Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Krzysztof Połeć - zdobywca pierwszego miejsca w „Ja, Polska, Europa, świat – 2040”, konkursie dla maturzystów na esej zorganizowanym przez Concilium Civitas i Związek Nauczycielstwa Polskiego we współpracy z „Wyborczą”. Nagrodą jest rok bezpłatnych studiów na Uniwersytecie SWPS. Kończy warszawskie Społeczne Liceum Ogólnokształcące im. Maharadży Jam Saheba Digvijay Sinhji

06.04.2040

Za rok stuknie mi czterdziestka. Zleciało aż za szybko, już prawie półmetek. Z tej okazji postanowiłem wrócić do pisania, żeby zostawić po sobie jakieś świadectwo mojego świata. To niesamowite, że od czasu, kiedy byłem nastolatkiem, zaszło wokół tak wiele zmian. Do jednych się jakoś przyzwyczaiłem, innych do tej pory nie mogę znieść, ale wszystkie odcisnęły na planecie i ludziach niezmywalne piętno. Chciałbym móc rozpocząć ten pamiętnik jakimś dającym nadzieję cytatem, jednak gdy patrzę dookoła, to jedyne, co przychodzi mi do głowy, to fragmenty utworów już trochę zapomnianych rapera Słonia i pieśniarza Jacka Kaczmarskiego formułujące razem przykre zdanie: Nie obwiniaj Antychrysta – tutaj zawinił człowiek, ponieważ Państwo wybaczą… jesteście wierszem idioty odbitym na powielaczu.

10.04.2040

Dzisiaj znowu piszę przy świecach. Jeśli panele fotowoltaiczne nie zbiorą odpowiedniej mocy, to będzie tak jeszcze przez dwa dni – trwa ustawowa przerwa w dostawie prądu. Co zrobić? Sami zapracowaliśmy sobie na taki stan rzeczy. W latach 20. coraz mniej przemyślane decyzje naszego rządu, tendencje nacjonalistyczne, fatalne w skutkach decyzje gospodarcze i nieprzestrzeganie dyrektyw unijnych poskutkowały w końcu powstaniem Europy drugiej prędkości z granicą na linii Odry. W zasadzie wszystko zaczęło się od tego, że Polska jako jedyne państwo Unii odrzuciła ponad 20 lat temu rezolucję o neutralności klimatycznej, co stanowiło kamień węgielny dla uznania naszego kraju drugorzędnym. Jako ci odsunięci musimy non stop borykać się z niedoborami, czego oczywiście rodzimi politycy nie chcą przyznać, wciąż kłócąc się między sobą. Wprowadzono między innymi ustawę o racjonowaniu prądu. Niby w ramach oszczędności, ale tak naprawdę przez problem z dostępnością surowców energetycznych. Dobrze, że było mnie stać na panele słoneczne. Tylko jak mają działać efektywnie, jeśli wszędzie tyle smogu…?

14.04.2040

Jak ja się cieszę, że w końcu mogłem się zobaczyć z córką! Nie układa mi się z żoną, więc niestety rzadko się widujemy…

Małą szczególnie zainteresowała moja kolekcja starych wydań „National Geographic”. Wertowała je dobrą godzinę, zatrzymując się co chwila, aż w końcu spytała: „Tato, a niedźwiedź polarny to co to?”. Zrobiło mi się smutno. Jak mam sześciolatce wyjaśnić, że większość oglądanych przez nią zwierząt wymarła?

Czy będzie w stanie pojąć, że Morze Duńskie, o którym uczy się w szkole, jeszcze dwie dekady temu było państwem, które pochłonęła woda ze stopniałej do końca Arktyki, na której z kolei żył właśnie wspomniany miś?

Czy dotrze do niej, że choć podjęto zdecydowane środki, włącznie z budową olbrzymiej zapory NEED na Morzu Północnym, nie udało się zapobiec zalaniu Europy Północnej przez podnoszące się oceany? Dziecko nie zrozumie, że choć za mojej młodości wzrosła znacznie świadomość społeczna zmian, mimo coraz głośniejszych protestów ekoorganizacji i zwykłych ludzi, mimo apeli naukowców z całego świata korporacje i rządy pozostawały sztywne w swoich poglądach, ad populum podpisywały rezolucje w stylu Agendy 2030, by i tak ich finalnie nie realizować, wciąż eksploatowały środowisko do granic możliwości, aż było już za późno…

21.04.2040

Udało mi się w końcu skontaktować z moim przyjacielem Mikołajem. Od roku pracuje w Afryce Równikowej jako jeden z głównych ekonomistów pod jurysdykcją Państwa Środka. Mówił, że dobrze mu tam płacą, tylko wszędzie pełno smogu i nie ma specjalnie gdzie jeździć, bo poza miastami pustynia. Nawet tam, gdzie całkiem niedawno była dżungla. Wspomniał, że tamtejsze państwa zastanawiają się nad wprowadzaniem chińskiej wizy. Nawet się nie zdziwiłem. Od wielu lat w końcu Chińczycy wykupywali tereny na kontynencie, zalewali go tanim towarem, w końcu sami się zaczęli osiedlać, więc było tylko kwestią czasu, zanim zechcą oficjalnie uznać Afrykę za swoją kolonię i korzystać w pełni z jej bogatych, niemal nietkniętych złóż. Skomentowałem tylko, że teraz reszta świata stanie się zależna od Państwa Środka bardziej niż kiedykolwiek. Mikołaj na to się roześmiał, że ma farta, jeśli w morzu chińskich twarzy zobaczy choć kilka czarnych dziennie. Wtedy nagle połączenie przerwało. Mam nadzieję, że to przez przerwę w dostawie prądu, bo jeśli żart nie spodobał się tamtejszej policji, to wolałbym nie być w jego skórze.

03.05.2040

Nie ma jak wyjść z domu, bo znowu wybuchły zamieszki. Klasyka – biją się skrajni liberałowie z narodowcami. Radykalizm zwalcza radykalizm. Na Zachodzie to by już dawno nie przeszło, tam poprawność polityczna stała się dominantą.

Na przykład znajoma, która przeniosła się do Stanów, opowiada, że przy zakładaniu konta na tamtejszym Facebooku do wyboru ma się jakieś kilkadziesiąt płci, a jeśli ktoś ją obrazi, to wystarczy go publicznie oskarżyć o dyskryminację i sprawa załatwiona.

Do tego pełne odcięcie się od jakiejkolwiek religii i ta nieustająca walka o „wolność” każdego, kto jest choć trochę odmienny od typowego Smitha. Na ogół takie opowieści kwituję przewróceniem oczami, bo od hipokryzji aż człowieka trzęsie. Przy takim przewrażliwieniu i wymyślaniu coraz to nowych praw „broniących mniejszości” już samo spojrzenie na kogokolwiek może być tam uznawane za obelgę, a ironiczne „Wolność to niewola” Orwella będzie niedługo można brać dosłownie.

U nas polaryzacja sprzed lat doprowadziła do odmiennej zgoła sytuacji. Wszędzie skrajności, choć przynajmniej liberałowie – w przeciwieństwie do narodowców – nie demolują miasta. Jedyny plus taki, że przy tych kontrastach wciąż można zachować własny światopogląd, o ile nie będzie się nim głośno dzielić, a zwłaszcza publicznie. Na razie mi się to udaje...

19.05.2040

Wszystkie media grzmią o powstaniu samozwańczego Kalifatu Francuskiego na terenie Unii. Z lewa lamentują nad zamachem na świeckość, z prawa krzyczą o ataku na chrześcijańskie wartości i tak dalej. Śmieszy mnie to, bo taki rozwój wypadków można było przewidzieć już w latach 10., kiedy miliony uchodźców przybijały do europejskich wybrzeży. Wielu koczowało na granicach w obozach, ale Francuzi przyjmowali tylu, na ilu pozwalał im budżet. Już wtedy zdarzały się przypadki, że nowo przybyli próbowali zmieniać otoczenie pod swoje dyktando. Niestety, przywieźli ze sobą swoją kulturę i religię, ale miast ubogacać nimi świat, woleli kurczowo się ich trzymać i psioczyć na wszystko inne. Przy ujemnym przyroście populacji na Zachodzie kwestią czasu było, kiedy arabska kombinacja poligamii i wczesnego zamążpójścia doprowadzi do przewagi nad ludnością rodzimą. Teraz pozostaje tylko pytanie, jakie będą ich stosunki z krajami Unii. Czy wystarczy im utworzenie własnego państwa? Czy jednak będą chcieli dalej nawracać niewiernych i grozi nam pierwsza od lat wojna wyznaniowa?

23.05.2040

Jednocześnie jestem smutny i cieszę się, że mogłem być częścią tego przemijającego pokolenia, które znało jeszcze klasyków muzyki z poprzednich lat, ceniło wartość tekstu (w końcu do tej pory znam mnóstwo utworów Kaczmarskiego na pamięć) i potrafiło dostrzec wirtuozerię instrumentalistów. To, czego słucha się ostatnimi czasy, w moich kategoriach bardziej kwalifikuje się pod przypadkowe zbiory dźwięków. Przykład z dzisiaj: córka podczas odwiedzin zaczęła puszczać z telefonu swoje ulubione utwory. Potrzebowałem mniej więcej trzech sekund, żeby powiązać melodię z kilkunastoma innymi, które ostatnio słyszałem w pracy, i zacząłem się zastanawiać, która była wzorowana na której. Najgorsze jednak było to, że chwilę później zdałem sobie sprawę z tego, że tekst składa się z totalnie przypadkowych słów. Zapytałem małą o tytuł, a ta z największym zdziwieniem odpowiedziała: „Tato, przecież to hit tygodnia, a-RUbA!”. Skonfundowany wyszukałem ów kawałek w internecie. No tak, mogłem się spodziewać – „autor: algorytm Glados”. Jemu podobne powstawały, kiedy byłem nastolatkiem. Wtedy też tworzyły bzdurne piosenki, ale na podstawie wprowadzania weń popularnych utworów z lat 10. i 20., kiedy przynajmniej można było zrozumieć coś z tekstu. Jednak po latach takiego uśredniania komputer zaczął być karmiony już wyalgorytmowanymi utworami, przez co przestał rozróżniać, co jest tekstem, a co nie, więc zaczął losowo zlepiać sylaby, byle tylko melodycznie brzmiały. I to się sprzedaje! Próbowałem odciągnąć córkę od tej abominacji, puszczając „Brothers in Arms” Dire Straits, ale tylko się skrzywiła i poprosiła, żebym wyłączył to dziwactwo dla boomerów. Boomer to piekielne określenie z miejsca określające osobę lubiącą starsze rzeczy jako zacofaną. A ona ma ledwie sześć lat…

04.06.2040

Budzi mnie dzisiaj powiadomienie, że od dwóch tygodni zalegam z podatkiem za wodę.

Kiedy chciałem zrobić sobie śniadanie, bioskaner w lodówce zablokował półkę z jajkami, bo mam zbyt wysoki cholesterol.

Przy wychodzeniu z domu zegarek przypomniał mi, że mam dziś umówione dwa spotkania, piwo ze znajomym, a w ogóle to nie wyrobiłem jeszcze w tym tygodniu mojej średniej kroków. Po drodze co rusz otrzymywałem reklamy a to jakiegoś sklepu muzycznego, a to klubu miłośników starych książek, a to o usługach jakiegoś kręgarza, bo mnie w krzyżu ostatnio łupało. W pracy szef wezwał mnie na dywanik, bo aplikacja pracownicza doniosła mu, że śmiałem się z niego w weekend po pijaku. Na spotkaniu z kumplem barman odmówił mi drugiego piwa, bo przekroczyłem już limit alkoholu na ten tydzień. Gdy w domu nie mogłem zasnąć, włączył się telewizor i wyświetlił się program o higienie snu. Mam dość! Jeszcze raz będę pod tak zmasowanym atakiem, to wyrzucę całą elektronikę przez okno i kupię na starociach telefon z tarczą. Dzwoni. I to wystarczy. Swoją drogą, to naprawdę śmieszny paradoks, że w kraju tak zubożałym, z brakami na każdym niemal polu rząd wydaje bajońskie sumy na utrzymanie tak zaawansowanego aparatu inwigilacji. Wielki Brat patrzy? Tylko po co, skoro nawet służby państwowe nie potrafią egzekwować prawa, jakiekolwiek by ono było? A zresztą, w końcu już 100 lat temu Lem napisał: „Politycy są ludźmi nazbyt głupimi, by ich postępowanie oceniać rozumem”.

06.06.2040

Odświeżyłem sobie niedawno „Sapiens” Harariego, książkę, którą podsunął mi ojciec ponad 20 lat temu. Nie mogę wyjść z podziwu, jak trafnie opisał ludzi jako gatunek, zwłaszcza jego powtarzalne mechanizmy zachowań niosące przestrogę na przyszłość. Już w latach 10. w przystępnej formie przedstawił destrukcyjną naturę homo sapiens, która niepowściągnięta może mieć tragiczne skutki. Niestety, choć samo dzieło stało się międzynarodowym hitem, to potraktowano je jako wciągającą lekturę, jedną z wielu, którą po skończeniu odkłada się na półkę i o niej zapomina. Naprawdę irytuje mnie, że ludzie podeszli do niej bez jakiejkolwiek świadomości, że dotyczy ona również i przede wszystkim ich samych, i to im właśnie daje przestrogę. Kolejny raz udowodnili, że większość społeczeństwa nie jest zdolna do jakichkolwiek głębszych refleksji. Szkoda, że ta pozycja nie została potraktowana poważnie przez decydentów, ludzi świadomych i światłych, że nie zainspirowała ich do wspólnych działań o szerokim zasięgu. Być może mój świat wyglądałby teraz zupełnie inaczej…

Tekst w pewnym stopniu różni się od wersji konkursowej. Zredagowaliśmy go – detale i doprecyzowania, żadnych znaczących ingerencji ani rozwinięć – na potrzeby druku. Tytuł od redakcji

Zapisz się na przegląd wydarzeń. Codziennie rano i wieczorem

Wyborcza to Wy, piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.