Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Polska szkoła nie uczy zaufania, szacunku i odpowiedzialności. Nie uczy tego, jak się zrozumieć, jak osiągnąć kompromis i jak kierować się w życiu wartościami. Nie uczy, jak dokonywać wyborów i jak samodzielnie podejmować decyzje. Bo żeby tego uczyć, trzeba mieć zaufanie do ucznia, trzeba wierzyć, że może wybierać i brać odpowiedzialność. Szczególnie kiedy jest w liceum. Czyli tam, gdzie kończy 18 lat, dostaje dowód osobisty i prawa wyborcze. I tam, gdzie nauczycielom ciągle trudno zaakceptować, że pełnoletni uczeń ma prawo usprawiedliwiać swoje nieobecności.

Polska szkoła uczy, że światem rządzi biurokracja – z rozmowy należy sporządzić notatkę, inaczej nie można stwierdzić, że rozmowa się odbyła, liczy się papier, wpis, zapis. Nauczyciel zrealizował podstawę programową, jeśli to zostało odpowiednio odnotowane. Kuratorium tylko to umie sprawdzić.

Polska szkoła uczy, że w świecie liczy się hierarchia. Najpierw władze edukacyjne, potem pracownicy, rodzice, wreszcie uczniowie. Hierarchiczne podejście rodzi postawę wyuczonej nieudolności. – To nie moja wina – to władze kazały, ja nie wiem, po co to, ja tu tylko uczę! – To nie ja to wymyśliłem, to oni, ale oni rządzą, więc mamy to robić i już, bez dyskusji, jakoś musimy wytrzymać! – Znowu kazali, ale nie powiedzieli jak, więc będę to robiła jakoś, powoli, bo nie powiedzieli jak, więc ja nie wiem, a w końcu nie muszę przecież wiedzieć, więc czekam, aż powiedzą jak, a jak nie powiedzą, to nie wiem, co będzie, ale jakoś będzie, zawsze tak było.

W polskiej szkole rządzą widma. Jak to widma, upiorne i z pozoru niedostrzegalne. Ale to one rządzą. Widmo kontroli, widmo wyuczonej nieudolności, widmo beznadziejności. A do tego dochodzi lęk – przed władzą, przełożonymi, ale i rodzicami, a czasami nawet uczniami, którzy potrafią włożyć nauczycielowi kosz na głowę i nie uchroni go przed tym status funkcjonariusza publicznego.

Pandemia pokazała widma w ich całej krasie.

Bo podczas zdalnego nauczania niczego nie da się kontrolować w pełni tak jak dawniej. Ani nauczycieli, ani uczniów. To widmo drży. Co będzie dalej?

Łatwiej powiedzieć: nie umiem, nie mam internetu albo komputera (co zresztą może być prawdą i wtedy upiorne widmo przekształca się w upiorną rzeczywistość), nie płacą mi za to, to nie dla mnie. I nie ponieść za to konsekwencji – przynajmniej na razie.

Beznadziejność stała się perspektywą – widać, jak bardzo rządzący nie wiedzą, co robić ze szkołą i w związku z tym albo wszystko robią za późno, albo po omacku i na niby. Dziecko może iść do żłobka albo do przedszkola, ale nie może bawić się z innymi dziećmi i musi mieć odkażone zabawki tylko dla siebie. I nie wolno nikogo i niczego dotykać. I tak na naszych oczach powstały przechowalnie dla małych dzieci. Tylko czekać, aż pojawią się analogiczne rozwiązania dla dzieci większych, a może i dla dorosłych? To widmo przeraża najbardziej.

Szkoła nieufności i strachu ma się dobrze. Od szkoły trzeba zacząć budowanie zaufania i odwagi. Kto podejmie wyzwanie?

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.