Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem osobą wysokiego ryzyka, zarówno z racji wieku (powyżej 80 lat), jak i przebytych w ostatnim roku poważnych zabiegów medycznych.

Rozumiem konieczność poluzowania restrykcji, choćby z uwagi na gospodarkę, ale stanowczy mój sprzeciw budzi niefrasobliwość rządu w podejściu do pozostawionych, już nielicznych, restrykcji.

Niewiele osób przestrzega nakazu noszenia maseczek w sklepach, supermarketach, na targowiskach, niemal nikt nie zachowuje bezpiecznej odległości.

A do tego w przychodniach lekarskich działają tylko porady „zdalne” albo wszystko jest zamknięte. W tych działających (np. z racji onkologii), nawet jeżeli przy wejściu mierzy się temperaturę i psika na ręce odkażalnikiem, to potem, pod gabinetami, już jest inaczej. Co najmniej u połowy pacjentów noszenie maseczek staje się iluzoryczne.

Co znamienne, taki pacjent, gdy wychodzi z gabinetu po wizycie u lekarza, ma nadal odsłonięty nos. To znaczy, że lekarz nie zwrócił na to uwagi. Co ugruntowuje pogląd, że noszenie maseczek to fanaberia, działanie pro forma.

Apele, by obywatele sami się dyscyplinowali, są zabawne. Zamiast tego powinno się egzekwować przestrzeganie pozostałych rygorów. Bo skutki mogą być nieprzyjemne. Znowu mamy do czynienia z polskim mądralstwem, które w przypadkach skrajnego łamania procedur kończy się Mirosławcem [katastrofa wojskowego samolotu Casa] i Smoleńskiem. A za takim zachowaniem stoi obecny rząd, a szczególnie minister zdrowia, który powinien zdawać sobie sprawę z zagrożeń. Powinien, ale bardziej zdaje się myśleć, jak zneutralizować kolejne oskarżenia o niezbyt przejrzyste zakupy, niż o zdrowiu obywateli.

Maseczki i inne środki służą wszak ograniczeniu zakażania bliźnich, w małym zaś stopniu chronią noszącego. Zatem każdy, kto nie przestrzega tych niewielkich już ograniczeń, stanowi, szczególnie dla ludzi wysokiego ryzyka, faktyczne zagrożenie życia i zdrowia (art. 165 § 1 p 1, §§ 2, 3, 4 kk).

Chyba że chodzi o to, by zaraza się rozprzestrzeniła, by można było wprowadzić na terenie całego kraju głosowanie korespondencyjne, łatwe do sfałszowania, a także w dalszej perspektywie ulżyć budżetowi poprzez zmniejszenie się liczby emerytów i rencistów.

A Wy nosicie maseczki i przestrzegacie zasad czy uważacie to za fanaberie? Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.