Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Każdego dnia dochodzą do nas wiadomości o kolejnych przypadkach zakażenia się koronawirusem wśród pracowników służby zdrowia, pacjentów, funkcjonariuszy służb mundurowych, pensjonariuszy domów pomocy społecznej oraz innych grup społecznych i zawodowych.

Praktycznie w każdym miejscu, w którym dochodzi do bezpośredniego kontaktu między ludźmi, istnieje zagrożenie zakażeniem. Jego konsekwencją nierzadko jest śmierć lub poważny uszczerbek na zdrowiu.

Czy w takiej sytuacji – poza ewentualnym zasiłkiem lub rentą z ZUS – poszkodowany albo jego rodzina mogą dochodzić jakichś roszczeń od pracodawcy, skarbu państwa lub innego podmiotu?

Odpowiedź na to pytanie zależy od okoliczności, w których doszło do zakażenia. Sprawy odszkodowawcze związane z zakażeniem się patogenem nie będą dla sądów nowością, ale pewne rozwiązania wynikające z przepisów i dotychczasowego orzecznictwa mogą wydawać się nie do końca intuicyjne.

Zasadniczo podstawą roszczeń może być tylko rzeczywiste zakażenie się koronawirusem, a nie samo niebezpieczeństwo dla zdrowia, np. związane z kontaktem z osobą chorą w pracy.

To ostatnie – w niektórych sytuacjach – mogłoby być jedynie podstawą żądania usunięcia stanu zagrożenia oraz roszczeń odszkodowawczych w zakresie poniesionych strat majątkowych (np. w związku z koniecznością samodzielnego zakupu masek czy innych środków ochrony osobistej).

Zazwyczaj konieczne będzie również wykazanie zgodnie z art. 415 kodeksu cywilnego, że zakażenie się wynikło z zawinionego działania lub zaniechania innej osoby. Winę niewątpliwie ponosi osoba, która wiedząc, że jest chora, mając takie uzasadnione podejrzenie lub będąc poddana kwarantannie, kontaktuje się z innymi.

Podobnie np. ten, kto takiego chorego dopuszcza do pracy i kontaktu z innymi ludźmi. Można także mówić o tzw. winie organizacyjnej związanej chociażby z niedostarczeniem środków ochrony, zaniechaniem dezynfekcji czy niewłaściwym zarządzaniem. W pewnych przypadkach podmiot odpowiedzialny będzie mógł jednak próbować dowodzić, że nie ponosi winy, ponieważ z powodów obiektywnych przeszkód (np. niedostępności pewnych artykułów) nie mógł zapewnić właściwego poziomu bezpieczeństwa.

Może nie być to jednak łatwe, ponieważ w orzecznictwie znajdziemy wypowiedzi, że obowiązek pracodawcy zapewnienia pracownikom bezpiecznych warunków pracy ma charakter bezwzględny niezależnie od możliwości finansowych czy organizacyjnych pracodawcy.

Od wymogu udowodnienia winy po stronie osoby, wobec której możemy kierować roszczenia, istnieją jednak wyjątki.

Ze względu na treść art. 430 k.c. i art. 120 kodeksu pracy pracodawca będzie odpowiadał za zawinione zachowania swojego pracownika przy wykonywaniu obowiązków pracowniczych, nawet jeżeli sam nie ponosi winy (bo np. nie wiedział o zakażeniu). Analogicznie dotyczy to innych kategorii podwładnych, także zatrudnionych w ramach umów cywilnoprawnych.

Dochodzenie roszczeń będzie łatwiejsze, wówczas gdy do zakażenia doszło „przy wykonywaniu władzy publicznej”, czyli w sferze działalności urzędów, sądów, służb i wszędzie indziej, gdzie państwo lub jednostki samorządu terytorialnego mogą władczo kształtować sytuację podmiotów prywatnych.

Poszkodowanym może tu być zarówno obywatel, wobec którego podjęto określone czynności, jak i sam urzędnik czy funkcjonariusz. W takiej sytuacji zgodnie z art. 417 k.c. wystarczające będzie wykazanie samej niezgodności z prawem działania władzy publicznej niezależnie od tego, czy konkretnemu funkcjonariuszowi można postawić z tego tytułu zarzut.

Przykładowo wydanie bezprawnej decyzji o skierowaniu lekarza czy pielęgniarki do pracy w placówce, w której doszło do zakażenia, rodzi odpowiedzialność niezależnie od tego, czy urzędnik, który ją wydał, był w stanie ustalić, że dana osoba nie podlega skierowaniu.

Poza tym nawet wówczas, gdy żadnej bezprawności nie można się doszukać, możliwe jest przyznanie odszkodowania i zadośćuczynienia na podstawie art. 4172 k.c., jeżeli uzasadniają to „względy słuszności”. Sąd Najwyższy uczynił tak np. w wyroku z 7.03.2013 r. (II CSK 364/12) wydanym w sprawie, w której poborowy zakaził się groźną bakterią w jednostce wojskowej.

Jednak w zdecydowanie najlepszej sytuacji prawnej znajdują się poszkodowani, którzy zetkną się za patogenem w związku z – jak to formułuje art. 435 k.c. – „ruchem przedsiębiorstwa lub zakładu wprawianego za pomocą sił przyrody”.

To archaicznie brzmiące określenie (pochodzące z przepisów przedwojennych) odnoszone jest zasadniczo do działalności związanej z dużym stopniem mechanizacji oraz zwykle wzmożonym niebezpieczeństwem, np. fabryk, elektrowni, kopalni, większości przedsiębiorstw budowlanych czy transportowych.

Rozbieżności w orzecznictwie budzi możliwość zaliczenia do tej kategorii sklepów wielkopowierzchniowych czy części gospodarstw rolnych. Nie traktuje się tak generalnie szpitali, choć kilka lat temu Sąd Apelacyjny w Gdańsku zaliczył je do tej kategorii (wyrok z 28.12.2015 r., III APa 14/15).

Odpowiedzialność wspomnianych podmiotów jest niezależna od tego, czy ich działanie było prawidłowe, czy nieprawidłowe, czy poszkodowanym jest pracownik, czy osoba trzecia oraz – co może wydać się zaskakujące – czy obejmuje wszelkie aspekty ich działalności (także np. czynności czysto organizacyjne i prace biurowe).

Nie odpowiadają one jedynie wówczas, gdy jedyną przyczyną szkody jest zawinione zachowanie samego poszkodowanego lub osoby trzeciej (np. klienta) albo siła wyższa. Przy czym już kilkanaście lat temu w wyroku z 21.03.2001 r. (I PKN 319/00) Sąd Najwyższy uznał, że odszkodowanie należy się robotnikowi budowlanemu, który zakaził się gruźlicą od współpracownika, z którym stale przybywał. Nie jest to bowiem zdarzenie nagłe i gwałtowne, którego nie można było przewidzieć.

Niezależnie od tego, czy w danej sytuacji potrzebne będzie wykazanie określonych nieprawidłowości, czy nie będzie to konieczne, trzeba jeszcze udowodnić, że przyczyną zakażenia jest faktycznie zdarzenie, za które odpowiada inna osoba (np. kontakt z pacjentem bez maski ochronnej).

Może to wydawać się bardzo trudne. Jak bowiem dowieść, że zakaziliśmy się od tej konkretnej osoby? W tego typu sprawach sądy nie wymagają jednak niepodważalnych dowodów. Wystarczające jest, aby taką okoliczność wykazać „z dostatecznym prawdopodobieństwem”, co wielokrotnie było podkreślane m.in. w sprawach dotyczących zakażeń szpitalnych.

Jeżeli zatem wiadomo, że w pracy mieliśmy kontakt z osobą zakażoną, to pracodawca skutecznie nie będzie mógł się bronić twierdzeniem, że przecież mogliśmy zakazić się od nieznanej osoby na ulicy czy w sklepie.

W razie skutecznego wykazania opisanych wyżej przesłanek zakres roszczeń, których możemy dochodzić, jest szeroki. Zgodnie z art. 444 k.c. możemy domagać się zwrotu wszelkich uzasadnionych kosztów (w tym leczenia, rehabilitacji i opieki), a w przypadku częściowej lub całkowitej utraty zdolności do pracy – także renty kompensującej zmniejszone możliwości zarobkowe.

Ponadto na podstawie art. 445 k.c. przysługuje nam zadośćuczynienie za ból i cierpienie związane z chorobą oraz jej konsekwencjami. Natomiast w wypadku śmierci zarażonego koronawirusem najbliżsi członkowie jego rodziny na mocy art. 446 k.c. mogą się domagać zadośćuczynienia za doznaną krzywdę, a w niektórych przypadkach również odszkodowania i renty (np. na rzecz małoletniego dziecka zmarłego).

Bartłomiej Ostrzechowski jest adwokatem w Kancelarii Pietrzak Sidor & Wspólnicy, specjalizującym się w sprawach odszkodowawczych

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.