Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mieszkam na zamkniętym osiedlu na Białołęce, gdzie jest całkiem dużo osób z dziećmi. Ponieważ przez ostatnie tygodnie dzieci były zmuszone do siedzenia w domu, zwłaszcza teraz chętnie spędzają czas na dworze. Bawią się, grają, biegają, a że to są dzieci, są głośne – szczególnie w grupie. I wtedy pojawia się niestety problem nieuprzejmych i sfrustrowanych sąsiadów.

Jestem zażenowana zachowaniem osób dorosłych, ich odzywkami do dzieci... Zaznaczam, że one nic nie niszczą, nie przeklinają, a jedynie się bawią, być może momentami za głośno. Dodam także, że nikt nie zaburza ciszy nocnej.

Szczególnie zaniepokoiły mnie wrzaski sąsiadki na dzieci bawiące się na placu zabaw, z którego ich przeganiała, posiłkując się ochroną. Za główny powód podawała to, że te dzieci były za duże za ten plac zabaw. Były to dzieci w wieku od 7 do 11 lat. 

Wygodnie by było, aby na placu zabaw siedziały tylko roczne dzieci, najlepiej, żeby nie wydawały dźwięków. Ale tak się nie da.

"Czy mogę zamknąć mordy dzieciom, bo się drą?"

Niedawno dość spora grupa dzieci radośnie bawiła się "w zaklepywanego" między blokami. Frajdę miały ogromną te dzieciaki. I nagle sąsiadka z parteru zaczepia mnie, gdyż zauważyła, że jedno z dzieci podeszło do mnie, i pyta, ”czy mogę zamknąć mordy dzieciom, bo się drą?”.

Wcześnie ci Państwo z parteru polewali dzieci wodą z balkonu, żeby nie biegały. Nasi sąsiedzi zarzucają rodzicom złą opiekę i złe wychowanie... lub brak opieki! Ale czy na zamkniętym osiedlu pod blokiem dzieci w wieku 8-11 lat nie mogą być same?

Zaczynam się zastanawiać, w którą stronę nasz świat podąża. Dlaczego ludzie są tak sfrustrowani, że wyzywają bawiące się dzieci, dlaczego ubliżają rodzicom, dlaczego czują się bezkarni, wyzywając, strasząc, nagrywając i lejąc dzieci wodą...

Teren jest tak samo nasz jak tych ludzi. Dlaczego ja muszę znosić takie obelgi i takie zachowanie, skoro nikogo nie obrażam ani moje dzieci, jedynie są za głośno?

Ale czy nie powinno nas jako społeczeństwo cieszyć, że rośnie pogodne pokolenie, które mimo techniki telefonów i gier jednak woli zabawę na dworze w grupie?

"Co zrobić, gdy sąsiad przekracza granice. Jak rozmawiać z frustratami. Czy dzieci już nie mogą głośno się bawić?"

Czy nie płaczemy nad dziećmi, które nie potrafią wychylić nosa spoza telefonu, ale jednocześnie tacy frustraci chętnie by ich tam zamknęli, gdyż są za głośne...?

Czym podyktowane jest takie zachowanie. Dlaczego jest na nie przyzwolenie, a rodzic nie może się w żaden sposób bronić, mimo że sąsiad przekracza granice.

Czy mieliście podobne problemy? Wasi sąsiedzi krzyczą na dzieci. Wspólnoty odmawiają budowania placów zabaw, bo będzie za głośno? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.