Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszę do państwa, ponieważ mam wrażenie – ba, jestem wręcz tego pewna – że ataki na rząd w związku z otwieraniem żłobków i przedszkoli wynikają przede wszystkim z nieporozumienia. Krytykujący nie połapali się, jaką rolę dla powyższych placówek przewidziały w tym trudnym okresie nasze władze państwowe. W poniższym tekście, który – jak nieskromnie sądzę – mógłby stać się również inspiracją dla decydentów, wyjaśniam, jak się sprawy mają.

I po co tyle krzyku o te żłobki i przedszkola?

Te wszystkie dyskusje o tym, jak zapewnić dzieciom oraz opiekunom humanitarne, a zarazem bezpieczne warunki, w których placówki mogłyby funkcjonować zgodnie ze swoim przeznaczeniem i zasadami, to jedynie niepotrzebne nikomu i bezwartościowe czepialstwo tych, którzy chcą namieszać i zohydzić sprawnie działający aparat państwowy! Ot co!

A tymczasem sprawa jest prosta!

Wypowiedź jednego z przedstawicieli aparatu rozwiewa wszelkie głupawe wątpliwości. To nie po to, żeby nasze pociechy mogły się bawić, ale po to, żeby osoby, które muszą iść do pracy, mogły tam swoje dzieci zostawić.

Chodzi wszak o składziki na brzdące, przechowalnie dla fąfli, magazyny na grzdyle. Kiedy osoba musi iść do pracy, pociecha przestaje być pocieszna i cieszyć – staje się tymczasowo nadmiarowa. Należy ją więc gdzieś zadekować.

No więc, skoro możemy już przestać jojczyć i zastanawiać się nad sprawami nieistotnymi, czy jak kto woli: duperelnymi, czas skupić się na tym, co może (i powinno!) ułatwić wszystkim wdrożenie tego jakże błyskotliwego pomysłu (który w swej niezwykłej łaskawości i przenikliwości tyleż społecznej, co ekonomicznej rządzący podarowali posiadaczom małych ludzików).

Przejdźmy więc do praktycznych rozwiązań.

Myślę, że stosunkowo niewielkim kosztem można by zainstalować w przerobionych na magazyny żłobkach i przedszkolach nieduże boksy. Takie, w których zmieszczą się: składowany pędrak, miska z jedzeniem, butelka z wodą, nocnik, ewentualnie jakaś jedna plastikowa, łatwa do dezynfekcji zabawka (choć to w zasadzie wykracza poza zalecenia i w związku z tym jest chyba zbyteczne, więc załóżmy, że będzie to opcja jedynie dla mięczaków, którzy lubią od czasu do czasu wyjść przed szereg – mam na myśli, co rozumie się samo przez się, dyrektorów i pracowników placówek).

Ponieważ niektórzy mali ludzie mogą z natury nie być legalistami, zasadne wydaje się przygotowanie niezbyt długich łańcuchów, aby przykuć niepokornych do podłogi w przytulnie zaaranżowanym kąciku przechowalni.

Tak zorganizowana przestrzeń nie wymaga zbyt licznej obsługi. Do przeglądu boksów wystarczą dwie, góra trzy osoby, które sprawnie - na przykład co godzinę – będą wymieniać pieluchy, uzupełniać zapas wody, dosypywać pokarm do misek i dokonywać niezbędnej dezynfekcji.

Aby uciszyć i ukoić ewentualne niesubordynowane szkraby, warto skorzystać z innego wspaniałego rozwiązania zaproponowanego już wcześniej przez miłościwie nam panujących: czytania uspokajających wierszyków, które, rzecz jasna, ma zastąpić niebezpieczne i – co tu kryć - dość żenujące w przestrzeni przechowalni przytulanie i branie na kolana.

Bo czy ktoś kiedyś widział, żeby jakiś szatniarz przytulał płaszcze albo pozwalał włazić na kolana parasolom lub plecakom pozostawionym przez ich właścicieli?

Sądzę, że cenne byłoby skorzystanie w tym przypadku z radiowęzła, aby uspokajający dźwięk dotarł do wszystkich boksów. Należy też rozważyć (pomimo zaistniałych okoliczności i funkcjonalnego przeznaczenia placówek), czy aby dyrektorzy nie powinni jednak zwrócić uwagi na odpowiedni repertuar tych wierszyków.

Bowiem zmagazynowany podmiot jednak ma rozum, który wbrew logice i bieżącym potrzebom w sposób niekontrolowany podlega rozwojowi. Trzeba więc zadbać o to, aby przy okazji przesiąkał właściwymi treściami. Nie muszę dodawać (a jednak to zrobię), że najlepsze byłyby utwory podające w sposób frywolny i odpowiedni dla infantylnych umysłów patriotyczny przekaz i przemycające właściwe treści nasycone miłością do ojczyzny i tych, którzy tak pięknie i efektywnie (tudzież efektownie) o nas dbają.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.