Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Przekonałem się na własnej skórze, jak działa sanepid. We wtorek (12 maja) otrzymałem przez aplikację informację o zakończeniu kwarantanny. W środę więc nie przyjechała już policja, skontrolować naszej obecności w domu, bo nie ma już nas na liście. A skoro skończyła się kwarantanna, to nie otrzymaliśmy również pomocy, np. w dostarczaniu żywności.

Szkopuł w tym, że wg ostatnich wyników badania jestem zakażony koronawirusem. Czyli w tym stanie mogę wyjść z domu, bo kwarantanna się już zakończyła, a sanepid jej nie przedłużył.

W podobnej sytuacji jest wiele osób, koledze kwarantanna zakończyła się w poniedziałek, a do środy nikt nie poinformował go o jej przedłużeniu.

Nie da się skontaktować z sanepidem w Rybniku. W ciągu dwóch dni dzwoniłem tam 1743 razy.  Bezskutecznie. Czy są jakieś granice absurdu? Po co ta kwarantanna, skoro po jej zakończeniu można wyjść, nie znając wyników badań albo będąc po prostu zakażonym?

 Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.