Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jakub Kulesza – maturzysta warszawskiego XXVII LO im. Tadeusza Czackiego. Jest w pierwszej dziesiątce (nagroda finansowa) „Ja, Polska, Europa, świat – 2040”, konkursu dla maturzystów na esej zorganizowanego przez Concilium Civitas i ZNP we współpracy z „Wyborczą”.

Jacek Żakowskie o konkursie "Ja, Polska, Europa, Świat – 2040": Zabraliśmy naszym dzieciom przyszłość

Dzień jak co dzień. Miasto w środku dnia ciemne. Przysłonięte ogromną kopułą. Podwieszona lampa – sztuczne słońce. Sufit jest moim nieboskłonem.

„The sky is the limit”.

Nasz limit to 237 metrów. Oparte na Pałacu Końca Kultury i Nauki stalowe sklepienie. Więzienie, które sami stworzyliśmy. Ludzie biegają chaotycznie – jak szczury w klatce. Boją się wszystkiego, ale najbardziej siebie nawzajem.

Nie wiem, czy jest dzień. Nikt nie wie. Od lat nikt nie zaglądał poza kopułę. Wiemy, co jest na zewnątrz. Spalona ziemia, bezpłodne pola i zmarnowany potencjał.

To nasza wina. Nie. Nie nasza. To ICH wina. Ja przecież używałem papierowych słomek. Ja przecież segregowałem odpady. Ja przecież nie jadłem mięsa. Ja przecież kupowałem tylko bio. Ja przecież chodziłem z torebką bawełnianą. Ja przecież strajkowałem. Raz. Dwa razy. Nie poszedłem na matematykę. To musi coś znaczyć.

Terapia grupowa.

W tle mówią, że „Polska węglem stoi!”. W tle mówią, że wstajemy z kolan. W tle płonie węgiel. W tle wrzucają opony do ognia. W tle stoją w korkach do pracy. W tle robią czarne chmury. W tle kaszlą własnymi spalinami. W tle umierają na onkologii.

Po prostu scrolluj dalej

Przynajmniej mamy kolejne wydanie wiadomości. Przynajmniej wiemy, że te wszystkie dane to tylko kłamstwa. Kłamstwa lewaków. Kłamstwa LGBT. Kłamstwa. Przynajmniej mamy na kogo zrzucić winę.

Prawda. Propaganda. Bez znaczenia. Przyzwyczailiśmy się.

Każą nam zakładać różowe okulary.

Kto?

My sami. Tak jest łatwiej.

Władza w rękach bezsilnego ludu. Bezsilnego wobec ogółu. Wobec katolików, agnostyków i ateistów. Wobec imigrantów i emigrantów. Wobec lustra.

Dzieci, rodząc się, już nie płaczą. Zbyt wiele przeżyły. Są zmęczone życiem. Już nie chcą żyć. Byle dożyć do osiemnastki. Oddać swój pierwszy i ostatni, bezwartościowy głos. I tak idzie prosto do niszczarki. Sami do tego doprowadziliśmy.

Instynkt plemienny. Potrzeba cudzej silnej ręki. Tak jest łatwiej. Cały świat jest taki łatwy. Wystarczy ładny slogan. Ładnie komponujący się z odgłosami płaczu w tle.

„Make Poland Great Again!”.

Jest już tylko jedna partia. Tak jest lepiej.

Pamiętam 2020.

Nie podoba Ci się jakaś informacja? Nie ma problemu. Po prostu scrolluj dalej. O! Zobacz! Koleżanka ma nowe profilowe. TO jest news! TO jest warte uwagi!

Scrollowanie dalej stało się już nawykiem. Nawet nie czytam nagłówków. Po prostu się nie opłaca. Łatwiej wchłania się zdjęcia. Co jakiś czas pojawia się jakiś żółwik z głową w opakowaniu po sześciopaku piwa. Wystarczy wrzucić „sad react”. To go uzdrowi.

Spokojnie. Nasze algorytmy zapewnią Ci miły pobyt. Nie będziemy pokazywać zbyt dużo takich treści, drogi użytkowniku. Jeszcze, broń Zuckerberg, wyłączyłbyś naszą aplikację. Tego byśmy nie chcieli. Przecież zarabiamy od liczby reklam, które pokażemy. A wszyscy wiemy, co jest najważniejsze na tym świecie.

Nie wiemy?

„Jeśli nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o…”.

Facebook, Amazon, Google, Apple etc., etc. Tak samo, to samo, jak przed laty.

Jeff Bezos da kolejne 10 miliardów dolarów na walkę ze zmianami klimatycznymi? To prawie 8 procent jego majątku! Wdowi grosz się przypomina.

Green Washing.

Bill Gates znów powiedział, że „nie byłby w stanie wydać całych swoich pieniędzy, nieważne jak bardzo by się starał”.

Szafot za plastikowe sztućce! Jesteśmy uratowani! Bruksela na ratunek! Bruksela na białym koniu i z zielonym orężem stoi w pierwszym szeregu!

Z dnia na dzień to samo. Błoga monotonia. Raz na jakiś czas udostępnię jakiś artykuł o tym, jak źle jest na świecie.

Zresztą doszedłem do takiego poziomu finezji, że nie potrzebuję nawet nic robić, żeby uspokoić sumienie. Wystarczy znać mantrę:

„To nie moja wina.
To nie zależy ode mnie.
To nie ja źle zrobiłem.
Ja przecież używam papierowych słomek”.

Terapia prywatna. Najłatwiejsza i najefektywniejsza. Można ją stosować nawet w trakcie jazdy do szkoły czy pracy. W korku. Paląc papierosa. W alfa romeo giulia quadrifoglio.

Najlepsze, że człowiek naprawdę z czasem o tym wszystkim zapomina. Idzie dalej. Nie ogląda się za siebie. Ma codzienne problemy, konflikty, niepewności. Wszystko na skalę mrówki. Wypiera problemy o skali światowej. Przecież są inni, którzy się tym zajmują. Na pewno uratują nas amerykańscy naukowcy. Chociaż w sumie nie jest to takie pewne. Donald Trump powiedział, że zmiany klimatyczne to bujdy wymyślone przez Chiny, a turbiny wiatrowe powodują raka.

No to przynajmniej... polscy naukowcy. Chociaż w sumie to nie jest takie pewne. Kolejny już pan poseł stwierdził, że zmiany klimatyczne nie powinny być brane na serio, ponieważ on siedzi na werandzie i marznie.

Od przeszło dwóch lat czuję się, jakbym żył w komedii postapokaliptycznej, tylko na razie jeszcze nie stała się apokalipsa. A więc nikogo dookoła to nie obchodzi.

Najgorsze, że sam zaczynam czuć, że mnie przestaje to obchodzić. Jakbym był już po prostu zbyt zmęczony. Jakbym już nie miał na to siły. Jednocześnie przecież nic sensownego nie robię. Nic, co mogłoby poprawić tę sytuację. Widzę, jak z dnia na dzień staję się coraz bardziej obojętny.

Codziennie rano wchodzę na Reddita. Pierwsza wiadomość to zawsze nowe dane dotyczące zmian klimatycznych. Ogień w lasach amazońskich (Australia już dawno się spaliła). Topniejące lody na biegunie jednym czy drugim. Mikroskopijne kawałki plastiku w naszym jedzeniu. Czasem tankowiec, jak za dawnych dobrych czasów, wyleje ropę do oceanu.

Najważniejszy człowiek JA

To wszystko jakby już było. Nic nowego.

Wmawiam sobie, że nie jest tak źle. Gdyby było „tak źle”, to ludzie coś by z tym zrobili, prawda?

Tak myślałem 20 lat temu. Ale im jestem starszy, tym bardziej myślę, że wychowaliśmy sobie społeczeństwo mentalnych hedonistów. Ludzi, którzy wolą nie myśleć o przykrych sprawach. Ludzi, dla których najważniejsze jest to, ile w tym miesiącu kosztowało masło. Jeśli było tanie, to władza jest dobra. Jeśli drogie, to zła. Ludzi, których nie obchodzi, co będzie za sto lat. Najważniejszym człowiekiem jestem JA.

Jako mała mrówka nie mam wpływu. Kapitalizm zawiódł. Demokracja zawiodła. To poczucie bezsilności. Rozumiem, dlaczego jestem mentalnym hedonistą. Rozumiem, dlaczego wolę o tym nie myśleć.

Tekst w pewnym stopniu różni się od wersji konkursowej. Zredagowaliśmy go na potrzeby druku.

Jakub KuleszaJakub Kulesza Fot. archiwum prywatne

Zapisz się na przegląd wydarzeń. Codziennie rano i wieczorem

Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.