Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Autorka jest prawniczką, profesorem Uniwersytetu Łódzkiego

Powołując panią Małgorzatę Manowską na pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, prezydent Andrzej Duda dopełnił dzieła instytucjonalnego przejęcia sądów przez rządzącą większość. Niechlubna to rola i niechlubna będzie jego karta w historii. Mimo że czyn ten przekreśla nasze, obywateli, prawo do bezpieczeństwa prawnego i niezależnego sądu, to nie mamy żadnych instrumentów, by się tym niekonstytucyjnym działaniom skutecznie przeciwstawić. Możemy jedynie – wzorem Emila Zoli sprzed ponad stu dwudziestu lat – powiedzieć: „J’accuse” – oskarżam [w tym słynnym artykule z 1898 r. pisarz Emil Zola stanął w obronie skazanego za rzekome szpiegostwo oficera żydowskiego pochodzenia Alfreda Dreyfusa, krytykując antysemityzm i sytuację polityczną we Francji – przyp. red.].

Dlatego dziś jako obywatel i jako prawnik oskarżam prezydenta Andrzeja Dudę o to, że powołując Małgorzatę Manowską na pierwszego prezesa Sądu Najwyższego, złamał następujące przepisy Konstytucji RP:

art. 183 ust. 3, który stanowi, że pierwszego prezesa Sądu Najwyższego powołuje Prezydent RP spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne Sędziów Sądu Najwyższego. Konstytucja przesądza więc, że Prezydent powinien dokonać wyboru spośród kandydatów przedstawionych przez Zgromadzenie Ogólne jako organ, jako całość, nie zaś powoływać kandydata popartego przez niewielką część sędziów SN. Organy kolegialne – a takim jest ZO Sędziów SN – podejmuje decyzje większością głosów. Bez poparcia większości sędziów nie ma decyzji ZN SN, bez poparcia większości sędziów SN nie ma kandydata ZO SN. Pani Małgorzata Manowska nie była kandydatką Zgromadzenia Ogólnego, była kandydatką jedynie 25 spośród 95 sędziów. Prezydent Andrzej Duda nie mógł więc jej powołać na pierwszego prezesa SN;

art. 178 ust. 1 Konstytucji RP, który stanowi, że sędziowie w sprawowaniu swojego urzędu są niezawiśli i podlegają tylko Konstytucji oraz ustawom. Małgorzata Manowska została powołana przez prezydenta Andrzeja Dudę na sędziego SN 10 października 2018 r., na podstawie wniosku niekonstytucyjnej neo-KRS. Nie jest więc sędzią niezawisłym i bezstronnym, jakim powinna być zgodnie ze standardami europejskimi i konstytucyjnymi. Powołując na pierwszego prezesa SN osobę niespełniającą wymogów niezawisłości, nad której procesem nominacyjnym cieniem kładą się niekonstytucyjne procedury, skażone nadmiernym wpływem polityków, prezydent Andrzej Duda zlekceważył zasadę niezawisłości sędziowskiej, a tym samym naruszył art. 178 ust. 1 Konstytucji RP;

art. 179 w zw. z art. 187 Konstytucji RP przewidujące, że sędziowie są powoływani przez Prezydenta RP na wniosek Krajowej Rady Sądownictwa, ukształtowanej zgodnie ze standardami konstytucyjnymi, a więc jako forum współpracy trzech władz: ustawodawczej, wykonawczej i sądowniczej, w której zasiadać powinno 15 sędziów będących reprezentantami władzy sądowniczej, czyli wybranych przez sędziów. Z całą mocą powtórzyć trzeba, że Małgorzata Manowska nie jest sędzią powołanym zgodnie z tymi standardami, a więc nie tylko nie powinna orzekać, ale także nie może pełnić funkcji pierwszego prezesa SN. Nie może być nim sędzia niespełniający standardów niezawisłości i bezstronności;

art. 10 i art. 173, statuujące zasadę trójpodziału władz oraz odrębności i niezależności władzy sądowniczej. Sąd Najwyższy, na którego czele będzie stać osoba niebędąca sędzią niezawisłym i bezstronnym, powołana w wadliwej konstytucyjnie procedurze, nie będzie sądem niezależnym. Prezydent dokonując aktu nominacji, naruszył niezależność najwyższego organu władzy sądowniczej, a przez to też sprzeniewierzył się zasadzie trójpodziału władz;

art. 126 ust. 1 i 2 stanowiące m.in., że Prezydent RP jest gwarantem ciągłości władzy państwowej i czuwa nad przestrzeganiem Konstytucji. Uczestnicząc w procedurze wyłaniania kandydatów na stanowisko pierwszego prezesa SN w opisany sposób, wprowadzając chaos w obradach SN, akceptując domyślnie i wprost naruszenia norm konstytucyjnych, prezydent Andrzej Duda wręcz przeciwnie: naruszył ciągłość niezakłóconego funkcjonowania władzy sądowniczej, umożliwił i uczestniczył w łamaniu konstytucyjnych zasad i procedur; sprzeniewierzył się swojej konstytucyjnej roli gwaranta i arbitra.

art. 45 ust. 1, statuujący prawo do sądu polegające na tym, że każdy ma prawo do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki przez właściwy, niezależny, bezstronny i niezawisły sąd. Sąd Najwyższy kierowany, na skutek decyzji prezydenta, przez osobę niebędącą niezawisłym, bezstronnym sędzią instytucjonalnie przestaje być sądem niezależnym, bezstronnym i niezawisłym.

art. 144 ust. 1, stanowiący, że akty urzędowe Prezydenta RP wydawane są w wykonaniu jego konstytucyjnych i ustawowych kompetencji. Prezydent Andrzej Duda dwukrotnie w toku procedury wyłaniania „kandydatów” na pierwszego prezesa SN powołał na nieprzewidzianą konstytucyjnie funkcję, czyli tzw. p.o. pierwszego prezesa SN, dwie osoby niebędące sędziami niezawisłymi i bezstronnymi w myśl standardów konstytucyjnych: 29 kwietnia Kamila Zaradkiewicza oraz 15 maja Aleksandra Stępkowskiego.

art. 7 Konstytucji RP, wyrażający zasadę legalizmu polegającą na tym, że organy władzy publicznej działają na podstawie i w granicach prawa. Prezydent Andrzej Duda uczestnicząc w opisany sposób w procedurze wyłaniania „kandydatów” na pierwszego prezesa SN i powołując na to stanowisko osobę niebędącą w istocie kandydatem ZO, a jedynie mniejszości sędziów, co więcej: niebędącą nawet niezawisłym i bezstronnym sędzią, działał z oczywistym naruszeniem podstaw prawnych i wyznaczonych prawem granic swoich kompetencji.

art. 2 Konstytucji RP wyrażający zasadę demokratycznego państwa prawnego: żaden organ demokratycznego państwa prawnego nie powinien w taki sposób i w takim stopniu łamać przepisów Konstytucji. Oczywiście, że także inni: członkowie rządu, posłowie i senatorowie rządzącej większości postępują podobnie. Tym niemniej od osoby pełniącej funkcję prezydenta można i należy wymagać więcej.

Warto przypomnieć Andrzejowi Dudzie, że – wbrew pozorom stwarzanym przez obecnie rządzącą większość – czasy obecne to nie druga połowa lat 30., kiedy to prezydent odpowiadał wyłącznie przed Bogiem i historią. Odpowiedzialność za łamanie prawa, w tym także przez piastunów najwyższych urzędów, istnieje. Teraz jest czas na spisywanie czynów. Przyjdzie czas na stawianie zarzutów i wyciąganie konsekwencji.
---
piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.