Jestem waszym czytelnikiem od 1989 roku i prenumeratorem. Zdecydowałem się napisać po rozmowie, którą odbyłem na temat postojowego z przedstawicielką ZUS.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prowadzę w Polsce od kilku lat jednoosobową działalność gospodarczą - szkolenia dla działów sprzedaży. Specyfika branży powoduje, że wiele firm (potencjalnych klientów) planuje i realizuje budżety szkoleniowe  po rozpoczęciu nowego roku, co owocuje realizacją projektów w miesiącach wiosennych oraz po wakacjach i pod koniec roku. Tradycyjnie więc zanotowałem ZEROWY PRZYCHÓD w styczniu i lutym 2020 roku.

Tak jak wielu przedsiębiorców po wybuchu pandemii w związku z całkowitym zakazem prowadzenia działalności (szkolenia, spotkania, podróże) nadal mam zerowy przychód i taka sytuacja w moim przypadku może potrwać jeszcze kilka miesięcy.

Wystąpiłem do ZUS (oddział Szczecin) o przyznanie świadczenia  postojowego (2080 zł w kolejnych trzech miesiącach), składając oświadczenie  o zerowych dochodach w kolejnych miesiącach (luty, marzec, kwiecień).

Dzisiaj (po 1,5 miesiąca oczekiwania) w rozmowie telefonicznej z pracownicą ZUS otrzymałem informację, że świadczenie postojowe nie zostanie mi przyznane, ponieważ mój przychód… nie spadł o wymagane w warunkach ustalonych przez rząd 15 proc. Kropka.

Pozwoliłem sobie na dokonanie  symulacji:

Przedsiębiorca X wykazujący się przychodem 15 000 zł miesięcznie (poniżej granicy wyznaczonej przez ZUS dla tego świadczenia) w styczniu i lutym 2020 roku, a następnie wykazujący się przychodem ok. 12 750 zł (wymagany spadek o 15 proc.) w okresie marzec-maj zrealizuje przychód ok. 68 000 zł i otrzyma postojowe w sumarycznej kwocie 3 razy po 2080 zł. Czyli 6240 zł.

Przedsiębiorca Y, jak w mojej sytuacji, osiągnie przychód ZERO i otrzyma ZERO wsparcia od ZUS (czyli rządu PiS).

Dokładając do tego koszty prowadzenia (niezawieszonej) działalności gospodarczej (w moim przypadku leasing, opłaty księgowej itp. - razem ok. 4500 zł miesięcznie, czyli około 22 500 zł od stycznia do maja), otrzymujemy kwotę 68 000 zł (przychód X-a) plus 22 500 zł (strata Y-ka). Czyli około 90 500 zł różnicy, która  czyni… różnicę.

Czyli – „Twój przychód jest lepszy niż mój"

I należy ci się, X-ie, wsparcie, bo masz przychód. A tobie, Y-ku, się nie należy. Bo przychodu… nie masz (i co z tego, że nie ze swojej winy?).

Na koniec ciekawostka:

Na moje pytanie: „co mam z tym zrobić?”, otrzymałem do wyboru trzy opcje:

  1. Nic - pogodzić się z głupimi przepisami.
  2. Wystąpić do sądu (może od razu do TSUE?).
  3. Należało wpisać jakiś (może nieprawdziwy?) przychód w lutym (1 zł?), żeby wystąpił… spadek przychodu o 15 proc. w marcu, i wtedy świadczenie by przysługiwało.

Wybrałem opcję czwartą - podzieliłem się tą wiadomością z wami, licząc na to, że będzie to kamyczek do lawiny, która zmiecie ten bezsens i hipokryzję.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Czytaj teraz

Przydatne linki

Więcej na ten temat
Komentarze
Zaloguj się
Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
Luty to miesiąc kiedy mój przychód co roku jest praktycznie zerowy. Marzec był bardzo słaby, ale coś tam sprzedałem postojowe się nie należało...Rozumiem bohatera materiału...
@gram2010
To jest tak, jakby autorzy tych przepisów zakładali, że każda działalność ma jakieś w miarę równe przychody do lutego (bo jeszcze, prawda, nie było pandemii), potem przychodzi pandemia i koniec... nie ma przychodów / przychody spadają znacznie. I wtedy, prawda, widzimy wyraźnie, że pandemia pokrzyżowała szyki, więc przysługuje pomoc. Ja wiem, że trudno jest w takim programie brać pod uwagę specyfikę każdej z osobna działalności, ale chyba logiczne było wprowadzenie zapisu w stylu: "lub przychód w każdym z tych trzech miesięcy jest zerowy", względnie "nie przekracza kwoty..." (i np. 1000-2000 zł.?, jakaś górna granica, chociaż zdarzą się uzależnieni od miesięcy wiosennych, dla których i granica dużo wyższa byłaby sprawiedliwa, ale wszystkich objąć się pewnie nie da - można jedynie uniknąć zbyt dużej groteski). Można w pewnych przypadkach utrzymywać, że jeśli w lutym przychód był zerowy, to w marcu taki zerowy przychód może NIE być skutkiem przepisów wprowadzonych w czasie pandemii, ale... patrz przypadek opisany w liście - tu akurat JEST skutkiem. Zresztą przy antypracowniczych zapisach kolejnej tarczy to i tak jest chyba przysłowiowy "pikuś", a poza tym chaotyczne to wszystko.
@Beast_of_Dreams
autorzy przepisów kombinują jak dać, żeby nie dać. Czyli zróbmy marketing jak to skuteczna i wspaniała jest tarcza, a kto z niej faktycznie da radę skorzystać, to już inna sprawa.
Budżetowi zależy na teoretycznej tarczy, żeby mógł się nią chwalić i jak najmniej wydać.
zamiast lamentować trzeba zakombinować
Tak to działa. Ja miałam to szczęście, że akurat w lutym wstawiłam fakturę, bo skończyłam projekt. Faktury wystawiam raz na kilka miesięcy, bo taka specyfika zawodu. Szczęścia jednak mi już zabrakło w 2 firmie, do której zrobiłam pożyczkę środków własnych na cele inwestycyjne co spowodowało, że pojawiły się ujemne kapitały. Spelnuamnwszystkie warunki do otrzymania zwolnienia z ZUS, dopłat do pensji,... ale przez pożyczkę i ujemne kapitały pomocy żadnej nie otrzymałam. Dla porównania ktoś kto jest dokładnie w takiej sytuacji jak ja, ale nie na własnym, a wynajmowanym, od miasta dostał każdy rodzaj pomocy, a dodatkowo jeśli wynajmuje lokal od miasta/gminy, to jeszcze zniesiono mu opłatę za wynajem. Ja zostałam bez pieniędzy (pożyczka do firmy na inwestycję), bez zleceń, bez pomocy i jeszcze z podatkiem od nieruchomości. Dla urzędników nie ma znaczenia realna sytuacja lecz gołe cyferki, które często nie mówią nic.
Oprócz tego, że rząd kombinuje, jak dać, żeby nie dać (uzależenienie zwolnienia z ZUS od przychodów, a nie dochodów, było wyjątkowym łajdactwem) to mam wrażenie, że strzela ustawami na oślep, a potem patrzy, co ustrzelił. Ekspertów i doradców już tradycyjnie ma w głębokim poważaniu, więc w swojej wszechwładności robi, co chce. Słusznie mówił Lord Acton, że władza deprawuje, a władza absolutna deprawuje całkowicie.