Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Szeptaliśmy. Prosiliśmy. Krzyczeliśmy. Zdzieraliśmy gardła. Nasz krzyk szedł w próżnię. Polecano nam zmienić pracę, wytykano brak ambicji, namawiając na studia lekarskie, wmawiano, że tego zawodu da się wyuczyć w parafialnej salce na dwutygodniowym kursie, odmawiano możliwości istnienia radości z wykonywanej pracy.

Przyszła pandemia z - wydawałoby się - futurystycznych książek. Ale nie, specjaliści dawno ostrzegali przed takim zagrożeniem. Nadal nie widziano potrzeby zmiany systemu na taki, w którym pielęgniarki i pielęgniarze nie musieliby pracować w dwóch miejscach (teraz to społeczny akt oskarżenia wobec nas), często ponad siły, na umowach nieróżniących się niczym od pracy w szeroko pojętych usługach, bez prawa do chorób zawodowych, na które większość choruje. Wybuchła pandemia i... w takich historiach powinien pojawić się przełom. Ale nic się nie zmieniło.

Dostajemy brawa na balkonach rano, a wieczorem oddelegowanie na inny oddział. Powszechny szacunek w memach, a pogardę w sklepie. Maseczki od prywatnych sponsorów, a od pracodawców zapewnienie, że ochrona nie jest w sumie potrzebna. Część z nas krzyczy o uwagę w strojach bohaterów, część przygotowuje skrypty, część analizuje prawo, inni mówią, jak jest, za co macha im się paragrafami zamiast notesem potrzeb i szybkich dostaw. Pesymiści depresyjnie szykują piosenki na pogrzeb, optymiści biorą maskę przeciwgazową pod pachę i liczą na scenariusz z dobrym zakończeniem. Profesjonalizm sprawia, że pracujemy tak jak zawsze, tyle że w większym napięciu.

Społeczeństwo w większości wspiera nas, siedząc w domu, narzekając na nudę, ale dostarczając nam sprzęt i jedzenie. W rankingu zaufania może przeskoczymy na pierwsze miejsce (choć zawsze byliśmy w czołówce). Nie liczę, że doświadczone pandemią pielęgniarstwo w Polsce zmieni się szczególnie; byle nie było gorzej.

Prosiłbym społeczeństwo, żeby w dobie kryzysu pozwalało nam pracować (od siebie wymagamy cały czas pełnego profesjonalizmu), oceny i instynkt samozachowawczy odkładając na choćby pięć minut. Taki zawód wybrałem, więc szykuję się na dyżur bez marudzenia, ale w interesie społecznym jest teraz przyglądanie się pielęgniarstwu z zachowaniem możliwie największego obiektywizmu.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.