Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszcie: listy@wyborcza.pl

W czasie pandemii zmarły w Polsce trzy pielęgniarki zakażone koronawirusem, zakażonych było w sumie kilkaset pracowników ochrony zdrowia. 

Pielęgniarki, lekarze i ratownicy medyczni od początku mierzyli się z brakiem maseczek i kombinezonów. Kiedy zaczęła pogarszać się sytuacja w domach pomocy społecznej, wiele pielęgniarek zostało skierowanych tam do prac.

W skrajnych przypadkach, jak np. w jednym z DPS-ów w Warszawie, 56 podopiecznymi, wśród których było wielu zakażonych, zajmowała się przez kilka dni jedna pielęgniarka. 

Mimo swojego poświęcenia personel medyczny doświadczył brutalnego hejtu ze strony sąsiadów, klientów sklepów, pasażerów komunikacji. Pielęgniarki z gdańskiego hospicjum usłyszały, że są niebezpieczne dla otoczenia, bo roznoszą wirusa. W Skarżysku-Kamiennej pielęgniarki ze szpitala spotkały się z hejtem w internecie, a potem w realnym świecie. Męża jednej z nich wyrzucono ze sklepu.

Co roku na ok. 4,5 tys. absolwentek i absolwentów pielęgniarstwa jedna trzecia w ogóle nie podejmuje pracy w zawodzie. Wielu młodych szybko zmienia kwalifikacje, by pracować w handlu, firmach farmaceutycznych albo kosmetologii. Młode pielęgniarki boją się tego, o czym mówią ich starsze koleżanki.

Czy to, co studentki pielęgniarstwa zobaczyły w czasie pandemii koronawirusa, sprawi, że z zawodu zrezygnuje jeszcze więcej osób? 

Pod dobrą opieką
CZYTAJ WIĘCEJ

W czasie pandemii państwo zażądało od pielęgniarek bardzo dużo, a dało bardzo mało

Joanna Kiljan, studentka pielęgniarstwa w Powiślańskiej Szkole Wyższej w Kwidzynie

- Walka pielęgniarek o status, wyższe płace i partnerskie relacje z lekarzami trwa od 30 lat. Temat znam dobrze - w zawodzie pracuje ktoś z moich bliskich. Widzę zrezygnowanie i rozczarowanie tym, że przez lata niewiele dało się zmienić, brak wiary w poprawę warunków pracy i oczekiwanie na emeryturę.

Mam nadzieję, że moje pokolenie, wchodzące teraz do zawodu, wywalczy w końcu tę zmianę. Chcemy pracować, pomagać, edukować, realizować się w zawodzie, który wybraliśmy świadomie.

Nie walczymy tylko o siebie, ale o pacjentów i o system. Są w nas odwaga i chęć do działania, by pokazywać zawód pielęgniarki w nowym świetle - wykształcone, z coraz szerszymi kompetencjami, przygotowane do pracy ramię w ramię z lekarzem.

Musimy zostać wysłuchane i uszanowane. To my jesteśmy przyszłością, o którą państwo musi zadbać dla dobra pacjentów - w myśl zasady: nie ma nas, nie was.

Nie mamy zamiaru odpuszczać. To przesada, że większość studentek pielęgniarstwa planuje zaraz po dyplomie wyjechać za granicę. Na 130 osób będących ze mną na roku takie plany ma zaledwie kilka osób. Jeśli wyjedziemy, nie będziemy miały wpływu na to, jakie miejsce w społeczeństwie zajmuje nasz zawód.

Jest to również służba narodowi, choć nie służba bezwarunkowa. W czasie pandemii państwo zażądało od pielęgniarek bardzo dużo, a dało bardzo mało. 

Pandemia pokazała siłę i oddanie pielęgniarek, ale do reszty obnażyła słabość systemu ochrony zdrowia, na którą rządzący pracowali od lat.

Byliśmy poruszeni i budziło to nasz głęboki sprzeciw, kiedy obserwowaliśmy zbiórki szpitali na maseczki, kombinezony i inny podstawowy sprzęt ochrony osobistej, pracę ponad siły i bezduszne decyzje. Naszą wściekłość budziło to, że pracownicy szpitali byli karani, jeśli głośno mówili o tym, w jakich warunkach pracują.

Decydując się na ten zawód, liczymy się, że w sytuacji kryzysowej, jak teraz w pandemii, możemy być oddelegowane do ekstremalnych zadań. Niedopuszczalne było jednak to, że odbywało się to w sposób bezwzględny: bez konsultacji, sprawdzenia, w jakim położeniu życiowym jest pielęgniarka, czy pozwala na to jej zdrowie.

Pandemia pokazała przyszłym pracownikom ochrony zdrowia, że jest źle i będzie jeszcze gorzej. Jeśli będziemy godzić się na heroiczną pracę za oklaski - a to było jedyna forma uznania ze strony państwa, nic się nie zmieni.

Tylko jeśli zostanę, mam szansę coś zmienić

Klaudia Żmijewska, studentka III roku pielęgniarstwa na Warszawskim Uniwersytecie Medycznym

Wybrałam pielęgniarstwo, bo mam frajdę z pomagania ludziom. Poza tym to zawód, który stwarza mnóstwo możliwości pracy w bardzo różnych miejscach.

Do obrony dyplomu został mi miesiąc. Przed pandemią myślałam przede wszystkim o pracy na szpitalnym oddziale ratunkowym lub intensywnej opiece medycznej. Studia, przede wszystkim praktyki i wolontariat dobrze przygotowały mnie do takiej pracy.

Wiadomo, że największe doświadczenie zdobywa się, już pracując, ale myślę, że podstawy udało mi się już zdobyć. Mam jednak wątpliwości, czy szpitale są w stanie zapewnić bezpieczeństwo swoim pracownikom, szczególnie na takich oddziałach?

Jestem przerażona brakiem środków ochrony osobistej dla personelu medycznego, bałaganem panującym w systemie i tym, że pielęgniarki, lekarze i ratownicy w walce z koronawirusem zostali często pozostawieni samym sobie.

Ale sprzętu brakuje często również na co dzień. I oczywiście brakuje ludzi. Kiedy telewizje pokazywały, że jedna pielęgniarka dostaje nakaz pracy w domu pomocy społecznej, gdzie w pojedynkę ma zająć się kilkudziesięcioma osobami, widzowie nie mogli uwierzyć, że to naprawdę ma miejsce. A przecież braki kadrowe to codzienność polskich szpitali.

Myślę, że moje pokolenie podchodzi do tych problemów bardziej krytycznie. Ani ja, ani pewnie wiele koleżanek z roku nie przejęłybyśmy dyżuru w niepełnej obsadzie. To niemoralne, by przerzucać na nas taką odpowiedzialność. Z tymi pacjentami może zdarzyć się wszystko. To narażanie ich i nas.

Trudno było mi pogodzić się z tym, że bezwarunkowo poświęcający się personel medyczny zderzył się z hejtem. Zaatakowano również moich przyjaciół. Odwracali się od nich znajomi, bo nie chcieli mieć nic wspólnego z kimś, kto pracuje w szpitalu.

Pielęgniarka wychodząca z kilkunastogodzinnego dyżuru nie mogła zrobić zakupów, bo wyrzucano ją, jako potencjalne zagrożenie, ze sklepu. W społeczeństwie zabrakło elementarnej empatii.

Na praktykach słyszałyśmy od starszych pielęgniarek: Dziewczyny, pakujcie się i wyjeżdżajcie, póki możecie. Ja, mimo tych wszystkich problemów, nie mam takiego zamiaru. Nie chcę zostawić rodziny i przyjaciół.

Przecież od początku studiów wiedziałam, że nie jest dobrze. Tylko jeśli zostanę, mam szansę coś zmienić.

Nie krępuję się mówić o pieniądzach. Zamierzam znaleźć pracę w Warszawie, gdzie życie jest drogie. Nie przyjmę pracy za mniej niż 4,5 tys. brutto. Wiem, że wielu z nas, Polaków, tyle zarabia, nie tylko na start, ale też przez całe życie, jednak to jest nasz czas, mamy niepowtarzalną szansę o siebie zawalczyć, ponieważ po prostu nie ma komu pracować.

Pielęgniarki mają przecież coraz więcej kompetencji i powinny być adekwatnie do tego wynagradzane. Liczę, że będziemy zawodem, który ma coś do powiedzenia. Zostaję w kraju, żeby mówić głośno, co myślę, i wywalczyć pracę w warunkach, na jakie zasługuję.

W czasach zarazy, ale i bez niej, jesteśmy niezastąpione

Grupę Team Pielęgniarstwo tworzy kilkanaście studentek z różnych miast Polski. Podczas pandemii nagrały wspólnie klip "Nie zgadzamy się", w którym komentują sposób potraktowania pielęgniarki przez państwo. Krytykują w nim m.in. zapisy ustawy o zwalczaniu COVID-19 dotyczące ich pracy. Prowadzą profile instagramowe związane z tematyką pielęgniarstwa.

Opowiadają  "Wyborczej" , jak postrzegają sytuację pielęgniarek i patrzą na swój przyszły zawód. 

- Znamy sytuację epidemiologiczną w kraju i zdajemy sobie sprawę, jak wielu wyrzeczeń ta sytuacja wymaga.  Nie zmienia to jednak naszej oceny - system nie jest na to przygotowany. Ochrona zdrowia nie działa prężnie, ustawa o przeciwdziałaniu COVID-19 nie jest dostosowana do istniejących warunków. Medycy mówili o tym od wielu lat, ale nikogo szczególnie to nie interesowało i teraz ponosimy tego konsekwencje.

W ustawie mowa jest m.in. o ponadwymiarowej pracy w podmiotach leczniczych, gdzie godziny pracowników nie są normowane; o możliwości oddelegowania pracownika w dowolne miejsce; o pozostanie w ciągłej gotowości do świadczenia pracy na każde wezwanie.

Większość społeczeństwa zapomniała, że też jesteśmy ludźmi - mamy rodziny, lęki i nas też dopada zmęczenie i niemoc.

 

Wybierając pielęgniarstwo, byłyśmy świadome, że czeka nas wiele wyrzeczeń. Ale nikt nie przewidział, że dojdzie do takiej sytuacji, jaką obecnie mamy na świecie. Mimo to nie wyobrażamy sobie, byśmy mogły robić coś innego w życiu. Gdybyśmy miały ponownie dokonywać wyboru - wybrałybyśmy pielęgniarstwo. Nie kryjemy natomiast sprzeciwu wobec zachowania społeczeństwa i rządzących. Pozostaje nam mieć nadzieję, że ludzie zrozumieją, że "w czasach zarazy", ale i bez niej, jesteśmy niezastąpione.

Z pandemii wyciągnęłyśmy kilka wniosków.

Pierwszy:

medycy mogą liczyć tylko na siebie. Jesteśmy samodzielnym zawodem, członkiniami zespołu terapeutycznego, niczyją pomocą. Nasze koleżanki i koledzy stoją teraz na pierwszej linii, a dostają liściki z groźbami. Nie mieści nam się w głowie, jak można robić takie rzeczy osobom, które chwilę wcześniej nagradzano oklaskami.

Podjęłyśmy decyzję o kształceniu się w tym zawodzie, wiedząc o odpowiedzialności i dużym obciążeniu psychicznym, jakie nas dotknie. Już na studiach jesteśmy świadkami trudnych sytuacji życiowych, ludzkiego cierpienia, doświadczamy wielu emocji, które w nas zostają. 

Każda pielęgniarka uważa, że jej zawód jest wyjątkowy. I ma rację. Pandemia nie mogła tego zmienić.

 ***

POD DOBRĄ OPIEKĄ

„Gazeta Wyborcza” wraz z Naczelną Izbą Pielęgniarek i Położnych oraz firmami ARJO, Skamex i Novamed prowadzi akcję „Pod dobrą opieką”, której celem jest próba znalezienia sposobów na zmianę społecznego odbioru zawodu pielęgniarki i położnej, promocja tych zawodów, poprawa warunków pracy położnej i pielęgniarki, a także polepszenie ich relacji z lekarzami i pacjentami.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.