Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Podzielając zarzuty podnoszone w stosunku do uchwały PKW nr 129/2020, w szczególności związane ze swobodnym stosunkiem do art. 7 Konstytucji RP, przypominam jednak, że to nie PKW, a politycy Zjednoczonej Prawicy zafundowali państwu i społeczeństwu polskiemu sytuację pseudowyborczą. PKW nie ma instrumentów do jej zmiany, mogła jednak próbować wskazać politykom ścieżkę do wyjścia z niej. Charakter taki ma karkołomna analogia do art. 293 par. 3 Kodeksu Wyborczego. Znaleźliśmy się w sytuacji pozakonstytucyjnej i członkowie PKW nie mieli dobrego wyjścia. W racjonalny (choć nieudany i prawnie niewiążący) sposób usiłowali przywracać stan bliższy zgodnemu z prawem. Świadczy o tym jednomyślność w przyjęciu uchwały i tak rozumiem jej motywy. Nie sądzę, by uchwała stworzyła precedens ustrojowy, bo odnosi się ona do sytuacji extra ordynaryjnej.

Uchwała PKW w niczym nie przekreśla kwestii odpowiedzialności prawnej osób (w tym karnej), które doprowadziły do takiego stanu. O tej odpowiedzialności powinniśmy jako środowisko prawnicze stale przypominać.

Nie istnieją obecnie żadne możliwości przeprowadzenia wyborów w konstytucyjnym terminie lub też w pełni zgodnie z postanowieniami Konstytucji RP. Wybory korespondencyjne w dniu 23.05, gdyby miały być zorganizowane, zostałyby zarządzone w sobotę. Wprowadzenie stanu nadzwyczajnego albo zrzeczenie się urzędu przez Prezydenta RP są politycznymi mrzonkami. Podobnie jak przeciągniecie wyborów na datę po wygaśnięciu kadencji obecnego Prezydenta (6.08) i związanym z tym opróżnieniem urzędu. Jeśli w przyszłym tygodniu pojawi się projekt zmian prawa wyborczego, to, nawet zakładając, że Senat wykorzysta 30 dni na proces legislacyjny, na przełomie czerwca i lipca będziemy mieli, niezależnie jak od strony prawnej oceniamy to jako środowisko prawnicze, wybory prezydenckie. PKW usiłowała dać podstawy do ich przeprowadzenia, przy okazji i niejako ubocznie chroniąc Sąd Najwyższy (zgadzam się w tym z Anną Karnicką).

Paradoks uchwały PKW polega na tym, że w sytuacji wielokrotnego podeptania prawa przez politykierów Zjednoczonej Prawicy i stworzenia przez nich stanu mętności (ulubionego przez tę formację) PKW sięgnęła po argumenty contra legem, by działać pro lege.

Czy zasługuje na potępienie rodzic, który wyrzuca przez okno swoje dziecko z płonącego mieszkania, wiedząc, że może ono się zranić, ale także, że ma wówczas szanse na przeżycie?

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.