Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Kryzys ekonomiczny rodzący się w następstwie pandemii SARS-CoV-2 doprowadzi zarówno do powiększenia się długu publicznego państw, jak i do wzrostu strukturalnego zadłużenia przedsiębiorstw i ludności. To niestety nieuniknione. Rodzi się pytanie o priorytety działania państwa. W krótkoterminowej perspektywie ważniejsze wydaje się wsparcie dla biznesu i ubożejącego społeczeństwa z finansów publicznych.

W perspektywie długoterminowej celem strategicznym państwa powinno być zrestrukturyzowanie długu publicznego.

Klęski zadłużenia zdarzały się już w starożytności. Zachowane po dziś dzień skrypty dłużne Sumerów pochodzą z ok. 3500 r. p.n.e. Księga Rodzaju (47, 13-26) opisuje zadłużanie się Egipcjan w czasie kryzysu siedmiu lat głodu następującego po wcześniejszym koniunkturalnym wyżu (ok. 1650 p.n.e.). W 594r. p.n.e. Solon unieważnił długi sporej grupy zubożałych Ateńczyków. Amerykański antropolog David Graeber w pracy „Debt: The First 5,000 Years” opublikowanej w 2011 roku stawia tezę, że dług jest najstarszym instrumentem handlu. Mechanizm zadłużania się był podobno znany człowiekowi wcześniej niż transakcje wymienne i transakcje pieniężne.

Współczesne państwa nie stronią od zaciągania zobowiązań. Historia USA to zarazem historia długu publicznego. Rewolucja amerykańska potrzebowała paliwa w postaci pieniądza. Zbuntowane kolonie zaczęły zatem od zaciągnięcia pożyczek celem prowadzenia wojny. W historii USA od Deklaracji Niepodległości w 1776 r. tylko jeden jedyny raz w roku 1835 prezydent Andrew Jackson doprowadził do wyzerowania długu publicznego. Stało się to dzięki polityce sprzedaży ziem na zachodzie kontynentu. Amerykański dług publiczny rósł skokowo w związku z wojnami światowymi, przedzielonymi Wielkim Kryzysem roku 1929, wyścigiem zbrojeń w kulminacyjnym okresie zimnej wojny, kryzysem końca pierwszej dekady XXI wieku. Inne państwa jeszcze mniej sprawnie zarządzały swoim długiem. Argentyna od XIX w. kilkukrotnie znajdowała się w stanie niewypłacalności. Ocenia się, że w ciągu ostatniego dwuwiecza płynność finansową utraciło ponad 80 państw.

Przy zachowaniu odpowiedniej dyscypliny finansowej dług bywa bardzo pożytecznym narzędziem. Gorzej, jeżeli następuje przekroczenie cienkiej czerwonej linii. Utrata kontroli nad zdolnością do krótkoterminowej spłaty długu prowadzi z reguły do jego przyrostu na zasadzie efektu kuli śniegowej. W wielu przypadkach dług publiczny niektórych państw już teraz jest tak wysoki, że nierealna wydaje się możliwość jego spłaty. Konsekwencje jego windykacji przez wierzycieli mogłyby być jeszcze groźniejsze niż sam stan rosnącego zadłużenia. Pomimo to państwa zadłużają się dalej, konsekwentnie pogłębiając swój deficyt. Powiększenie zadłużenia jest z politycznego punktu widzenia znacznie prostsze niż ograniczenie wydatków państwa na cele publiczne (oświata, zdrowie, bezpieczeństwo itp.) czy podniesienie podatków. Niemniej każdy nadmuchany ponad miarę balon w końcu kiedyś pęknie. Dług publiczny nie może rosnąć w nieskończoność. Rolowanie spłaty oznacza przesuwanie rosnącego problemu na przyszłość. Après nous, le déluge (po nas choćby potop) – jak mawiała Madame de Pompadour.

My ucztujemy, co prawda raz lepiej, raz gorzej, ale rachunek do zapłacenia pozostawiamy przyszłym pokoleniom.

Są wyjątkowe sytuacje, w których dla nawet znacznego powiększenia deficytu budżetowego jest społeczne usprawiedliwienie. Gospodarka potrzebuje wsparcia. Powoli zjadane są zapasy odłożone na fali wzrostu gospodarczego. Ciągle jesteśmy przed kulminacją prawdopodobnej fali upadłości. W przypadku ziszczenia się czarnego scenariusza powrotu wirusa jesienią może dojść do poważnych wstrząsów wtórnych w gospodarce. Dobrostan finansowy państwa bierze się z płaconych podatków i innych danin. Państwo, chcąc uratować siebie, musi uratować swoich podatników przed ekonomiczną śmiercią.

Jest wiele oczekiwań co do uporządkowania świata po ustaniu epidemii. Do listy życzeń należy dopisać zrestrukturyzowanie długu publicznego. Tylko państwo ze zdrowymi finansami publicznymi może zapewnić bezpieczeństwo obywatelom. Tym bardziej że nie są wykluczone kolejne poważne kryzysy wynikające z takich przyczyn, jak: katastrofa demograficzna, delaboryzacja, klęski naturalne (susza). Opanowanie długu publicznego to zadanie bardziej skomplikowane niż rozwiązanie węzła gordyjskiego. Proste cięcie nie jest możliwe. Niemniej od klasy politycznej, niezależnie od jej barw, możemy oczekiwać więcej.

XVIII-wieczny francuski minister finansów zapytany o to, co ma zamiar zrobić z deficytem budżetowym, odparł, że nic, bo to zbyt poważna sprawa. Obecnie ten sam dylemat okrywa się zmową milczenia. Współcześni politycy unikają jak ognia tematu długu publicznego. Do przestrzeni publicznej, ku uciesze gawiedzi, chętnie wpuszcza się efektowne fajerwerki: tematy merytorycznie puste, ale retorycznie ciekawe.

Po pandemii czas na  hasztag: #challenge.polityku.opanuj.dług.publiczny. Wyzwanie to kieruję już teraz do prezesa Rady Ministrów, prezydenta, liderów partii sejmowych.

 Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.