Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Poruszony konfrontacją oficjalnych przekłamań z doświadczaną rzeczywistością, zastanawiam się: co tak wyraźnie ujawnia pandemia koronawirusa w Polsce?

Nieuczciwość i brak zaufania, które jak pajęczyna oplatają nas nie od dzisiaj.

Nieuczciwość polityków, urzędników, administratorów. W każdym razie tych najwyższego szczebla, bo to ich działania znam i to ich wypowiedzi mogę konfrontować z faktami.

Nieuczciwość i nieprzyzwoitość ludzi, na których chciałbym polegać. Konkretnych, znanych z twarzy, z nazwiska. Widywanych w telewizji, w internecie, o których czytam w prasie, o których się mówi.

Te zapewnienia, że są testy, gdy okazuje się, że ich nie ma, nawet dla przebadania pracowników służb bezpośrednio zaangażowanych w prewencję i zwalczanie infekcji (np. policjantów, informacja z 14 bm.).

Zapewnienia, że będą maseczki, kombinezony, płyny dezynfekcyjne, gdy wiadomo było, że nie będzie ich w wystarczającej ilości, wystarczająco szybko.

Manipulacje danymi: wystarczy wykonywać mniej testów, żeby móc wykazać spadek zakażeń (np. informacje, że sanepid woli pomiar temperatury niż test albo wymaga swej zgody, aby lekarz mógł test zlecić). Stosowne instytucje nie wyjaśniają tej zależności, można zdać sobie z niej sprawę tylko na podstawie informacji z niezależnych mediów.

Niezaliczanie do ofiar infekcji zmarłych poza szpitalami lub tych, którym nie wykonano testu, a jednak okoliczności śmierci wskazują na to, że spowodowana była wirusem. Na Zachodzie nie ukrywa się danych, nawet dramatycznych, bo wszyscy wiedzą, jak są istotne dla poznania i zapobiegania infekcji.

Uspokajające zapewnienia o zdroworozsądkowym charakterze wprowadzanych ograniczeń, gdy okazuje się zaraz potem, że przepisy są absurdalnie nieprecyzyjne, podatne na dowolną interpretację służb, nieuzasadnione i opresyjne (np. formalnie maseczki należy nosić nawet w swoim aucie, jadąc nim samemu). Ofiarą jest zawsze wprowadzony w błąd szary człowiek.

Czy te uniki, przeinaczenia, zwodzenie, kłamstwa, stosowane są gwoli uspokojenia społeczeństwa?

Nie wydaje mi się. Nawet gdyby taki był ich cel, nie uzasadnia to przecież ich użycia. Wynika to raczej z utrwalonego niepartnerskiego, niedemokratycznego traktowania społeczeństwa przez polityków obecnie rządzącej orientacji (nie tylko rządzącej partii, ale szerzej, ludzi o autorytarnej postawie światopoglądowej). To działania o charakterze paternalistycznym, typowe dla protekcjonalnego postępowania tego, który uważa, że wie lepiej, co dla innych dobre i co powinni wiedzieć, a o czym lepiej, żeby nie wiedzieli. To nie jest przecież nic nowego. Np. jakiś czas temu premier w trybie wyborczym został uznany przez sąd za winnego świadomego kłamstwa w trakcie kampanii wyborczej. Zresztą o politykach tej partii księgi by pisać…

O sytuacji, jaka jest w rzeczywistości, można się dowiedzieć z mediów niezależnych. Państwowe, w istocie partyjne, nazywane publicznymi, milczą na ten temat, choć w demokratycznych krajach UE media publiczne informują społeczeństwo rzetelnie i na bieżąco o problemach.

Czy prosiliśmy rządzących u nas o to, aby nie mówili nam prawdy? Czy domagaliśmy się, aby nas okłamywać?

A te różne „wrzutki”, gdy pod pozorem głosowania nad ustawą w sprawach gospodarczych cichcem wstawia się w ostatniej chwili artykuły o charakterze politycznym, niekonstytucyjnie ograniczające prawa obywatelskie. I w ten sposób, unikając wymaganej przez prawo dyskusji, przegłosowywane są one przez partię funkcjonującą jak dyktatura.

Tzw. tarcza antykryzysowa, odtrąbiona jako panaceum, o której pułapkach finansowych i ekonomicznych, niedociągnięciach, niesprawiedliwościach i nieefektywnościach promujący ją politycy milczą. Za to znowu, znienacka, w ostatniej chwili, zmieniają zapis ustawy (wykreślając kluczowe słowo „mikroprzedsiębiorstwo”). I nie z uzasadnień i wyjaśnień rządowych, tylko ze źródeł niezależnych dowiemy się wiarygodnie i zrozumiale, jak dalece "tarcza" jest niewystarczająca.

A wykorzystywanie uzasadnionego ograniczenia swobód obywatelskich dla wprowadzenia zmian ustrojowych (np. dotyczących wyborów), które konstytucyjnie mogą być wprowadzane i przeprowadzane wyłącznie w warunkach przestrzegania i obowiązywania pełni tych swobód, wymaganej w kampanii wyborczej, czy wykorzystywanie, nieistniejącej obecnie, swobody publicznego wyrażania protestu (w dyskryminującym opozycję „procedowaniu” online wniosków dotyczących istotnych kwestii społecznych, np. przerywania ciąży, edukacji seksualnej i in.).

Czy narzucanie ograniczeń, mających rzekomo obowiązywać wszystkich, podczas gdy „wybrani” „równiejsi”, politycy, w demonstracyjny wręcz sposób ich nie przestrzegają (np. zakazu zgromadzeń czy wstępu itp.), pokrętnie przedstawiając załatwianie spraw prywatnych jako wypełnianie obowiązków państwowych!

Ale nie tylko obywatele kraju są przedmiotem tych manipulacji. Rządzącym politykom chodzi też o tworzenie fałszywego obrazu swej działalności na użytek UE czy, szerzej, Zachodu. Ale nie z powodu jakiegoś absurdalnie pojmowanego poczucia honoru (choć i tym wymachują w tej swojej grotesce), tylko z powodów całkiem merkantylnych: to dzięki wsparciu finansowemu bogatszych krajów rozwijamy się dużo szybciej, niż byłoby to bez niego, a obecny kryzys przejdziemy, jak mam nadzieję, z nieco mniejsza zapaścią. Więc chodzi o to, aby ten kurek z euro był otwarty.

Nie ma w takim pragmatyzmie niczego złego. Ale zapewnienie wsparcia finansowego i inwestycyjnego ze strony Unii wymaga spełniania wspólnotowych dyrektyw i uznawania wspólnotowego prawa. I stąd znowu nieuczciwość, to mataczenie w sprawie niszczenia niezawisłego sądownictwa: zwodzenie, przeciąganie, krok w tył, dwa do przodu wobec UE, a w kraju brutalna wręcz pacyfikacja i fałszywe interpretacje orzeczeń unijnego sądownictwa czy buńczuczne zapewnienia o niezastosowaniu się do nich.

A w sprawie obecnej, kryzysowej pomocy finansowej z UE, tych przesuniętych 14 mld euro? Korzystanie z tego bez mrugnięcia okiem, co rozsądne, ale znowu: niewspominanie o tym w kraju. Przeciwnie, „zapominanie” o pochodzeniu funduszy, niewymienianie ich źródeł, niewyjaśnianie ich pochodzenia lub przedstawianie tego w sposób uniemożliwiający zwykłemu człowiekowi zorientowanie się w tym, jak efektywne i niezbędne dla nas jest to finansowe wsparcie czy zgoda UE na błyskawiczne przesunięcia między funduszami i na wydanie pieniędzy w nowy sposób. Nie ma w tym żadnego unijnego altruizmu. Tylko dlaczego jednak polscy politycy o tym milczą? Jakiś to taki małostkowy, cwaniacki „spryt”.

Czy na Zachodzie Europy, w krajach UE o ustabilizowanej demokracji, nieuczciwość sięga takich poziomów? Jestem pewien, że nie.

I stąd brak u nas zaufania.

Piszcie:listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.