Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Mieszkam na Młocinach w nowym bloku. Siedzę zamknięty w domu już od prawie trzech tygodni.

Od trzech tygodni w mieszkaniu obok prowadzony jest remont - od 9 rano kucie ścian młotem pneumatycznym i walenie młotem.

Dzwoniłem na policję. Powiedzieli, że cisza nocna trwa od godz. 22 do 6 rano, a poza tymi godzinami każdy ma prawo robić [w swoim domu], na co tylko ma ochotę.

Zadzwoniłem do urzędu dzielnicy, gdzie przekierowali mnie na linię pomocy. Tam uprzejma pani wytłumaczyła mi, że wolnoć, Tomku, w swoim domku i każdy musi się teraz czymś zająć.

Zapytałem, czy to nie radni wybrani przeze mnie mają obowiązek walczyć o moje prawa? Usłyszałem, że nikt żadnych praw nie łamie, wszystko jest w porządku.

Okazuje się, że żyję w państwie, w którym mam same obowiązki i absurdalne kary za złamanie czegokolwiek.

A prawo mam jedno - zamknąć mordę i siedzieć jak w Guantanamo, gdzie stosowane były tortury hałasem.

Macie podobne doświadczenia? Piszcie: listy@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.