Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jedno jest pewne. Dobrze się stało, że wyborów 10 maja nie było. Ale to nie znaczy, że nic się nie stało. Stało się bardzo wiele. Runął ostatni filar podtrzymujący polski system demokratyczny. To, że tych wyborów 10 maja nie powinno być, rządzący wiedzieli co najmniej od początku marca. Było aż nadto czasu, żeby zgodnie z prawem ich termin przełożyć. 11 maja powinniśmy mieć dymisję rządu i wszczęte postępowania prokuratorskie oraz parlamentarne o postawienie winnych tej sytuacji przed Trybunałem Stanu. Oczywiście nic takiego się nie stało i w tej rzeczywistości nie stanie. W państwie bezprawia trudno spodziewać się działania zgodnie z prawem. Można się jedynie domyślać, że Pierwszy Prezes Partii Rządzącej uznał inaczej.

Jak wybrnięto z sytuacji. Państwowa Komisja Wyborcza podjęła uchwałę na mocy art. 293 § 1 w związku z § 3 oraz w związku z art. 160 § 1 pkt 1 ustawy z dnia 5 stycznia 2011 r. kodeksu wyborczego, stwierdzając, że brak było możliwości głosowania na kandydatów. Podciągnięto tę sytuację pod art. 293 par. 1, co pozwala na nowo rozpisać wybory. Co jest zapisane w wyżej wymienionym artykule?

Art. 293. § 1. Jeżeli w wyborach, o których mowa w art. 289 i art. 292 (dopisek: wybory prezydenta), głosowanie miałoby być przeprowadzone tylko na jednego kandydata, Państwowa Komisja Wyborcza stwierdza ten fakt w drodze uchwały, którą przekazuje marszałkowi Sejmu, podaje do publicznej wiadomości i ogłasza w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej.

§ 2. Marszałek Sejmu ponownie zarządza wybory nie później niż w 14. dniu od dnia ogłoszenia uchwały Państwowej Komisji Wyborczej w Dzienniku Ustaw. Przepisy art. 289 § 2 i art. 290 stosuje się odpowiednio.

§ 3. Przepis § 1 stosuje się odpowiednio w przypadku braku kandydatów.

Z powyższych przepisów bezdyskusyjnie wynika, że ta decyzja jest też sprzeczna z prawem. Część prawników pragmatyków uważa jednak, że dopuszczalna (abstrakcja prawna). Ja jestem zwolennikiem literalnego stosowania prawa, a nie jego daleko idących interpretacji. Faktem jest, że coś z tym bałaganem, do którego doprowadziła partia rządząca i jej funkcjonariusze, trzeba zrobić. Łatwiej byłoby, gdyby winowajcy uderzyli się w piersi i przeprosili. Ale do tego trzeba mieć klasę.

Mamy to, co mamy, i co teraz powinniśmy z tym zrobić? Przede wszystkim naprawić kodeks wyborczy i to przed ogłoszeniem terminu wyborów. Potem ogłoszenie nowego kalendarza wyborczego i uczciwe przeprowadzenie głosowania. Tylko tyle i aż tyle.

Co jeszcze? Skarb państwa powinien zwrócić wszystkim komitetom wyborczym oprócz PIS-u poniesione do tej pory wydatki związane z kampanią. Dlaczego PIS-owi nie? Bo to ta partia doprowadziła do tej sytuacji. Oczywiście w przyszłości powinna zwrócić do państwowej kasy wszystkie koszty tego bałaganu. Ale na to przyjdzie czas.

Tak powinno być. A jak będzie?

Wkrótce się przekonamy.

 Piszcie: Listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.