Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Piszę to, żeby naświetlić realną jakość zaoferowanej przez rząd pomocy. Nie z perspektywy przedsiębiorców, bo ich sytuacja jest przedstawiana przy każdej możliwej okazji, tylko z perspektywy pracownika.

Chciałabym najpierw bardzo serdecznie „podziękować” rządowi za skonstruowanie niezwykle skutecznej tarczy pomocowej, której działanie dobitnie odczułam właśnie na swojej skórze. Mogłabym powiedzieć, że stałam się jej ofiarą. Chciałam również podziękować troskliwym pracodawcom, którzy wybrali najlepszą opcję tej tarczy, aby ocalić w tym trudnym czasie moje stanowisko pracy.

Takich jak ja są setki tysięcy w naszym kraju. A moja sytuacja to zapewne tylko jeden z przykładów skuteczności działania tarczy pomocowej.

Otóż jako pracownik niezwykle ważny w mojej firmie, lojalny, dyspozycyjny w 100 proc. i gotowy do spełniania swoich obowiązków o każdej porze dnia, poza standardowymi godzinami i ponad standardowymi obowiązkami, niesprzeciwiający się żadnym nakazom, zakazom i wyrabiający czasem nadgodziny w ilościach, których publicznie nie będę ujawniać... zostałam doceniona!

W obecnej sytuacji, gdzie tyle tysięcy ludzi traci pracę lub musi w zawieszeniu czekać w domu na powrót do normalności, moje stanowisko pracy zostało ocalone. Od półtora miesiąca zatem dzień w dzień pojawiam się w pracy, co prawda w niepełnym wymiarze godzin, ale doliczając dojazd w obie strony, mogę śmiało powiedzieć, że w ciągu dnia praca zajmuje mi minimum 8,5 godziny. Aby tę mniejszą liczbę godzin w tygodniu zrekompensować, pracodawca zapewnił mi dodatkowe godziny pracy w weekendy.

Tak więc ,pomijając święta, pracuję 7 dni w tygodniu bez dnia wolnego. I ma to trwać aż do powrotu „normalności”. Ponieważ pozostałe osoby nie zostały w ten sposób docenione i ich stanowiska pracy na czas pandemii zostały zawieszone, muszą przeczekać ten ciężki dla gastronomii czas w domu. Ja natomiast przejęłam obowiązki 3 osób, które w moim lokalu pracowały. To prawda, że obecnie ruch jest niewspółmiernie mniejszy niż jeszcze dwa miesiące temu, jednak pomijając mniejszą liczbę klientów, czyli mniejszą ilość pracy na stanowisku kasowym, zakres prac pozostał niezmienny.

Zatem sama muszę wszystko codziennie ugotować, obsłużyć klientów, kontrolować stan magazynu, robić dostawy, sprzątać, w przypadku braków w zamówieniach kupować niezbędne produkty, szukając ich w sklepach stacjonarnych, wypełniać dokumenty i raporty itd. Generalnie robić wszystko, co musi być zrobione, aby lokal działał. Wszystko od A do Z.

I tak doszliśmy do owej tarczy pomocowej. Z uwagi na to, że w kwietniu pracowałam mniej godzin niż w marcu, zatem i wynagrodzenie spadło o kilkaset złotych, poprosiłam księgową o złożenie dla mnie wniosku do ZUS o dofinansowanie do niepełnego wynagrodzenia, jakie oferuje przecież tarcza antykryzysowa dla pracowników zatrudnionych na umowach cywilnoprawnych. Po konsultacji z radcą prawnym oraz wykonanym do ZUS telefonie, zostałam zapewniona, że dofinansowanie pomostowe w wysokości 2080 zł mi się należy, ponieważ moje wynagrodzenie w stosunku do poprzedniego miesiąca było niższe. Nie jest w tym wypadku nawet istotne dla ZUS, o ile niższe, więc pracodawca śmiało może dla mnie składać wniosek o pomoc.

Cudownie! Pojawiła się szansa na uzupełnienie wypłaty i jeszcze „premię” za pracę ponad mój normalny zakres obowiązków. Tymczasem czego się dowiedziałam? Że dla dobra firmy i dla „mojego dobra” pracodawca postanowił skorzystać z innej opcji tarczy, która to opcja wyklucza złożenie wniosku dla mnie o dofinansowanie pomostowe.

A jest to forma pomocy o tajemniczej nazwie 40-40-20. Co to znaczy? Tyle, że za moją pracę w 40 proc. zapłaci pracodawca, w 40 proc. państwo, a w 20 proc. zapłacę sobie sama, czyli o tyle mniej dostanę.

Realnie dla firmy: same superlatywy. Za moją pracę zapłacą tylko 40 proc. wypłaty. Czyli oszczędności przy zachowaniu mojego stanowiska pracy i mojej pełnej dyspozycyjności. Dla mnie: o 20 proc. niższa wypłata przy tych samych godzinach pracy i tym samym zaangażowaniu. Pracując nadal w takim systemie jak obecnie, od poniedziałku do piątku (pomijam weekendy, bo przebywając na postojowym też mogłabym sobie wtedy dorobić), w obecnym wymiarze godzin, wykonując wszystkie obowiązki wymienione wyżej, czyli generalnie umożliwiając w ogóle funkcjonowanie punktu, otrzymam za maj wynagrodzenie wysokości około 1950 zł. Oczywiście dodając do tego wynagrodzenie za przepracowane weekendy, jeżeli dotrwam do kolejnej wypłaty, łączna kwota będzie nieco wyższa. Ale tak jak wspomniałam, w weekendy mogłabym pracować również wtedy, gdybym przebywała na postojowym. W tym samym czasie osoby, które zostały odesłane do domu, za oczekiwanie na reaktywowanie ich stanowisk pracy otrzymają dofinansowanie z innej opcji tarczy antykryzysowej w wysokości 2080 zł.

Tym się szczyci rząd! To nazywa pomocą? Piszę o tym nie tylko po to, żeby wyładować emocje i zmniejszyć frustrację, ale też dlatego, że takich osób jak ja jest na pewno tysiące. Postawionych nagle w takiej lub podobnej sytuacji. Mam umowę, w której jasno napisana jest wysokość wynagrodzenia za godzinę pracy. Dlaczego ktoś teraz decyduje o tym, żeby mi to wynagrodzenie zmniejszyć, nie pytając mnie o zgodę, o to, czy zdołam utrzymać się za taką wypłatę.

Co gdybym teraz nie zgodziła się na takie rozwiązanie i powiedziała, że wolę przeczekać kryzys w domu tak jak pozostali pracownicy? I tak jak ci „mniej docenieni” i „mniej ważni” czekać na lepsze czasy, robiąc sobie kursy przez internet, szlifując angielski, odpoczywając, a w weekendy dorabiając sobie lub robiąc milion innych rzeczy, na które nie mam czasu.

Otóż gdybym odmówiła przyjścia do pracy, gdy pracodawca zapewnia mi czynne stanowisko, nie należy mi się wypłacane przez ZUS postojowe.

Piszcie: listy@wyborcza.pl
 

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.