Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Małgorzata Ryczko, właścicielka salonu kosmetycznego Gosia ArtVisage w Rzeszowie, ostatnie tygodnie wykorzystała na zakupy wszystkiego, co może być potrzebne do zapewnienia bezpieczeństwa sanitarnego po otwarciu salonu. – Osłona pleksi na biuro, termometr na podczerwień, fartuch ochronny – wylicza. Ceny zawrotne. – Dwa komplety rękawiczek, przyłbica i płyn kosztowały mnie ponad 300 zł – mówi.

W Białymstoku Karolina Wicińska szykuje się do ponownego uruchomienia salonu fryzjerskiego. – To były bardzo ciężkie dwa miesiące. Przetrwałam, ale muszę jak najszybciej wrócić do pracy. Klientki już czekają – mówi.

Salony mogą wznowić działalność od poniedziałku 18 maja – ogłosił w środę premier Mateusz Morawiecki.

W Polsce działa ok. 31 tys. salonów fryzjerskich i 20 tys. z usługami kosmetycznymi. Były zamknięte od 1 kwietnia, ale już w połowie marca, kiedy przestały działać szkoły, wiele zakładów zawiesiło działalność ze względów bezpieczeństwa.

Niektórzy mimo zakazu pracowali, ze strachu przed bankructwem. – To nie jest tak, że bezmyślnie ryzykuję zdrowie i życie. Ja to dobrze przemyślałam. Boję się jak cholera. Ale pracuję, bo nie chcę głodować – mówiła "Wyborczej" łódzka fryzjerka. Chętnych nie brakowało.

W salonach rozdzwoniły się telefony

Już na kilka dni przed oficjalnym komunikatem były prośby o rezerwację wizyty. – Stałe klientki były gotowe przyjść w każdej chwili. Z zapisami czekałam jednak na konferencję premiera – mówi Małgorzata Ryczko. Kiedy potwierdzono datę 18 maja, w salonach rozdzwoniły się telefony.

Jak wynika z danych Booksy, platformy do rezerwacji wizyt z branży urodowej, klienci już zaczęli zamawiać wizyty, choć w Polsce dosyć nieśmiało – na razie na poziomie 17 proc. wobec tego, jakie było zainteresowanie przed pandemią.

Rezerwacje wizyt w salonach urodowych na platformie BooksyRezerwacje wizyt w salonach urodowych na platformie Booksy GW

Do fryzjerów masowo wyruszyli za to Hiszpanie, gdzie salony działają od 4 maja. Na hiszpańskim Booksy rezerwacji jest więcej o 70 proc. niż przed zamrożeniem gospodarki.

Klienci wyłącznie z rezerwacji

– Kosmetyczki, fryzjerki, stylistki to osoby odpowiedzialne społecznie. W pierwszych dniach pandemii solidarnie zamknęły drzwi salonów w obawie o bezpieczeństwo klientów. Zaraz po tym podarowały szpitalom własne zapasy. Teraz, gdy nowe wytyczne dają klientom tak wysoki poziom bezpieczeństwa, jesteśmy gotowi do otwarcia – mówi Michał Łenczyński z Akademii Sztuki Piękności, założyciel grupy wsparcia #BeautyRazem skupiającej 30 tys. specjalistów i przedsiębiorców beauty, członek zespołu kształtującego wytyczne dla sektora beauty z Ministerstwem Rozwoju.

Szczegóły zostaną zapisane w rozporządzeniu, ale już w środę wytyczne dla salonów fryzjerskich i kosmetycznych opublikowało na swojej stronie Ministerstwo Rozwoju.

Wynika z nich m.in., że obowiązywać będą rezerwacje usług (nie będzie mogła z niego skorzystać osoba chora, w kwarantannie lub mająca w ciągu tygodnia kontakt z osobą podejrzaną o zakażenie, zachorowanie lub skierowaną do izolacji); klienci i fryzjerzy muszą być w maseczkach i rękawiczkach. Klient nie będzie mógł używać w czasie wykonywania usługi telefonu. W salonie między stanowiskami należy wyznaczyć co najmniej dwa metry odstępu.

W krajach, które już pozwoliły na otwarcie salonów, również obowiązuje reżim sanitarny. W Hiszpanii wprowadzono limity przyjęć oraz zasadę, że obsługiwani są wyłącznie klienci z rezerwacji.

Salony otworzyli też w zeszłym tygodniu austriaccy i niemieccy fryzjerzy. W Niemczech obowiązuje reguła, że między klientami musi pozostać jeden pusty fotel. Każdy, kto wchodzi do salonu, pozostawia swoje dane, aby w przypadku ryzyka zakażenia można było się z nim skontaktować. Za złamanie obostrzeń fryzjerowi grozi do 500 euro kary.

– Zastosuję się do wszelkich zasad bezpieczeństwa, przyjmę również kilka własnych, np. półgodzinne przerwy między klientkami na dezynfekcję, zamykanie lokalu podczas wykonywania usługi, by nikt nie wchodził i nas nie narażał. Będę też prosić o dane kontaktowe, aby w razie styczności z osobą zakażoną móc poinformować inne osoby – mówi Małgorzata Ryczko.

Czy to sprawi, że usługi zdrożeją? – Rozmawiamy o tym w branży, ale uważam, że nie możemy sobie na to pozwolić, ponieważ klientki podobnie jak my są w trudnej sytuacji i wyższa cena może je zniechęcić. Nie liczę więc na duże zyski. Myślę, że na początek zarobię tylko na czynsz – ocenia kosmetyczka. 

Salony liczą na ulgi finansowe

Właściciele biznesów liczą na ulgi finansowe. Powstała tzw. tarcza beauty, która opisuje, co jest potrzebne przedsiębiorcom, by przetrwać kryzys.

Propozycje dotyczą: obniżenia stawki VAT do 8 proc. na usługi kosmetyczne, odliczenia 50 proc. kwoty na środki dezynfekcyjne, ochronne, higieniczne od podatku, dopłat do czynszu za puste lokale, umorzenia ZUS do trzech miesięcy od otwarcia branży, 180-dniowych voucherów dla beauty i szkoleń oraz wpisania branży na listę "branż i sektorów dotkniętych w sposób szczególny skutkami epidemii". Pod petycją w sprawie przyjęcia tych rozwiązań podpisało się ponad 1,2 tys. osób.

"Wyborcza" wraz z Booksy, platformą rezerwacyjną usług fryzjerskich, kosmetycznych i innych w tej branży, rozpoczęła akcję społeczną "Solidarni 2020. Prześlij trochę wsparcia".

Aby pomóc, należy wejść do aplikacji Booksy i wpłacić 20, 50 lub 100 zł jako wsparcie dla wybranego fryzjera, kosmetyczki, barbera czy fizjoterapeuty. W podziękowaniu za okazaną pomoc darczyńca otrzymuje kod na bezpłatną prenumeratę Wyborcza.pl i Wysokieobcasy.pl.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.