Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Rzecznik dyscyplinarny sędziów powinien działać w interesie publicznym, ale dziś on i jego zastępcy działają w interesie politycznym, realizując plan polityczny podporządkowywania władzy sędziów.

Sędzia Waldemar Żurek nie znalazł się przed sądem dyscyplinarnym z powodu popełnienia czynu niegodnego sędziego, ale dlatego, że jest odważnym i niezależnym sędzią i naraził się politykom.

Poniedziałkowa decyzja sądu dyscyplinarnego przy Sądzie Apelacyjnym w Katowicach o odroczeniu postępowania przeciwko sędziemu ze względu na zachowanie jawności jest słuszna, ponieważ nie można uznać, że rozprawa dyscyplinarna sędziego jest czymś mniej ważnym niż wesele.

Skoro na przyjęciu weselnym może się bawić 150 gości, to liczba osób uczestniczących w rozprawie nie może zostać ograniczona do ośmiu osób, jak stało się w tym przypadku.

Zastępcy rzecznika – Przemysław Radzik i Michał Lasota – na wnioski obrońców o odroczenie rozprawy zareagowali bardzo agresywnie, wnioskowali o sądzenie sprawy dzień po dniu – także w dni wolne od pracy, w stylu zbliżonym do sądu specjalnego, a nie normalnego procedowania.

W tej sprawie bardzo ważna jest pełna jawność, czyli udział publiczności i zainteresowanych organizacji społecznych.

Sędzia Żurek z pewnością nie jest ostatnim sędzią, który będzie otwarcie i odważnie podnosił publicznie kwestię wadliwości powołania osób mianowanych na stanowiska sędziowskie z udziałem neo-KRS.

*Piotr Gąciarek - sędzia Sądu Okręgowego w Warszawie, wiceprezes Oddziału Warszawskiego Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”

***

Napisz do nas: listy@wyborcza.pl!

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.