Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kiedy zaczynała się epidemia COVID-19 i w mediach trwały gorączkowe dyskusje, czy ograniczać udział we mszach świętych i innych praktykach religijnych, w najwyższe zdumienie wprawił mnie niejaki ksiądz profesor Guz. Otóż ten uczony (?) stwierdził, że księża w czasie podawania komunii nie przenoszą wirusów, ponieważ ksiądz ma konsekrowane ręce i jak wynikało z jego rozumowania, wirusy takich konsekrowanych rąk się nie trzymają.

Wprawiło mnie to nie tyle w zdumienie, ile w osłupienie. Tygodniami po tej wypowiedzi trwałem w całkowitym stuporze. Kiedy powoli ochłonąłem, zacząłem jako lekarz zadawać sobie pytania: czy konsekrowane ręce mają jakąś wirusooporną powłokę? Jaka jest natura tej powłoki? Czy po jej naukowym zbadaniu nie można by takiej powłoki stosować w praktycznej medycynie, na przykład przy zabiegach operacyjnych? Czy dysponując taką powłoką, będę mógł operować bez chirurgicznego mycia rąk i bez rękawic chirurgicznych? Później zacząłem się zastanawiać, czy kapłan mający konsekrowane ręce, jeśli uda się do toalety i wykonuje czynności fizjologiczne, to także nie musi myć rąk po tych czynnościach fizjologicznych, ponieważ w tym przypadku bakterie E. coli także się takich rąk, jak rozumiem, nie trzymają i nie są przez nie przenoszone?

Ostatnio kolejny uczony (?) związany z KUL, doktor habilitowany, wypowiedział się na temat „nieludzkiego charakteru” LGBT. Tu akurat władze tej uczelni zareagowały natychmiast, i to na najwyższym szczeblu, bo rektorskim. Chwała Jego Magnificencji Rektorowi KUL za natychmiastową reakcję.

Rektor Harvardu swego czasu stwierdził: „Jeśli uważacie, że edukacja jest droga, to spróbujcie ignorancji”. W obu przypadkach mamy niestety do czynienia z ignorantami.

No cóż! Nie chce się wierzyć, że w XXI wieku w sferach uniwersyteckich istnieją ludzie, którzy wypowiadanie bredni uznali za dopuszczalne. Bardzo żałuję, że poprawność polityczna i kultura wyniesiona z domu rodzinnego uniemożliwiają mi nazwanie po imieniu i tak, jak powinienem, obu tych całkowitych ignorantów.

Ale widzę w obu tych wypowiedziach i „średniowieczną ciemnotę”, i „bezgraniczne ograniczenie”, i wynikającą z tych faktów potrzebę wypowiadania się na temat wirusów czy LGBT, choć obaj wymienieni uczeni (?) nie posiadają najmniejszych kompetencji w tych sprawach.

Mechanizmy wyłaniania elit, w tym naukowych w Polsce, wymagają chyba jednak weryfikacji, skoro przywołani powyżej obaj tak zwani „samodzielni pracownicy naukowi” publicznie wypowiadają brednie.

Czekamy na Wasze opinie. Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.