Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Leczę się na raka za granicą. Z oczywistych powodów podróżowanie z koronawirusem nie wchodzi w rachubę. Wiza jest ważna, pod warunkiem że masz ważny paszport plus 6 miesięcy. W moim przypadku powinien być przedłużony w czerwcu.

Od marca napisałem do czterech konsulatów, do MSW, do dwóch gazet, pytając, jak mogę uzyskać paszport za granicą bez ryzykowania życia. Bez efektu.

Źródło problemu: Polska jest jedynym krajem wymagającym odcisków palców i ich weryfikacji za każdym razem, gdy się składa podanie i odbiera paszport. Jest to gigantyczny koszt i problem dla wszystkich. Dlaczego? Poruszę tylko niektóre zagadnienia.

W normalnych warunkach nowy paszport wymaga tylko nowej fotografii – sam wniosek i fotografia mogą być przekazane przez internet, a gotowy paszport wysłany na adres wskazany przez jego użytkownika (tak to zorganizowały inne kraje w tym USA – autor inicjatywy elektronicznych paszportów). Spekulowanie na temat, co, kto i kiedy może podrobić lub oszukać, nie pomaga.

Inne kraje to przemyślały i zorganizowały pod kątem człowieka, a nie pod kątem paranoika z urzędu.

Jak to wygląda? Najpierw trzeba zadzwonić (koszt) do konsulatu (rzadko ktoś odbiera telefon) i wyprosić rozsądny termin posłuchania, a to posłuchanie to też loteria, bo po przyjeździe do konsulatu i tak może się okazać (wiem z praktyki), że jedyna osoba upoważniona do wystawienia paszportu od ręki (muszę być i ja, żeby dać odcisk), czyli konsul, wcale nie siedzi w konsulacie w godzinach urzędowania.

 Piszcie:listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.