Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

 „Opowiem wam o mojej mamie” to cykl, który wymyśliliśmy z myślą o nadchodzącym Dniu Matki. Kim była lub jest dla ciebie mama? Jakiej najważniejszej rzeczy cię nauczyła? Co jest twoim bogactwem dzięki niej? Jeśli chcesz się podzielić z nami i innymi czytelnikami swoją opowieścią, pisz: listy@wyborcza.pl oraz listy@wysokieobcasy.pl 

O swoje mamie Maryli Musidłowskiej opowiadają Antonina Samecka, współzałożycielka marki RISK Made in Warsaw, oraz Natan Kryszk, saksofonista grający w trio Pokusa i w Warszawskiej Orkiestrze Improwizowanej, artysta sztuk wizualnych

- To zdjęcie mamy zrobione sześć lat przed tym, gdy została mamą, zanim wyjechała z Sopotu, poznała mojego tatę, zanim urodziła mnie, zanim poszła na studia, zanim je rzuciła, zanim poznała tatę mojego brata, zanim urodził się mój brat Natan, ale nie - zanim zaczęła pracować.

Mama jest najwięcej pracującą osobą, jaką z bratem znamy. Pracuje dużo, ale nigdy na emeryturę. Tu ma niecałe 15 lat i na Jarmarku Dominikańskim sprzedaje rzeczy z pracowni swojego taty. Jest zachwycona, bo tata ją zostawiał samą na cały dzień - znaczy, że na niej polega.

Mama uwielbiała tatę Konrada - uważała, że był najprzystojniejszym i najmądrzejszym mężczyzną na ziemi i wierzyła, że kiedy wykąpał się kiedyś w Morzu Czarnym, wyszedł z niego cały czarny.

Wierzyła też, że jeśli zje kilogram czereśni z pestkami, to w brzuchu wyrośnie jej drzewo pełne tych owoców.

Mama jest piękna

Kiedy kończy liceum, jedzie do Warszawy studiować filozofię. Farbuje loki na rudo, jest sekretarką Adama Michnika, chodzi w długich do ziemi sukienkach z przezroczystej koronki, bo „nikomu do głowy nie przychodzi, że tak ubrana osoba ma w torbie bibułę”.

I faktycznie, nikt jej nigdy nie rewiduje. A jak akurat milicja przechodzi obok, kiedy mama przenosi „tajne” kartony, to prosił ich o pomoc, bo uważa, że dzięki temu jej nie sprawdzą. I nigdy nie sprawdzają.

Nic nie jest takie, jak się wydaje

Tata Ryś mówi, że mama miała nieprawdopodobną figurę i zawsze mówiła coś interesującego, coś zupełnie innego niż wszyscy.

Mama uwielbia wybijać ludzi z rytmu. Za komuny mieszkamy na Bródnie, nasza sąsiadka Bożenka jest krawcową. Ma w domu bele koszmarnych poliestrowych materiałów w kolorze turkusu, fioletu, różu - wszystko z takich lśniących trawiastych włosiem jak lameta. Szyje z tego garsonki i bluzki na gumce. Mama uwielbia się w to przebierać i zakładać na inteligenckie bankiety, na przykład na urodziny Wiktora Woroszylskiego.

„To był performance - chciałam wytrącić nieco z poczucia wszechwiedzy to środowisko opozycyjno-inteligenckie, które umysłowo może było otwarte, ale jednak bardzo zamknięte, fasadowe. Hipsterzy intelektu i opozycji. Wiedzieli, co to jest gust, i wiedzieli, że inteligentny człowiek na pewno by się tak nie ubrał”.

Mama bardzo lubi performance, w którym kobieta odziana prowincjonalnie mówi coś z sensem. Do dziś praktykuje to w najróżniejszych odmianach.

Od zawsze chce wyjechać z Polski

Za komuny czasem jeździ do Paryża i mówi, że jak pierwszego dnia nie kupi tam gwoździ, to po tygodniu nie wierzy, że w Polsce ich nie ma, i już nie przywozi. W końcu decyduje się na stałe przenieść do Francji. Ale wybucha stan wojenny. W 2020 r. postanawia przenieść się na Islandię. Wszystko jest dogadane. Wybucha pandemia. Granice zamknięte.

Od zawsze, przy każdej możliwej okazji nawołuje, żebyśmy chociaż my z bratem się wyprowadzili. Nie może zrozumieć, że my nie chcemy.

Mama uważa, że Polska leży na politycznej płycie tektonicznej. Że to kraj bez kultury, bez wyrafinowanej cywilizacji,  bez rozwiniętego społeczeństwa obywatelskiego - tylko z instynktem przetrwania.

Ale też ciągle mówi, że żyją tu ludzie zdolni i piękni. Mówi, że przez moment Polska była fajna. Że była kolorowym światem, pełnym możliwości dostępnych dla wielu ludzi, światem rozumnym, różnorodnym, otwartym, mądrym, uczącym się, dającym możliwości rozwoju. Włączającym, odpowiedzialnym, ruchliwym, zdolnym do nauki i modyfikacji błędów. Surowym i wesołym. Dzikim i uporządkowanym.

Ale potem przyszedł obowiązek maksymalizacji zysków, przymus ciągłego wzrostu, potrzeba jeżdżenia kawalkadami limuzyn na sygnale i przymus kupowania mleka w kartonie oraz wody w butelce.

Mama ma zasady

Do opisu mamy usiedliśmy wspólnie z bratem. I pierwsze co nam przyszło do głowy, ale zostawiamy to na koniec, to to, że mama pięknie opowiada. Jest też świetną słuchaczką i obserwatorką, przez co jej biblioteka anegdot jest gigantyczna.

Są to legendy rodzinne o dziadku, który zaprojektował najwyższy wówczas niebotyk w Europie - obecny hotel Warszawa, historie o tym, jak jej babcia wygryzła na egzaminach do wiedeńskiej akademii sztuk pięknych Hitlera („O ile lepiej wyglądałby świat, gdyby nie dostała się na studia?”). Albo o tym, gdzie kiedyś pod mostem była tajna synagoga.

Dzięki jej darowi opowiadania wielu ludzi, o których interesująco opowiadała, zyskało nowe zawody - od fryzjerów, krytyków kulinarnych do dyrektorów teatrów. Wierzy w to, że każdy został stworzony, by wykonywać jakąś pracę i spełniać swoje powołanie. Jest księgą, pełną historii ludzi, których nie chciano wysłuchać.

Mama też świetnie pisze i udostępnia wszystko, co myśli - bez selekcji - na Fejsie. Kocha krytykować bohemę. Nie lubi, kiedy się o kimś zbyt dobrze mówi.

Jest przeciwna wielkim korporacjom, ale najbardziej lubi pójść do Biedronki i kupić na promocji dużo cheddara.

Jeżeli rozmawia o posiłkach, to pyta, co chciałoby się zjeść przed egzekucją. Jeżeli danie jest spalone, to jest dobre na trawienie, jeżeli niedogotowane, to pełne witamin.

Świat jest również pełen duchów, które stale wpływają na jego bieg. Ludzie są zabobonni i powinni słuchać więcej prawdziwych autorytetów.

W wyniku historycznej zawiłości polskiego antysemityzmu zawsze boi się o nasz los i uważa, że ktoś coś nam może zrobić. Jej i również naszym narzędziem radzenia sobie z niechlubną naturą ludzką jest internalizowanie wszystkich tych zewnętrznych głosów i zmienianie ich w anegdotki albo żarciki, czego nie polecamy.

Światem mamy kieruje wiele racjonalnych i irracjonalnych zasad, które wspólnie tworzą niespójną harmonię.

Zasady są bezdyskusyjne i oczywiście trzeba je łamać. Nigdy nie wolno nikogo budzić. Kawa działa tylko z cukrem. Trzeba walczyć o to, żeby było lepiej. Każdy człowiek jest i zły, i dobry. Podróżowanie odmładza.

Jest tego sporo. Ale najważniejsza? Trzeba robić rzeczy trudne, bo łatwe jest łatwo.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.