Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Gorącym - skandalicznym - problemem jest aktualna zapaść naszej służby zdrowia w kwestiach niezwiązanym bezpośrednio z walką z wirusem. Pozamykano wiele placówek, część przekształcono, prawie wszystkie pozostałe działają w ograniczeniu. Masowo odwołano operacje, wizyty, zabiegi, diagnostykę i niestety ten stan zawieszenia trwa.

Uzyskanie jakichkolwiek informacji, co dalej i kiedy, zazwyczaj graniczy z cudem. Rodzi to dodatkowy strach. Jeśli sytuacja się nie zmieni - skala ofiar (pogorszenie choroby i coś gorszego) będzie większa niż ofiar koronawirusa.

Jest smutnym paradoksem, że premier i minister zdrowia w omawianiu kolejnych etapów restrykcji, a następnie ich luzowania zajmują się liczbą stolików w restauracjach i miejscem podawania śniadania w hotelu, ale ani razu nie przedstawili zasad mających obowiązywać w służbie zdrowia - jak mają działać jej placówki i do czego są zobowiązane.

Spotkałem się z opiniami (mam nadzieję absurdalnymi), że rząd zamierza w najbliższej przyszłości oszczędzać na ochronie zdrowia, bo przecież im mniej operacji, zabiegów, itp., tym większe oszczędności dla i tak chwiejnego budżetu.

Dla naszej tzw. nowej normalizacji to moim zdaniem tematy priorytetowe.

 Piszcie:listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.