Grupę przewodników i pilotów turystyki przyjazdowej wrzuca się do jednego worka z pozostałymi przedsiębiorcami. Ale większość z nich to ci, którzy działalność zawiesili w listopadzie lub grudniu 2019 r. i nie przysługuje im żadna pomoc z "tarczy antykryzysowej" - pisze nasza czytelniczka.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowni Redaktorzy,

piszecie o ogólnopolskim proteście branży turystycznej, który odbędzie się w poniedziałek 22 czerwca o godz. 13 na pl. Zamkowym w Warszawie .

Przedstawia się tę branżę jako całość, chociaż całością ona nie jest.

Nie wygląda na to, żeby ktokolwiek brał pod uwagę to, że branża turystyczna dzieli się na co najmniej dwie podbranże: turystykę wyjazdową i turystykę przyjazdową.

Mówi się o biurach podróży turystyki wyjazdowej. I słusznie, bo Polacy, w okresie pandemii nie będą mogli masowo wyjeżdżać na wakacje za granicę . Te biura stracą zaliczki wpłacone przez klientów, bo będą musiały je zwrócić. Stracą również przedpłaty dokonane za rezerwacje hoteli w zagranicznych kurortach, a nierzadko też za przeloty do tych kurortów. Wiele tych biur się nie uratuje, trup się może słać gęsto.

Ale ta część branży jest silna i niejako wspierana, co najmniej duchowo, przez polskich klientów pragnących wyjazdów i gotowych głosować przeciwko kandydatowi partii rządzącej, jeśli rząd nie przyzna bonu turystycznego te wyjazdy umożliwiających.

Zagraniczni turyści nie przyjadą

Ale poszkodowani w czasie pandemii to głównie ci, którzy przynoszą Polsce najwięcej zysków z turystyki przyjazdowej, głównie grupowej: dają pracę przewodnikom miejskim i pilotom wycieczek, przewoźnikom krajowym, zapełniają hotele i restauracje.

A turystyka przyjazdowa nie odnowi się od lipca. Tu nic nie można przewidzieć, bo nie wiadomo, jak się zachowa pandemia, czy na jesieni nie będzie nowego kryzysu. Nie wiadomo, czy klienci zagraniczni zdecydują się na podróże do Polski przed następnym sezonem, który zacznie się nie wcześniej niż w marcu (dla grup z Izraela) lub kwietniu 2021 r.

Ta część branży ucierpi niewątpliwie znacznie bardziej, bo nieliczni tylko będą w stanie utrzymać zatrudnienie pracowników na etatach na dotychczasowym poziomie, a może nawet nie utrzymają się na rynku wcale. Zwolnieni zasilą zwiększającą się coraz bardziej grupę bezrobotnych, a wielu z nich nie będzie w stanie znaleźć nowego zatrudnienia.

Warto zwrócić uwagę na przewoźników w turystyce krajowej. To zwykle niewielkie firmy, często rodzinne, często zadłużone po uszy leasingami busów i autokarów, których nie będą mogły spłacić, i padną.

Nie słychać, żeby ktoś się nimi przejmował. Ani trzymiesięczne postojowe, ani 5 tys. pożyczki ich nie uratują .

Biura podróży i przewodnicy najbardziej stracą

Warto też zwrócić uwagę na grupę przewodników i pilotów turystyki przyjazdowej, którzy muszą prowadzić jednoosobową działalność gospodarczą i których wrzuca się do jednego worka z pozostałymi przedsiębiorcami. Ich praca jest z konieczności pracą sezonową, bo w tym zawodzie pojawia się ona w Polsce od kwietnia do października i w tym czasie trzeba zarobić na życie także w pozostałych miesiącach. Wielu kolegów zawiesiło działalność na początku roku i nie widać nadziei na to, żeby mogli ją odwiesić i zacząć zarabiać jeszcze w bieżącym sezonie turystycznym. Rządową pomoc otrzymali taką jak inni przedsiębiorcy: zwolnienie z ZUS-u i świadczenie postojowe na trzy miesiące . Ale większość to ci, którzy działalność zawiesili w listopadzie lub grudniu 2019 r., i tym nie przysługuje żadna pomoc.

Pojawia się dramatyczne pytanie: co dalej? Za co żyć przez resztę roku? Wielu w tej grupie zawodowej to ludzie tuż przed emeryturą lub tacy, którzy wypracowali mniej niż najniższą emeryturę i muszą pracować, żeby przeżyć.

Od lat turystyka przyjazdowa jest traktowana przez kolejne rządy po macoszemu. Biura podróży i drobni przedsiębiorcy, którzy przynoszą krajowi zyski, są dyskryminowani przez prawo o VAT (w porównaniu z biurami turystyki wyjazdowej) i inne przepisy.

Zachęcam do zainteresowania się tym tematem przy okazji poniedziałkowego protestu.

Pozdrawiam

Wasza wierna czytelniczka

Ewa Łuczyńska, przewodniczka warszawska i pilotka wycieczek dla turystów zagranicznych po Polsce

***

Napisz do nas: listy@wyborcza.pl !

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Słusznie!
Niestety, takie głosy nie trafią tam, gdzie powinny, bo grupa ma małą siłę przebicia.
już oceniałe(a)ś
26
1
Bardzo słuszne przenyslenia. Ja dodaje jeszcze jedno,
Od 26 lat organizuje wyjazdy z USA do Polski. Zgrupowalem tez dużą ilość przyjaciol, Ametykanow ktorzy byli wielkimi propagatorami Polski. Pisze byli gdyż po ostatnich wypowiedziach pana prezydenta i wielu polityków juz nie sa. To wszystko zaczelo sie od antyimigracyjnej polityki PISu i wypowiedzi prezesa o uchodźcach. Mysle ze nie tylko Amerykanie przestaną przyjezdzac i zostawiac pieniadze, Każdy turysta amerykanski zostawia srednio 4.500 dolarow. To dla hoteli, restauracji i calego biznesu zwiazanego z turystyka o którym pani pisze niezly zarobek.
już oceniałe(a)ś
7
0
Pani Ewo,
ma Pani całkowitą rację. Ta branża jest w ciemnej dupie. Kilka innych branż również. Sporo nawet. Z turystyki przyjazdowej żyje ogromna rzesza ludzi. Od hoteli i pensjonatów (w miastach), poprzez pralnie, szwalnie, przedsiębiorstwa przewozowe, taksówkarzy aż po gastronomię w miejscach atrakcyjnych dla przyjezdnych spoza Polski.
Co pani proponuje?

Ja proponuję proste wyjście: aby o restrykcjach i ograniczeniach decydowali ci, których one dotyczą. Globalnie. Obecnie decyzje podejmują siedzący na pewnych, pańStwowych etatach, którzy zdecydowali się walczyć z pandemią do ostatniego bezrobotnego.

Niestety jest to mało prawdopodobne rozwiązanie. Są w tej chwili dziesiątki krajów, w których rządy zabroniły swoim obywatelom wyjazdów turystycznychza granicę. Co można z tym zrobić?
Podpowiem: nic nie można. Trzeba przeczekać. Innego wyjścia nie ma.
@ekumeniczna_ortodoksja
""Ja proponuję proste wyjście: aby o restrykcjach i ograniczeniach decydowali ci, których one dotyczą."

O operacjach na otwartym sercu też powinni decydować ci, których to dotyczy: pacjenci. Bo wiedzą najlepiej. Zapewne.
już oceniałe(a)ś
1
1
@takaja123456
A górnicy o ograniczaniu palenia węglem.
Skąd się biorą tacy bezmyślni ludzie?
już oceniałe(a)ś
0
1
@takaja123456
wbrew temu co Pani sądzi: pacjent współdecyduje o operacji na otwartym sercu. Rozumiem, że żadnej operacji Pani jeszcze nie wykonywała. Ja miałem (aczkolwiek nie na otwartym sercu) wykonać już kilka.
Operacja nie odbywa się, o ile pacjent nie udzieli na nią pisemnej zgody. I to po tym, jak został przez chirurga dokładnie zaznajomiony z jej przebiegiem, zakresem, celem a przede wszystkim ze związanymi z zabiegiem niebezpieczeństwami i (ewentualnie) grożącymi powikłaniami. PAcjent w tym wypadku jest partnerem a nie przedmiotem operacji i jak najbardziej jest wciągnięty (tak dzieje się przynajmniej w krajach cywilizowanych) w proces podejmowania decyzji.

Zadziwia mnie ta radosna i beztroska chęć pozbawiania podmiotowości tych, których te decyzje dotyczą, w przypadku decyzji trudnych. I nie chodzi tutaj bynajmniej o to, kto wie lepiej.Chodzi o współodpowiedzialność. Jest to normalne w społeczeńStwach dojrzałych i pańStwach obywatelskich.
Ale może oczekuję od Polaków zbyt dużo? Może w Polsce trzeba przymusić, odebrać prawo współdecydowania i współodpowiedzialności bo chęć posiadania tatusia jest w POlakach tak ogromna, że nie potrafią już sobie wyobrazić, że można inaczej? Koncepcja tatusia, który każe i nie ma dyskusji jest o tyle atrakcyjna, że potem można na tatusiu wieszać psy.
Doprawdy nie wiem. Wie Pani może?
już oceniałe(a)ś
2
0
@panna.mela.konfacela
Chętnie Pani odpowiem na postawione przez Panią pytanie.
Ale wpierw:
Otóż nie podzielam poglądu, jakoby górnicy mieli / powinni decydować o kształcie polityki energetycznej kraju. Podobnie jak myśliwi nie powinni zajmować się ochroną ginących gatunków, drwale nie powinni decydować o polityce zalesiania, a rzeźnicy o tym czy wegetarianizm jest dobry czy zły.

Powodem dla którego tak uważam jest to, że w każdym z wymienionych przypadków decydentami byliby bezpośrednio zainteresowani rozwiązaniami niekoniecznie długofalowo racjonalnymi. Wynika to z ewidentnego konfliktu interesów.

Chciałbym jednak zauważyć, że w przypadku tzw. lockdownu i zakresu restrykcji wprowadzonych w związku z epidemią mamy wprawdzie również do czynienia z konfliktem interesów, aczkolwiek rozgrywającym się na zupełnie innej płaszczyźnie.
Decydenci nie ponoszą żadnych osobistych konsekwencji swoich decyzji. W zasadzie opłacalny jest dla nich zawsze wariant najbardziej restrykcyjny i radykalny - mogą wówczas odetchnąć z ulgą, że zrobili wszystko co możliwe i się tym szczycić.

Problem jednak w tym, że swymi decyzjami potrafią oni pozbawić (jak w opisywanym w liście przypadku) innych dorobku całego życia, środków utrzymania, ba mozolnie i latami budowanego biznesu. Potrafią innych wpędzić w spiralę długów, utratę dachu nad głową, utratę szans na wykształcenie dzieci lub leczenie bliskich z poważnych chorób.

Jeden z moich znajomych, w jednym z zachodnich stanów USA podsumował to mnej więcej tak: mogę poddać się restrykcjom, zamknąć firmę, założyć maseczkę, dezynfekować wszystko co się da, i w ogóle zamknąć się w domu i unikać kontaktów z innymi przez trzy miesiące.

Tyle tylko, że po trzech miesiących nie będę mieć już domu, w którym mógłbym się zamknąć.

Jestem zwolennikiem tego aby ci, których decyzje egzystencjalnie dotyczą mieli na nie pływ. Jestem zwolennikiem również tego, aby podejmujący trudne decyzje ponosili za nie część przynajmniej konsekwencji.

Jakoś jednak nie widzę masowo zwalnanych z pracy urzędników ministerstw. Ani obniżania dochodów sekretarzom stanu i mówienia im, że jakoś mają sobie dawać radę.

A wracając do Pani pytania skąd się biorą tacy bemyślni ludzie: wykładam na jednej z (zdaniem wielu) renomowanych, zachodnich uczelni.

Było mi przyjemnie sobie z Panią pogawędzić.
już oceniałe(a)ś
1
0
Do Polski nie mogą przyjechać nawet Polacy pracujący za granicą. Dziękujemy!
@przyjezdna1
Ci za bzdury Pani wypisuje Polacy do Polski wjechać mogli zawsze. Od 13. czerwca zniesienio obowiązkową 14-dniową kwarantannę.
Problemy przedstawione przez autorkę listu uważam za poważne.
już oceniałe(a)ś
3
1
Zastanawiam się czy ten problem nie jest nieco wyolbrzymiony. Miejsce zagranicznych turystów zajmą Polacy, którzy wybiorą Polskę zamiast np. Turcji czy Włoch. Już dziś słychać, że o noclegi w Polsce jest trudno, a ceny wzrosły. Oczywiście dotychczasowe straty są niezaprzeczalne ale wydaje mi się że sezon nie będzie zmarnowany. Na chłopski rozum to w najtrudniejszej sytuacji są biura turystyczne.
@ell
Ale Polacy niekoniecznie skorzystają z usług przewodnika albo nie wynajmą busa, bo przyjadą własnym transportem
już oceniałe(a)ś
0
0
Sprawdź, które kraje pozwalają Polakom na wjazd. Potem się wypowiedz. O tzw. województwie śląskim nie słyszano?
już oceniałe(a)ś
0
0
"Ich praca jest z konieczności pracą sezonową, bo w tym zawodzie pojawia się ona w Polsce od kwietnia do października i w tym czasie trzeba zarobić na życie także w pozostałych miesiącach."
Czyli od października do kwietnia zbijają bąki? Wolne żarty. Znam kilku, każdy ma alternatywne źródła utrzymania. Owszem, nie jest dobrze, ale też nie jest tak, że zostali kompletnie od kasy odcięci.
Poza tym trzeba szybko ruszyć głową i wymyślić, jak zarobić na pozostałych w Polsce Polakach, którzy nie pojadą teraz do Turcji czy Egiptu. Część branży organizuje już od jakiegoś czasu dodatkowe obozy dla dzieci/młodzieży, bo dotychczas organizowane przyjmą mniej chętnych ze względów sanitarnych. Ja wiem, że w takim Krakowie czy Gdańsku na przyjazdówkach mniej się zarobi, bo Janusz z rodziną nie wyda tyle, co singiel Ricardo, ale może się uda wykoncypować coś atrakcyjnego?
już oceniałe(a)ś
1
4
No i? Mam se wziąć na garb jeszcze jednych?
Do roboty.
@joankb
Pomyslmy... Ci ludzie nie pracują, bo maja się poświecić, zeby mniej zagrożona byla Pani i Pani rodzina... Tez nie wiem, dlaczego maja swoim dzieciom od ust odejmować, żeby Pani rodzicom się nic nie stało. Otwórzmy granicę dla turystów ze wszystkich stron świata. Zapewne sporo ludzi na świecie w pandemię nie wierzy i chce podróżować. Przewodnicy i kierowcy wezma sie do pracy.
już oceniałe(a)ś
17
4
@mis_rys
"Otwórzmy granicę dla turystów ze wszystkich stron świata" - Ale taka decyzja należy do Opiekuńczego Rządu - może by tak podjął ją jeszcze przed wyborami ?
już oceniałe(a)ś
3
0
@mis_rys
Granice są otwarte, ale epidemia w Polsce ma się kwitnąco. To wina rządu. Na kogo głosowali pzrewodnicy i drobni przedsiębiorcy? Głównie na pis, dlatego mi ich nie żal, nie spijają miód ze swoich decyzji.
już oceniałe(a)ś
9
3
@joankb

A robota skąd, gdy bezrobocie wzrasta i kolejne branże padają?
już oceniałe(a)ś
4
0
@mis_rys
Fakty nie są do wierzenia.
już oceniałe(a)ś
1
2
@exxx2015
Gdyby tak zebrać wszystkie te wpisy, w których jakąś grupę ludzi ktoś oskarża o głosowanie na PiS, okazałoby się, że na PiS głosowali wszyscy. Czytam tutaj, że rolnicy, górnicy, mieszkańcy wsi i małych miast, nauczyciele, drobni przedsiębiorcy, teraz przewodnicy, głosowali na PiS, więc dobrze im tak. Takie generalizacje są nieprawdziwe, przykre i tylko służą podziałom, a co za tym idzie, działają na naszą niekorzyść.
już oceniałe(a)ś
8
1
@logoutxyz
Ale ci narzekający teraz głosujący na pis zepsuli Polskę. Dlaczego mam udawać, że mnie to nie wkurza? Oni zatruli życie normalnym Polakom i doprowadzili do zniszczenia państwa, mam udawać, że to nieważne? Nie mogę.
już oceniałe(a)ś
1
0
@exxx2015
Przedsiębiorcy glosujacy na PiS? Nie znam żadnego. Skąd te dane?
już oceniałe(a)ś
0
0