Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

 Oswajają nas ze strachem? Czy uczą nas się bać? A może tylko nam o tym przypominają? Że bać się należy. I że wystarczy się bać.

Wydaje mi się, że obecna władza w perfekcyjny wręcz sposób wykorzystuje nadarzającą się okazję epidemiologiczną do wytworzenia, a może tylko przypomnienia i odświeżenia w społeczeństwie uczucia strachu, podległości, poddania się. Władza rzekomo wybrana przez to społeczeństwo.

Bezwzględność zakazów i nakazów, wielu w arogancki sposób przekazywanych, a niektórych w prawie represyjny sposób egzekwowanych, a przy tym wydaje się, że arbitralnych, bo o niewyjaśnionej wystarczająco motywacji. Równie aroganckie poczynanie sobie z prawem, czy to w sejmowych dyskusjach, czy podczas przepychania niekonstytucyjnych aktów i narzucania ich równie niekonstytucyjnymi dekretami.

Manipulowanie danymi i tzw. faktami w celu wytworzenia w nieświadomym tego społeczeństwie pożądanych reakcji. Bezwzględna w swej obojętności arogancja wobec wymagających odpowiedzi obywateli. Powoli nastaje paraliż społeczny i jednostek. Niezdolnych już do stawienia oporu opresyjnej władzy.

Przez wiele lat, przynajmniej od lat 70., pozbywaliśmy się tego obezwładniającego strachu. Był to długotrwały proces, stopniowy, może mało zauważalny, ale konsekwentny. Od strachu społeczeństwo w końcu, jeszcze parę lat temu, wydawało się wolne do tego stopnia, że pojawiały się głosy o groźbie tendencji wręcz anarchizujących w jego łonie. Okazało się jednak, że strach zakorzenia się głęboko.

Każdy potrzebuje oczywiście jakiegoś, choćby dla siebie, usprawiedliwienia tego strachu. Stąd pojawiające się od kilku lat teorie „symetrystyczne”, skrajny formalizm prawny sądownictwa i administracji, łatwa akceptacja różnych pojęć tzw. demokracji przymiotnikowej (niezwykłą popularność zdobyło sobie oksymoroniczne pojęcie demokracji nieliberalnej), a szerzej – rozpowszechnione pocieszanie się, że „przecież nic się nie dzieje”. To tylko racjonalizacje mające ułatwić nam życie w samozaprzeczeniu i poddaniu się strachowi.

Władza wykorzystuje symbole dla wbudowywania, odświeżania i utrzymywania strachu. Polityczne, wizerunkowe, estetyczne (a właściwie nieestetyczne), osobowościowe. Używa całej dostępnej jej kultury popularnej, masowej. W sferze publicznej i, coraz bardziej rozpowszechnionej, w życiu prywatnym obywateli. Narzucanej w mediach, na ulicy, w organizacji (a właściwie dezorganizacji) życia społecznego, w powszechnej antydemokratycznej, opresyjnej i represyjnej, wojowniczej narracji.

Symbole są niezbędne w cywilizacji strachu, bo tworzą trwałe skojarzenia, decydujące o tym, o czym myślimy i jak myślimy, co czujemy i jak, bezrefleksyjnie, reagujemy. Symbole decydują w dużej mierze o tym, że się boimy konfrontacji z władzą, że bezkrytycznie przyjmujemy jej dyktat, że nie wyobrażamy sobie przeciwstawienia się jej.

Istotę i wagę symboliki w budowaniu kultury strachu dobrze widać było w różnicy nastawienia do Niemców między zwykłymi obywatelami Anglii a obywatelami okupowanej zachodniej Europy. Można się spotkać z opiniami, że odmienne nastawienie Anglików wynikało z tego, że nie zetknęli się osobiście z symbolem nazistowskich Niemiec: tym mitycznym, wysokim, błękitnookim blondynem, oficerem SS, starannie ogolonym i ostrzyżonym, w nieskazitelnie czystym i odprasowanym mundurze, w skórzanych rękawiczkach i błyszczących, wypastowanych oficerkach, chłodnym i bezwzględnie w swej uprzejmości obojętnym. Ten horror rodem z psychologii podświadomości mógł odegrać istotną rolę w stłamszeniu ewentualnego oporu zachodnich Europejczyków, Anglicy byli od niego wolni.

Nie da się oczywiście w żaden sposób porównać obu tych sytuacji, można natomiast dopatrzyć się podobieństwa w mechanizmie psychologicznym i socjologicznym. Osobowości opresora i ofiary i ich umiejscowienie w społeczeństwie były, są i zapewne pozostaną zawsze takie same, a skuteczne oddziaływanie często wymaga tylko symboli zastępujących rzeczywistość zdeformowaną strachem.

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.