTANIE:

I śmie pan nazywać się prezydentem wszystkich Polaków?

Nie dam się wykluczyć

Niestety, w Polsce PiS, mimo wykształcenia i doświadczenia, jako singielka powyżej trzydziestki, bezdzietna, nie mogę liczyć na pomoc państwa lub, chociażby, na bycie pozostawioną w spokoju i niestygmatyzowaną jako gorsza kategoria kobiety, bo bez rodziny. Za stara jestem na ulgę podatkową dla młodych, za młoda żeby dostawać „trzynastki”, „czternastki” i zapewne „piętnastki”, nie przysługuje mit też 500 plus. Nie dostaję nic. Wręcz przeciwnie – pańskie i PiS zafiksowanie wokół „tradycyjnej polskiej rodziny” sprawia, że w oczach takich jak pan staję się pasożytem społecznym, gorszą kobietą, bo nie zdecydowałam się być matką Polką. „Chłopa ci potrzeba” lub „sfrustrowana feministka” to tylko jedne z ładniejszych epitetów, jakimi określane są NIEZALEŻNE KOBIETY w pańskiej rzeczywistości. A ja panu powiem, że nic panu do tego, czy w ogóle i kiedy założę rodzinę i urodzę dzieci. Nie powinno  też pana obchodzić, czy będę w związku z mężczyzną, czy kobietą. Jestem tak samo SZCZEGÓLNIE CHRONIONA PRZEZ POLSKĄ KONSTYTUCJĘ jak KAŻDA inna osoba.

Nie jest pan moim prezydentem i być nim pan nie może. To, co pan mi oferuje, jest nie do zaakceptowania. 

Mam wręcz wrażenie, że chce pan mnie wykluczyć ze wspólnoty, której jako Polka mam prawo być częścią, będąc nawet setki kilometrów od mojego kraju. Ja i kobiety mi podobne, WSZYSCY Polacy, zasługujemy na więcej niż pańska – jakże zaściankowa, ksenofobiczna, homofobiczna i bluźniercza – wersja Polski.

MÓJ CENNY GŁOS oddam na DEMOKRATĘ.

Hanna

Czekamy na Wasze listy: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.