Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

List otwarty do Prezydenta RP

Panie Prezydencie

bardzo chciałbym uzyskać od Pana odpowiedź odnośnie oceny zagrożeń w Polsce, którą chętnie zacytuję w mediach.

Kilka lat temu zgłaszałem na policję skargę, że mam palącego tytoń sąsiada i dym z papierosa zawierający wiele szkodliwych składników trafia do mojego mieszkania, w którym przebywa niemowlę. Policja mnie wyśmiała, sąsiad w zemście oskarżył przed sądem, gdzie moje uwagi na ten temat również zostały zignorowane przez panią sędzię prowadzącą sprawę.

Jak to jest, że palacz tytoniu nie stanowi żadnego zagrożenia, chociaż rocznie z powodu palenia umiera ok. 60 tysięcy osób, natomiast zamyka się parki i lasy, bo ktoś umarł na wirusowe zapalenie płuc?

Dlaczego tak jest, że kiedy zgłaszam do Państwowej Inspekcji Sanitarnej, że od wielu lat nie przeprowadza się dezynfekcji szybów zsypowych w wieżowcach licznych osiedli mieszkaniowych i aż czuć na korytarzach drażniący fetor metanu będącego produktem przemiany flory bakteryjnej, inspekcja informuje, że nie jest zainteresowana problemem oddychania metanem. Natomiast wymusza się na społeczeństwie noszenie kagańca ze szmaty na twarzy podczas spacerów na świeżym powietrzu?

Na czym opiera się Wasza rządowa skala zagrożeń społecznych, skoro wszystko robi się w trosce o nasze bezpieczeństwo, jednocześnie ignorując nasze bezpieczeństwo. To taka zabawa?

I proszę nie usprawiedliwiać, że coronavirus to zemsta Boga, bo o epidemiach tych białek pisano już w latach 60. i jako chłopiec oglądał Pan o tym filmy.

Może prezydentami powinni być autorzy książek, bo oni są jakoś bardziej przewidujący.

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.