Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

– Wszystko, co robimy, musi prowadzić do zaprzestania rozprzestrzeniania się koronawirusa w Polsce – rozpoczął Mateusz Morawiecki. Jakiś naukowiec bardzo ładnie to nazwał – rozprzestrzenianie się, czyli transmisja koronawirusa. No i tu jest pytanie: co w kontaktach ludzkich najlepiej zapobiega transmisji? Maska.

Jak żołnierz jest w strefie zagrożenia chemicznego lub biologicznego, to mu się mówi: „Załóż najpierw maskę, a potem dopiero rób co innego”. Podczas wybuchu atomowego państwo nie jest w stanie zapewnić ochrony wszystkim obywatelom, ale musi im powiedzieć, co należy zrobić, aby skutki wybuchu zminimalizować. I tutaj jest taka sama sytuacja – profesjonalnych masek nie ma, to trzeba ludziom powiedzieć, aby sobie sami robili maski z co najmniej trzech-pięciu warstw tkaniny bawełnianej.

Nośmy maski w miejscach publicznych i zamkniętych – chodzi o metro, autobus, tramwaj, miejsce pracy, sklep spożywczy, aptekę. Tam ludzie są w bliskim kontakcie i nie ma wiatru, dlatego wirus utrzymuje się dość długo, i to tam są ogniska zapalne koronowirusa. Zabezpieczeniem są maski.

Zdaniem prof. Krzysztofa Simona, ordynatora oddziału zakaźnego wrocławskiego szpitala przy ul. Koszarowej, Polska nie była przygotowana na epidemię. – Wyszły skrajne niedobory sprzętu jednorazowego użytku – uważa ordynator. W jego opinii w kraju powinien zostać wprowadzony obowiązek chodzenia w rękawiczkach i maseczkach ochronnych, a niektóre obostrzenia powinny zostać poluzowane.

Ja bym dodał jeszcze, że ludzie powinni chodzić w maskach, rękawiczkach i dodatkowo nawet w zwykłych okularach przeciwsłonecznych dla ochrony oczu.

Od początku pandemii Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) głosiła, że maski na twarz mają być noszone tylko przez tych, którzy już są chorzy, i tych, którzy się nimi opiekują. Ale przecież ludzie mogą zakażać, nie mając objawów, każdy więc powinien je nosić jako środek ostrożności – argumentują z kolei zwolennicy zasłaniania ust i nosa.

We Francji tzw. strategiczne zapasy masek utworzono na początku wieku, kiedy rząd obawiał się pandemii ptasiej grypy; spadły z 1,4 mld sztuk w 2012 r. do 150 mln sztuk w 2020 r. Jedna maska kosztuje np. 4 zł, koszt nie jest więc wysoki. Po pandemii nasze państwo powinno przygotować się na ewentualność kolejnej i zrobić potężne zapasy masek, w liczbie np. 1 mld sztuk, aby w przyszłości wystarczyło dla służb medycznych i wszystkich obywateli.

Wtedy państwo powinno je rozdawać lub sprzedawać po minimalnej cenie, np. 1 zł, a to i tak będzie mniejszy koszt niż koszty całej służby zdrowia postawionej na nogi plus koszty leczenia zakażonych, nie mówiąc już o kosztach zapaści gospodarczej, spadku dochodów budżetowych i konieczności dotowania przedsiębiorców. Państwo powinno dotować produkcję masek, powinny być one produkowane w Polsce jak artykuł strategiczny.

Mieszkająca w Nowym Jorku polska pulmonolog dr Iwona Rawinis porównała w rozmowie z PAP rozprzestrzenianie się koronawirusa do rozpędzonego pociągu, którego nie daje się zatrzymać. Według specjalistki izolacja ma kluczowe znaczenie, a używanie masek, nawet domowego wyrobu, w miejscach publicznych również ogranicza transmisję wirusa.

Bardzo prosimy – nie zwlekajcie z wprowadzeniem obowiązku noszenia masek na twarze w miejscach publicznych w Polsce. Prosimy również redaktorów i wydawców mediów, aby nie publikowali artykułów podważających zasadność noszenia masek; przecież to jedna z metod walki z koronawirusem, używana zresztą z powodzeniem przez służby medyczne.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.