Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Od redakcji: tekst został opublikowany również na profilu facebookowym Elżbiety Radwan.

***

Szanowny Panie Jarosławie Kaczyński!

Uznałam, że muszę do Pana napisać tych kilka słów w przeddzień trzeciej rocznicy kapitulacji posła Jacka Sasina pod Warszawą. I mogę powtórzyć słowo w słowo za panią Iloną Łepkowską, że piszę na FB celowo, choć jak się zapewne Pan domyśla, mogłam znaleźć inny, bezpośredni kanał dotarcia do Pana.

Chciałabym jednak, aby to, co mam Panu do powiedzenia, nie ugrzęzło gdzieś po drodze u ludzi, których zadaniem od dawna jest strzeżenie Pana spokoju i dobrego samopoczucia na swój temat.

Panie Jarosławie, czas wyjść na zewnątrz i naprawdę zacząć rozmawiać z ludźmi. Jako szef partii rządzącej jest Pan odpowiedzialny za zbudowanie porozumienia w sprawie wyborów prezydenckich.

Proszę nie wyręczać się miernymi pełnomocnikami, siąść do stołu z szefami stronnictw politycznych i wypracować rozwiązanie. A kwestie organizacyjne na pewno uda się dopracować w rozsądnym czasie i w merytorycznym dialogu z samorządami.

Zdrowia i pomyślności - tego życzymy naszym bliskim i sobie przy każdej okazji. Od kilkunastu tygodni wszyscy szczególnie oczekujemy od rządu i parlamentu, by pracowały na rzecz Polek i Polaków w tych dwóch kluczowych obszarach - zdrowia i gospodarki.

Tymczasem Pana ludzie - i to jest dość powszechna opinia w społeczeństwie, której nie ugaszą krzepiące materiały telewizji państwowej - zajmują się biciem politycznej piany, by w jej oparach ukryło się, że skuteczni są przede wszystkim w pomaganiu samym sobie.

To wszystko dzieje się tu i teraz, gdy w Polsce ludzie tracą pracę, a firmy przychody. Gdy ratownicy, pielęgniarki, lekarze opadają z sił, a źle zorganizowana i niedofinansowana służba zdrowia nie ratuje zdrowia i życia tak, jak tego oczekujemy. Poniższy przykład jest jednym z wielu - w cieniu epidemii i wyborczej awantury trwa w najlepsze dojenie Polski.

Przeczytałam w piątek w internecie, że wicepremier Jacek Sasin powołał swojego kolegę Ryszarda Madziara do Rady Nadzorczej „Totolotka”, gdzie ten dostaje za jedno posiedzenie 10,4 tys. zł brutto. I nie jest to jedyne wynagrodzenie pana Ryszarda, bo u tego samego wicepremiera jest zatrudniony na stanowisku szefa gabinetu politycznego.

Jakby tego było mało, żona pana Ryszarda jest prezesem spółki skarbu państwa z jednym pracownikiem, pensją kilkanaście tysięcy złotych i samochodem służbowym. Oboje są poza tym radnymi PiS.

Pan Ryszard był przed laty burmistrzem Wołomina, wtedy swoim pełnomocnikiem z wysoką pensją zrobił Jacka Sasina (i nie była to jedyna pensja pana Jacka). Kolejne wybory na burmistrza przegrywał.

W ubiegłym roku został prawomocnie skazany za pomówienie mnie. Od roku prokuratura mieli sprawę korupcji politycznej - próby przekupienia radnej przez działaczy PiS powołujących się na wpływy pana Ryszarda u pana Jacka.

W powszechnej opinii pan Ryszard obraził się na Wołomin.

Pan Jacek w latach 2010-14 obsadzał znajomymi, kolegami i rodziną etaty w wołomińskich urzędach i spółkach z takim zapałem, że ogólnopolskie gazety publikowały całe listy beneficjentów jego wytężonej pracy.

Trzy lata temu pan Jacek zabłysnął jako twarz tzw. ustawy metropolitalnej, która miała całkowicie zmienić samorząd Warszawy i podwarszawskich gmin, przy okazji załatwiając prywatne i koleżeńskie interesy. 28 kwietnia 2017 roku, w piątek tuż przed majówką, po cichu, na skromnej konferencji pan Jacek ogłosił, że projekt zostaje wycofany z Sejmu.

W powszechnej opinii pan Jacek obraził się na samorząd.

Ale by oczywista oczywistość zaistniała i niedobry, niedopracowany projekt ustawy Sasina odszedł w niepamięć, wcześniej musieliśmy (samorządowcy i mieszkańcy) stoczyć trzymiesięczną batalię z nieudolnymi, ale zawziętymi akolitami posła Sasina, bezrefleksyjnymi obrońcami i czcicielami jedynie słusznych pomysłów.

Ta grupa chciała na siłę uszczęśliwić mieszkańców Warszawy i podwarszawskich gmin ustawą, która rzekomo miała być przygotowana przez ekspertów i skonsultowana z mieszkańcami i samorządami. To nie była prawda. Straszono nas, próbowano przekupywać, skłócić i podzielić. Wtedy powiedzieliśmy zdecydowanie: nic o nas bez nas.

I to właśnie ta ekipa, na czele z wicepremierem Sasinem i jego przybocznym Madziarem, po trzech latach ponownie rusza z wielkim atakiem na samorząd. Robią to przy okazji organizacji wyborów prezydenckich w trudnym czasie epidemii.

Samorządy od lat organizują wybory i referenda. Mają wiedzę i doświadczenie. Ale teraz nikt z rządzących nie pyta nas o zdanie, nie konsultuje się, nie rozmawia uczciwie i po partnersku. Ma rządzić tępa siła.

Tymczasem Polska jest inna, samorząd jest inny - jesteśmy silni i bogaci sumą naszych potencjałów, a nie sformatowani wspólnym mianownikiem złożonym ze strachu i korzyści.

I dzisiaj chcę Panu powtórzyć w imieniu wszystkich samorządowców - rozsądnie myślących, kochających swoje małe Ojczyzny, kochających Polskę, mających codzienny kontakt z Polakami, że tą drogą nie zwojujecie nic dobrego dla kraju i narodu.

Próbami gwałtu i przymusu wzmacniacie opór. Arogancją, chciwością władzy i pieniędzy zrażacie do siebie ludzi. Nagradzaniem lenistwa, cwaniactwa, koniunkturalności robicie ogromną szkodę społeczeństwu. Szczególnie krzywdzicie młodych ludzi, którzy dorastając, obserwują, że drogą do sukcesu przestaje być nauka i praca, bo masowo awansuje się miernych i wiernych.

Teraz jest ostatni moment na opamiętanie się: zawieszenie broni, skupienie się na głównych wyzwaniach - ochronie zdrowia i gospodarce. Nie ma innej dobrej drogi dla Polski jak dialog i współpraca.

Elżbieta Radwan

Burmistrz Wołomina

Skarbnik Stowarzyszenia Metropolia Warszawa

Członek Zarządu Związku Miast Polskich

PS Upoważniam wszystkich chętnych do kopiowania i udostępniania tego posta.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.