Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Epidemia koronawirusa sprawiła, że odczuwamy lęk i boimy się o swoją przyszłość. Nie wiemy, jak długo jeszcze będziemy musieli żyć w odosobnieniu. Dla wielu z nas najbliższe Święta Wielkanocne będą pierwszymi, które spędzimy bez najbliższych.

Seniorzy, nasi dziadkowie – osoby, które tak bardzo kochamy i o które wyjątkowo się teraz troszczymy – odczują to szczególnie boleśnie. Nie możemy tego zlekceważyć.

„Gazeta Wyborcza" wspólnie z Wysokimi Obcasami, PubliconemGet Hero i Wykopem rozpoczynają akcję społeczną #ZadzwonDoDziadkow.

Chcemy namawiać naszych czytelników, by w tym trudnym czasie zatroszczyli się o swoich najbliższych. Nie możemy się spotykać, ale możemy dzwonić, przesyłać zdjęcia, opowiadać o swoim tu i teraz, doradzać i praktycznie pomagać.

Link do wydarzenia na Facebooku.

#ZadzwonDoDziadkow#ZadzwonDoDziadkow #ZadzwonDoDziadkow

O tym, jak się troszczyć o bliskich, rozmawiamy z psychiatrą i terapeutą prof. Bogdanem de Barbaro.

Anita Karwowska: Rodzina wyjdzie z epidemii mocniejsza czy pokaleczona?

Prof. Bogdan de Barbaro, psychiatra i terapeuta, były kierownik Katedry Psychiatrii Uniwersytetu Jagiellońskiego, superwizor Sekcji Naukowej Psychoterapii Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego:

– Opadają zasłony. To, co do tej pory się tliło, uwyraźnia się. W rodzinach, które trawił konflikt, może osiągnąć on teraz punkt kulminacyjny. Tam, gdzie ludzie wcześniej potrafili i chcieli być blisko, tej bliskości, mimo fizycznej rozłąki, nie brakuje. Troszczą się o siebie, słyszą nawzajem swoje potrzeby i reagują na nie.

Mija miesiąc narodowej kwarantanny. Przed nami święta inne niż wszystkie poprzednie, bo osobno. Nie będzie odwiedzin, międzypokoleniowych rozmów przy stołach. Czego starsze osoby potrzebują od swoich dzieci i wnuków?

– Każdy przeżywa tę izolację inaczej. Im więcej rozmawiam online z pacjentami i innymi terapeutami, tym bardziej przekonuję się, że nie ma reguły na to, co robi z nami ta kwarantanna. Uniwersalne jest natomiast to, że wola życia inna jest u ludzi, którzy są w sieci międzyludzkiej. Osaczenie samotnością jest dewastujące, osłabia odporność biologiczną i psychologiczną.

Starajmy się wykorzystać ten czas na otwarcie uczuciowe i bliskość, o której może zapomnieliśmy. Myślę, że dziś rodzice i dziadkowie przede wszystkim potrzebują świadomości, że bliscy są naprawdę bliscy, zarówno uczuciowo jak i praktycznie. Trzeba dać im poczucie pewności, że myślimy o nich i jesteśmy, by pomóc. Używajmy komórki nie tylko do pracy czy rozrywki, ale pielęgnujmy z jej pomocą relacje, bo dziś inaczej się nie da. Chrońmy ich, by nie dali się wciągnąć w wir lęku.

Dzwońmy do rodziców i dziadków, łączmy się z nimi przez Skype'a, Zooma czy cokolwiek, co może być dziś pomostem pomiędzy rozdzieloną rodziną. Troszczmy się o to, czy mają leki, pytajmy, czy niczego im nie brakuje. Przypominajmy, że bez prawdziwej potrzeby nie powinni wychodzić.

Koronawirus okazuje się najgroźniejszy dla starszych i chorych. To oznacza życie w ciągłym niepokoju i niepewności o jutro.

– Te lęki rozkładają się po równo, boją się i młodsi, i starsi. To, jak przeżywamy ten stan zagrożenia, jest indywidualne, nie zależy od wieku. Wiele starszych osób patrzy na to, co się teraz dzieje spokojniej, bo odwołują się do często bardzo trudnych doświadczeń życiowych, choćby ci najstarsi – do czasu wojny.

Zahartowane pokolenie starszych Polaków może dziś być bardziej zdystansowane wobec rzeczywistości niż wielu młodych, którzy już mieli lecieć w kosmos sukcesów zawodowych, a teraz ten lot się zatrzymał.

Kiedy zaczęła się epidemia, powiedział pan w jednym z wywiadów, że to czas, w którym warto robić coś dobrego dla siebie lub innych i działać tak, by mieć poczucie, że nie jest się biernym, bezsilnym, bezwolnym. Co to znaczy w relacjach?

– To jest ta moja ulubiona rada Marka Aureliusza: „Jeśli widzisz, że złe rzeczy dzieją się dookoła, to znajdź dla siebie jakąś dobrą cząstkę działania".

#ZadzwonDoDziadkow#ZadzwonDoDziadkow #ZadzwonDoDziadkow

Wszyscy zaleźliśmy się w nowej sytuacji, która uczy nas czegoś nowego o sobie samych. Dostarczono nam lustro, w którym możemy przyjrzeć się sobie, relacjom z ważnymi dla nas ludźmi.

Skoro zwolniliśmy, to warto uważniej przyjrzeć się światu, by znaleźć kogoś, dla kogo można zrobić coś dobrego. Wśród najbliższych, ale i szerzej, np. dołożyć się finansowo do paczek świątecznych dla potrzebujących, zrobić coś dla lekarzy i pielęgniarek. Spectrum działania jest szerokie.

Tę myśl, by w tym złym czasie robić dobre rzeczy, każdy może spożytkować inaczej. Ja na przykład staram się być pomocny jako terapeuta, przydaję się moim pacjentom podczas prowadzonych przez Skype'a konsultacji.

Jeśli tego nie zrobimy, to gdy za pół roku będzie po wszystkim, zrobi się nam wstyd, że nie umieliśmy być lepsi.

Pańscy bliscy troszczą się o pana?

– Osobiście to w ogóle nie pasuję do tej rozmowy o rozłące i samotności i mogę tylko innych tym swoim przykładem rozzłościć. Mnie jest blisko do bliskich i im blisko do mnie. Tak się wszystko dobrze ułożyło, że w naszym domu na wsi są teraz ze mną wnuk i jego rodzice. Uciekli tu przed epidemią z miasta. Jesteśmy dla siebie. A niedaleko mieszka też drugi wnuczek, czuję się więc dziś szczęściarzem.

Przepraszam, ale muszę już kończyć. Wnuk właśnie woła z ogrodu.

***

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.