Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Uświadomiłam sobie, że ja go wcale nie znam. Pomyślałam: ten człowiek jest zły, zimny, małostkowy, czasami okrutny.

Sporadycznie stosuje przemoc fizyczną. A to pchnie mnie do wanny z bardzo gorącą wodą i wmawia, że sama się "wepchnęłam", a to podczas romantycznego wieczoru wtargnie analnie, tłumacząc się, że "dziurki" mu się pomyliły. Śmiejąc się z całej sytuacji.

Przez tydzień czułam ból i miałam nieprzyjemne dolegliwości z tego powodu. Na następny dzień podchodzi, przytula, rozśmiesza, bo to wszystko zawsze jest niechcący, a i temat jest zabawny - odbyt - poczucie humoru na poziomie czwartoklasisty.

Śmieje się z mojej oponki brzusznej, to prawda, wyhodowałam ją sama, na pewno związane jest to z moją trzecią ciążą, którą przeszłam fatalnie. Krwawiąc, zaczęłam rodzić w 22 tygodniu, doleżałam i urodziłam w 34. Psychika mi wtedy siadła, jedzenie sprawiało przyjemność. Tylko tyle.

Dzieciaki go uwielbiają, bo jest "fun dad".

Przypomina mi się taka sytuacja, która świetnie oddaje moją codzienność w relacjach ja - dzieci - mąż. Starsza córka na dwa dni przed wyjazdem harcerskim dowiedziała się, że zwolniło się miejsce i że może jechać z grupą. Ona szczęśliwa, ja zorganizowana i skupiona robię listę rzeczy do zabrania, do kupienia, co jeszcze jej wyprać? Ach, wyprasować mundurek.

Tata wraca z pracy, cieszy się razem z naszym Zuchem, ja, krzątając się po kuchni, rzucam co chwilę hasłami: "a to spakowałaś? Nie zapomnij szczoteczki! A legitymację schowałaś? Nie możesz wziąć komórki, ale druhna mówiła, że będzie można raz dziennie do Was dzwonić itd, itp. Na co mała, znudzona pytaniami, odpowiada, przekręcając oczami: 'TAK, MAM, Ok'".

Tata mówi tylko jedno. "Pamiętaj pod żadnym, ale to żadnym pozorem nie wolno karmić niedźwiedzia w lesie". Wybuchamy śmiechem. Lila całuje go w policzek i mówi, że tatuś zawsze jest taki zabawny.

W tym momencie czuję, jakby ktoś mi strzelił w klatkę piersiową. Dochodzi do mnie, że tatuś zawsze będzie tym fajniejszym, lepszym rodzicem, bo ma mnie.

To ja odwalam zawsze całą robotę, a on kładzie tylko "wisienkę na torcie". I jeszcze każdy psycholog mi powie, że to moja wina, że na to pozwoliłam, ba, że do tego doprowadziłam nadopiekuńczością.

Panowie i panie, specjalnie panowie są pierwsi, to do Was, tak działa człowiek inteligentny emocjonalnie, kobieta! Jest potrzeba, jest rozwiązanie. Jest zadanie, to je wykonujemy.

Planujemy, by życie nas jak najmniej zaskoczyło. Chcemy z Wami rozmawiać, by dojść do jak najlepszego rozwiązania. Raz problemy rozwiązujemy poprzez indukcję, a raz dedukcję.

Współczujemy, współprzeżywamy, jesteśmy empatyczne. Szanujcie nas, Panowie!

Czasami szacunkiem jest odejście. Tylko z równym podziałem obowiązków, bierzcie na siebie zobowiązania, które do Was należą.

Piszę to wszystko, bo ja też jak my wszyscy w dobie COVID -19 i zamkniętych domów mam nadzieję na znalezienie lekarstwa, tylko że na wirusa pogardy. Izolacja obnaża nas i pokazuje wszystko, co zepsute.

Jeśli są chęci z obu stron, to leczmy, jeśli nie, ratujmy siebie!

Imię i nazwisko autorki do wiadomości redakcji
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu

Wypróbuj prenumeratę cyfrową Wyborczej

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych,
lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej.