Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Prawo ma kilkutysięczną tradycję służenia władzy jako narzędzie zarządzania państwem, a w zasadzie bardziej ludźmi niż państwem.

Apogeum wykorzystania prawa jako instrumentu władzy osiągnięto w III Rzeszy. Doświadczenie ludobójstwa w majestacie prawa zrodziło koncepcję praw człowieka.

Prawo nie miało już pełni funkcji narzędzia władzy, ale być dla niej kagańcem, tarczą dla obywateli. Jak każda idea wprowadzona w życie okazała się niedoskonała i niezrealizowana w stu procentach. Częściowo zmieniła jednak oczekiwania obywateli co do roli prawa.

W konsekwencji powstał swoisty paradoks, w którym z jednej strony oczekuje się od prawa ochrony przed państwem, a z drugiej strony oczekuje się silnego państwa względem obywateli.

Aby prawo nie było narzędziem władzy, ale tarczą dla obywateli, konieczny jest proporcjonalny podział władzy, w którym nikt nie ma monopolu na tworzenie i stosowanie prawa. W innym wypadku prawo wraca do swojej pierwotnej funkcji narzędzia władzy.

Konieczny jest podział władzy w taki sposób, aby każda władza wzięta z osobna była słaba i zależna od pozostałych, a dopiero ich suma stanowiła o sile państwa.

Prawo zatem staje się tarczą dla obywateli, jeżeli nie pozwala (nie dopuszcza) do autorytarnego sprawowania władzy. W tak skonstruowanej koncepcji prawa, władzy i państwa nikt nie uzyskuje na trwałe dominującej pozycji. Może do niej dążyć, może o nią rywalizować, ale nie może jej osiągnąć.

Prawo zatem w rękach władzy jest instrumentem hamującym, a w rękach obywateli ochronnym przed władzą. Wybór, o ile się go ma, jaką rolę odgrywa prawo – czy tradycyjnego instrumentu władzy, czy idealistycznej tarczy dla obywateli, jest wyborem fundamentalnym dla ustroju danego państwa.

Doświadczenie po II wojnie światowej państw europejskich stanowi przykład wyboru drogi tarczy przez część państw zachodniej Europy oraz narzuconej drogi prawa jako narzędzia władzy w większości krajów środkowej i wschodniej Europy.

Próba zmiany tego podziału na początku lat dziewięćdziesiątych XX w. dała częściowy efekt, który obecnie zostaje poddany ciężkiej próbie. Silna tendencja ostatnich lat do powrotu do starej koncepcji prawa jako narzędzia władzy nie spotyka się z zauważalną odpowiedzią zachowania prawa jako tarczy. Brak reprezentacji politycznej na poziomie krajowym i europejskim skutkuje wolniej lub szybciej postępującą degradacją idei praw człowieka.

Brak silnej alternatywy dla autorytaryzmu wydaje się jednak pozostawać w sprzeczności z kulturą prawną co najmniej dwóch pokoleń Europejczyków. Ich złudne przeświadczenie o stałości roli prawa pozwala mieć nadzieję na rewizję zalążków autorytaryzmu. Aby to jednak nastąpiło, konieczne jest nazwanie rzeczy po imieniu i wytworzenie zbiorowego oczekiwania co do funkcji prawa.

W przeciwnym razie współczesne zagrożenia związane z ekologią oraz zdrowiem populacji utorują drogę do powrotu tradycyjnej i naznaczonej cierpieniem milionów funkcji prawa jako wyłącznie narzędzia władzy.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.