Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Wybory to święto demokracji. W tym roku ominęło ono sporą grupę naszych rodaków mieszkających za granicą. Część z powodu usterki nie była w stanie się zarejestrować w systemie internetowym prowadzonym przez MSZ, część nie dostała z konsulatu pakietu wyborczego na czas, część nie dostała takiej przesyłki w ogóle. Były przypadki dostarczenia wyborcom kart bez pieczęci lub pustych pakietów. Wyborcy nie bardzo mieli do kogo się zwrócić. MSZ nie uruchomił centralnej infolinii, gdzie można by zgłaszać tego typu problemy, do konsulatów nie można się było dodzwonić. Pisali więc listy i maile do „Wyborczej”.

Skala reakcji naszych Czytelników była olbrzymia, a ich rozczarowanie przebiegiem wyborów zrozumiałe.

Niezrozumiały jest natomiast dobry nastrój urzędników w MSZ, którzy gratulują sobie dobrze wykonanej pracy. Jeśli w Wielkiej Brytanii do komisji wyborczych nie dotarło 15 tys. pakietów z kartami do głosowania, to oznacza sytuację jakby w wyborach prezydenckich nie wzięto pod uwagę głosu mieszkańców miasta wielkości Grodziska Wielkopolskiego czy Kartuz.

Zdaję sobie sprawę, że w żadnych wyborach nie ma 100 proc. frekwencji.

Ale tym razem mamy do czynienia ze szczególnymi wyborami, przeprowadzonymi po udaremnionej dosłownie w ostatniej chwili próbie przeforsowania nielegalnych wyborów pocztowych, które miała nadzorować nie Państwowa Komisja Wyborcza, ale wicepremier Jacek Sasin i Poczta Polska. Forsowane przez PiS wybory à la Sasin były kpiną z demokracji i poważnie nadwyrężyły zaufanie do państwa. Polscy obywatele mieszkający za granicą, którzy nie mogli zagłosować 28 czerwca, zaufania nie odbudowali.

Pięć lat temu za granicą triumfował Paweł Kukiz, a w drugiej turze Andrzej Duda. Tym razem zdecydowanie wygrywa Rafał Trzaskowski. Problemy z głosowaniem to efekt niechlujstwa i braku przygotowania.

Cierpią także wyborcy Prawa i Sprawiedliwości. Do konsulatu w Toronto, gdzie zdecydowana większość wyborców poparła Andrzeja Dudę, nie wróciło aż 40 proc. pakietów wyborczych.

Zresztą nie o same pakiety wyborcze chodzi. W tym roku MSZ zmniejszył o połowę liczbę zagranicznych komisji wyborczych, motywując to obostrzeniami związanymi z epidemią. W efekcie ich członkowie w Wielkiej Brytanii ledwie sobie radzą z liczeniem głosów. A internetowy system MSZ wczoraj wieczorem, gdy upływał termin rejestrowania na drugą turę, niespodziewanie przestał działać.

Jan Dziedziczak, były wiceszef MSZ, dziś pełnomocnik rządu PiS ds. Polonii, w przedwyborczym liście do Polaków za granicą zapewniał, że są najlepszymi ambasadorami Polski. Sposób przeprowadzenia wyborów pokazuje, jak naprawdę Polonię traktuje władza.
Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.