Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszę do Państwa w imieniu wszystkich przedszkolnych koleżanek. A jest nas naprawdę wiele.

Sama jestem nauczycielką. Od 20 lat pracuję w przedszkolu. Wybrałam tę pracę, bo kocham dzieci. Uwielbiam patrzeć, jak rosną, zmieniają się, wciąż zdobywają nowe umiejętności. Mam wpływ na rozwijanie ich pasji i talentów. Kochają bezwarunkowo. To jest piękne.

Denerwuje, frustruje, przeraża i oburza mnie to, co się dzieje na co dzień w naszej obecnej rzeczywistości. Przedszkole miało być otwarte dla potrzebujących, pracujących rodziców, dla pielęgniarek, lekarzy i ludzi walczących z COVID-19 itd.

Kto teraz przyprowadza dzieci do przedszkola?

Tymczasem siedzimy w klasach z dwójką, trójką dzieci, których rodzice nie pracują. Narażamy swoje życie, zdrowie naszych rodzin. W imię czego?

Rodzice tych dzieci codziennie przyprowadzają je jak do przechowalni, aby pójść do galerii, obejrzeć tv, mieć spokój. Śmieją nam się w twarz. Mają już dość własnych dzieci. Przykre to. Miał być reżim sanitarny, przyprowadzanie dzieci zdrowych i bezpiecznych dla nas. Tymczasem nie ma dnia, żebyśmy nie odsyłały do domów dzieci z kaszlem, gorączką.

W sali z dwójką dzieci, których matki nie pracują , siedzi nauczycielka, pani pomoc i pani woźna. Od 7-17. O 12 nauczycielki się zmieniają. Naraża się cztery rodziny. Dla dwójki dzieci!

Przedszkole to był wybór

Kończyłyśmy studia, wybierałyśmy właśnie ten kierunek świadomie. Już w tamtym roku pokazano nam, że nie jesteśmy szanowaną grupą zawodową. Wiele z nas odeszło z zawodu. Koleżanki założyły własne firmy, niektóre poszły pracować do sklepów, kwiaciarni. Jeśli któraś miała „bogatego męża”, została w domu i zajęła się własnymi dziećmi, wnukami.

Szczytem wszystkiego jest zabieranie nam wakacji. Miałyśmy mieć trzytygodniowe dyżury. Tymczasem rząd zafundował nam 6 tygodni pracy.

Nie jesteśmy jak szkoły placówkami feryjnymi. Fakt. Ale jeśli szkoła prowadzi lato w mieście, nauczyciele dostają za pracę w wakacje dodatkowe wynagrodzenie. I idą tam pracować tylko chętni nauczyciele. W przedszkolu mamy siedzieć za takie same pieniądze 6 tygodni bez żadnego dodatkowego wynagrodzenia. Dlaczego? Co mamy zrobić z własnymi dziećmi dziećmi, które wtedy mają wakacje?

Teraz po pracy, wracamy do domów i tam odrabiamy z dziećmi lekcje. Całe zdalne nauczanie leży na naszych barkach. My też jesteśmy rodzicami. Musimy pomóc naszym dzieciom przejść przez ten trudny etap. Następnie siadamy do komputerów i wykonujemy pracę zdalną dla naszych przedszkolaków, które zostały w domach.

Nasze własne dzieci są poszkodowane. I jeszcze zabrano im rodziców w wakacje. Kiedy wykorzystamy swoje urlopy? Wtedy, gdy nasze własne dzieci pójdą do szkoły? W wakacje będą siedziały w domu, bo matki pójdą do pracy, gdzie dwie czy trzy osoby oddadzą swoje dzieci do przedszkola.

Piszcie, komentujcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.