Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

W telewizji sensacja. Polski premier stoi z mikrofonem przed lądowiskiem na warszawskim Okęciu i jak reporter wiadomości osobiście zapowiada lądowanie największego samolotu świata na polskiej ziemi. Mówi o tym z wielką swadą i entuzjazmem wykraczającymi poza przeciętność reporterki w naszych stacjach. Euforię tę daje się wytłumaczyć - on sam czuje się nie tylko gospodarzem ziemi, tej ziemi, ale też sprawcą niezwykłego lotu i oczekiwanego - Bóg da szczęśliwego - lądowania. Jak również źródłem wszystkiego, co ten latający kolos dla nas, Polaków, w swym wnętrzu przyniesie.

Wszyscy widzowie, ze mną włącznie, urzeczeni są podniosłą nowością w relacjach telewizyjnych, do jakiej doszliśmy - prowadzi ją sam premier, bezpośrednio z lotniska! To jest dopiero sytuacja! W granym w teatrze spektaklu "Latający cyrk Monty Pythona" takiego skeczu nie było.

Pan reporteropremier (RPP), uprzedzając fakty, uświadamia nam, że na pokładzie ukraińskiego antonowa przylecą już za chwilę maseczki do pandemicznego zakrywania twarzy, przyłbice i kombinezony antykoronawirusowe. Czyli sprzęt, który powinien był przylecieć dwa miesiące wcześniej, zanim wybuchła zaraza. Ale wtedy było to raczej niemożliwe, ponieważ zarówno premier, jak i odpowiedzialny za takie zaopatrzenie minister zdrowia przebywali na nartach. No i poza tym nie było dokładnie wiadomo, czego i ile dokładnie będzie potrzeba, bo jeszcze zaraza była poza RP. O tym już jednak RPP nie wspomina, bo to nie należy dziś do rzeczy.

Podbudowuje natomiast naszą radość i dumę z użytego do tego transportu samolotu, trzy razy większego, niż był tu potrzebny, bo służącego z założenia do przewozu promu kosmicznego i adekwatnie do tego - trzy razy droższego.

Musimy jednak wziąć pod uwagę, że zwykłe NATO-wskie transportowe rusłany, które używane były do takiego samego celu przez chwiejną w swej postawie Francję, niewielkie Czechy czy pasywną w polityce europejskiej Belgię, nie byłyby godne polskiej rangi w Europie.

Cieszmy się i radujmy - zdaje się nawoływać RPP w swojej żarliwej relacji. I trafia celnie w nastrój ulicy, nawet dokładnie ulicy Wirażowej, koło lotniska, która wypełniła się na ten moment tłumem ludzi chcących bezpośrednio odczuć powiew narodowej dumy. Przybyli tam pomimo rządowego zakazu wychodzenia z domu, a tym bardziej tworzenia zgromadzeń, ale w klimacie entuzjazmu policja straciła swoją epidemiologiczną stanowczość i zamiast łupać mandaty, zaczęła kierować ruchem nadjeżdżających samochodów i wędrujących tłumów, aby odpowiednio zorganizować powitanie latającego obiektu. Zgodnie z intencjami premiera.

Epidemia odsłania zwyczajną prawdę o naszej rzeczywistości. Jest godna wielkiego ptaka.

Piszcie: listy@wyborcza

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.