Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szanowna redakcjo,

chciałbym się podzielić moimi życzeniami Polaka na obczyźnie. Polaka chcącego wrócić do kraju. Kraju, którego niestety nie już ma.

Z okazji Dnia Dziecka chciałbym, aby to zmotywowało co poniektórych polityków, żeby ten kraj wrócił. Jeśli nie dla mnie, to dla ich dzieci.

Uniwersalny program wyborczy, czyli jak żyć normalnie

Chcę mieszkać w kraju, w którym rządzi prawo i sprawiedliwość. Taka zwyczajna, ludzka, a nie od dużej litery i nieludzka.

Gdzie decyzje są zatwierdzane przez Przywódcę, a nie przy wódce.

Kiedy słowo "módl się" nie łączy się ze słowami, "żeby cię nikt nie molestował".

A wyrok oznacza decyzję sądu, a nie widzimisię rządu.

Gdzie posłowie zajmują się ustawami, a nie ustawianiem siebie i swoich rodzin, a ministrowie zajmują się rozporządzeniami dla dobra ogółu społeczeństwa, a nie rozporządzaniem się pieniędzmi społeczeństwa dla swoich rodzin i znajomych.

Gdzie Pan Władza pomaga i chroni, a nie pałuje pod byle pretekstem.

Kraj, w którym wybory między dobrym a lepszym nie oznaczają wyborów między życiem a śmiercią.

Gdzie ulga podatkowa pomaga tym, którym ciężko związać koniec z końcem, a nie tym, którzy są związani z partią.

Chcę, żeby hasło "jestem kobietą" było powodem do dumy, a nie wołaniem o pomoc czy litość.

Gdzie starość to życie bez trosk i zmartwień zamiast wegetacji i jałmużny.

Z poważaniem,

Jacek D.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.