Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Aż się boję włączać komputer, bo z ekranu wylewa się złość, agresja. Skaczą mi przed oczyma hasła: precz z UE, katolik = pedofil, aborcja to grzech, ręce precz od mojej macicy i wiele innych.

Sprawiedliwi wiedzą lepiej

A dalej jeszcze gorzej – mały chłopiec gubi się ojcu na spacerze i tonie. Sprawiedliwi przed ekranem najchętniej spaliliby na stosie ojca i matkę, jakby rodzice celowo doprowadzili do tego nieszczęścia.

Ksiądz działa, pomaga, wspiera, ma otwarty umysł – sprawiedliwi wiedzą lepiej: na pewno jest pedofilem, na pewno krzywdzi dzieci.

Celebryta kupił samochód – już cenzorzy piszą: a tak narzekał, jak mu brak pieniędzy, niby taki biedny, a se taką brykę kupuje.

Gwiazdeczka na swojej stronie chwali się dzieckiem w ładnym ubraniu, stać ja na to – ale sprawiedliwi wiedzą – to oburzające, tyle pieniędzy na ubranko, gdy inne dzieci głodują.

Sprawiedliwi wiedzą, że politycy to złodzieje, oszuści, cwaniacy i kombinatorzy.

Może i ja taka byłam, może byłam sprawiedliwa, ale już nie jestem. Co otworzyło mi oczy? Paradoksalnie maseczki – takie zwykłe maseczki zasłaniające usta i nos otworzyły mi oczy. Może potrzebowałam pandemii, ale zrozumieć, kim są sprawiedliwi?

Swój ciągnie do swego

Jest takie powiedzenie, że ryba psuje się od głowy, ale nie w przypadku naszej klasy politycznej. Bo nasza klasa polityczna jest naszym odzwierciedleniem. Kto wybiera polityków? My obywatele! Czym się przy tym kierujemy? Swoimi zasadami, wartościami. W przypadku naszej klasy politycznej bardziej mi odpowiada: swój ciągnie do swego.

Krzyczymy: polityk dał zarobić swojemu krewnemu. Oburzająca prawda? Czy tak samo oburza nas wykorzystanie sprzętu służbowego do celów prywatnych? Kto nigdy nic prywatnie nie skserował w pracy, niech pierwszy rzuci we mnie kamieniem. Kto w godzinach pracy nie zajrzał na FB, Pudelka lub stronę z wynikami sportowymi? Kto pracując w handlu, nigdy nie zjadł cukierka, nie płacąc za niego? Kto chodź raz jechał autobusem na gapę? Kto kradł owoce z ogrodu sąsiada?

W tym momencie już słyszę śmiech i widzę hejt.

Jak duża jest różnica między drukowaniem na firmowym sprzęcie, a umożliwieniem krewnemu wygrania przetargu? W tym pierwszym przypadku to przecież tylko kilka kartek? Prawda? A w tym drugim? Przecież i tak komuś trzeba zapłacić, to czemu nie krewnemu?

Przymykamy oczy na swoje drobne słabostki, oj tam dziecko było zmęczone, dlatego zrobiłem za niego to zadanie, kupiona praca magisterska – nie mam czasu jej napisać, pracuję, przecież wiele osób tak robi i jeszcze dam zarobić biednemu studentowi! Ściągamy filmy, muzykę czy książki z internetu, bo są za drogie. Papierek nie trafił do kosza? Trudno, przynajmniej firma sprzątająca miasto ma pracę. Ile jeszcze codziennie popełniamy drobnych przewinień wobec cudzego mienia, zdrowia, spokoju?

Sami będąc sumą mniej lub bardziej drobnych przewinień, wybieramy polityków, którzy są naszym odzwierciedleniem.

Z butą i arogancją zdejmujemy maskę z twarzy w samym centrum pandemii i mówimy – nie damy się zniewolić! Nie widzimy, że własna buta i arogancja już nas zniewoliła.

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.