Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nikt i nic mnie nie przekona, że wolność i bezpieczeństwo dadzą się pogodzić, ani liberalno-lewicowe politycznie poprawne myślenie życzeniowe, ani ckliwa frazeologia miłości, jaka się rozlewa w popkulturze spanikowanych dziś mas, ani eschatologiczne pocieszenia katolickich dogmatów i paternalistycznych homilii od święta. Wolność i bezpieczeństwo są wzajemnie antagonistyczne.

Obecna konstrukcja socjo-psychologiczna zbudowana i ciągle budowana wokół koronawirusa ujawnia to w sposób klinicznie czysty, omalże eksperymentalny. Omalże, bo jednak nie eksperymentalny; nie jestem wyznawcą teorii spiskowych. (O koronawirusie jako „konstrukcji psychicznej” i o „społecznym konstruowaniu koronawirusa” mówili Michał Bilewicz i Michał Łuczewski w wywiadzie „Wyborczej” z 25-26 kwietnia; sam już pisałem w liście do państwa, że pandemia ma wymiar przede wszystkim psychologiczny i socjologiczny, a dopiero potem medyczny.)

Ogromna większość naszego społeczeństwa poddała się administratorom nie tyle nawet obiecującym bezpieczeństwo, ile obdarzonym przez społeczeństwo irracjonalnym przekonaniem, że posiadają oni moc jego zapewnienia.

Oddano więc systemowi państwa, rządzącym swą wolność osobistą, otrzymując w zamian wspólnotowe poczucie bezpieczeństwa. Złudne, bo wynikające nie z istniejących możliwości jego zapewnienia, ale z subiektywnego przekonania ludzi o posiadanej przez władzę mocy zapewnienia bezpieczeństwa. W rzeczywistości nastąpił proces mentalnego, wręcz magicznego, obdarzenia władzy mocą zapewnienia bezpieczeństwa, czemu oczywiście musiało towarzyszyć zrzeczenia się wolności. Jeśli istotnie rządzący mają władzę, co pokazują każdego dnia, to jest to władza odebrania nam, na nasze własne życzenie, naszej wolności.

Brak wolności utożsamiamy już nie tylko z poczuciem bezpieczeństwa, ale samo zrzeczenie się wolności traktujemy jako akt materialnej transakcji: w zamian za wolność otrzymujemy rzeczywiste, faktyczne bezpieczeństwo. Trudno o większą iluzję. Wszystko bowiem w dalszym ciągu pozostaje w sferze psychologii i socjologii.

Tymczasem bezpieczeństwo to tylko pewna, odnosząca się do całej struktury społecznej, konstrukcja o charakterze socjalnym, ekonomicznym i politycznym, w której nie ma miejsca dla wolnej osoby.

Nie ma w niej miejsca na takie bezpieczeństwo jednostki, jakie gwarantuje ona sama sobie. Jest to bowiem konstrukcja mająca na oku jakieś wyimaginowane, teoretyczne bezpieczeństwo całości, systemu społecznego, państwowego, gospodarczego, politycznego. I to z punktu widzenia i na zasadzie kryteriów przyjętych przez włodarzy tych systemów. Te zakazy, nakazy, restrykcje, represje, zmieniane z dnia na dzień, niepoparte uzasadnieniem, niemające precedensu, przypominające błądzenie we mgle, bo obejmujące nieznane terytorium, ten bezosobowy bałagan i spychanie odpowiedzialności na drugiego - nie mają nic wspólnego z wolnością pojedynczego człowieka. A jest ten pojedynczy człowiek zupełnie pozbawiony jakiejkolwiek przed nimi ochrony, bo zrezygnował z wolności, oddał ją za ten ersatz bezpieczeństwa.

Jeśli dziś, w zasięgu tej epidemii, istnieje jeszcze bezpieczeństwo pod ochroną jakiejś umowy między ludźmi, to tylko w najbardziej bezpośrednim kontakcie między osobami, między konkretną osobą chorego czy chorej potrzebujących pomocy a konkretną osobą lekarza i pielęgniarki, mogącym im tej pomocy udzielić, o ile dysponują środkami do jej udzielenia, w niezagrażającym całkowitym ubezwłasnowolnieniem środowisku. Niewiele jest takich miejsc i sytuacji.

Więc strzegłbym swej wolności jak źrenicy oka i nie oddawałbym jej tzw. decydentom za cenę ich spokoju ducha i ich bezpieczeństwa

(bo przecież nie mojego; co ich obchodzi jednostka: „jednostka niczym, jednostka bzdurą”, jak pisał w rewolucyjnym wzmożeniu Majakowski). Nawet za cenę bezpieczeństwa jakiegoś wyimaginowanego, manipulowanego, spanikowanego, niezdolnego do tego, aby docenić wartość wolności, społeczeństwa. Nie dowierzam mu, tak jak nie dowierzam władzy.

I nie zamierzałbym poświęcić swojej wolności dla słownej obietnicy iluzorycznego bezpieczeństwa, gwarantowanego przez demoralizujące państwo, wymachujące voucherem wystawionym mu in blanco (i przesłane w kopercie „wyborczej”) przez zdemoralizowane społeczeństwo. Nie żądałbym pomocy od władzy, rządzących, administratorów czy społeczeństwa, jak długo to możliwe.

Owszem, poddaję się wszystkim ich opresyjnym restrykcjom, aby ograniczyć do możliwego minimum jakikolwiek kontakt fizyczny z tymi „bytami”. Sam z dobrej woli nie wymienię się z nimi żadnymi komunikatami.

Oczywiście nie będę się kopał z koniem, więc poddam się ich wymogom, nawet najbardziej irracjonalnym i ograniczającym moją wolność jako osoby, po to właśnie, aby zachować jej jak najwięcej poprzez pozostanie świadomym swej odmowy w zaakceptowaniu tej niemoralnej „transakcji”. Dopiero gdy jedynym ratunkiem dla zachowania życia może być poddanie się opiece lekarza czy pielęgniarki, wyposażonych w środki mogące życie uratować, uzasadniony jest taki kontrakt między dwiema wolnymi osobami. To wyraz uznania prymatu wolności jednostki wobec dyktatu zainteresowanego tylko własną egzystencją państwa i bezwoli nieświadomego tej alienacji społeczeństwa.

To, co obserwuję w społecznościach nawykłych do szukania opieki jakiejś potężnej władzy, która za cenę odebranej jednostce wolności daje złudne poczucie bezpieczeństwa całości, to sytuacja przypominająca powszechny pobór do wojska w czasie wojny.

Wolność i bezpieczeństwo jednostki zostają unicestwione w jednym momencie dla wytworzenia powszechnego złudzenia bezpieczeństwa abstrakcyjnych „wszystkich”.

Odbywa się to pod bezwzględnym przymusem narzuconym społeczeństwu, ale przy jego akceptacji i poddaniu się temu przymusowi przez całość jego bezosobowej struktury. Nie ma tam już miejsca na wolność pojedynczego człowieka.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.