Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że czeka nas orwellowska rzeczywistość.

Należę do  kręgu starych zapaleńców (mam prawie trzydziestoletni staż) z masą nowych pomysłów, które się nigdy nie wypalają. Przeżywałam różne reformy i zawsze sobie mówiłam, że ludzie przeżyli nie takie rzeczy!  A jednak!

Jestem nauczycielką...

To, co się zadziało w polskiej szkole, poraża. Nie jesteśmy przygotowani do zdalnego nauczania i to nie dlatego, że brak nam chęci i umiejętności. Wystarczy, żeby zdechł internet... I wszystko zdycha. Ministerstwo założyło dla własnej wygody, że nauczyciele i uczniowie mają super sprzęt, wyposażony w nie wiadomo jakie oprogramowanie i  szybki internet bez ograniczeń. Prawda pokazuje, że król jest nagi. Mamy XXI wiek. Wielu z moich uczniów ma w domach stare komputery, rodzice nie kupują nowych, bo dzieci korzystają ze smartfonów i mają w nich praktycznie wszystko, czego im potrzeba. Ale nie wszystko można zrobić na smartfonie!

Nikt nie wziął pod uwagę, że do jednego komputera w domu ustawi się kolejka. Zdalnie mają pracować w domach także rodzice.  Do łez uśmiałam się, oglądając memy... A potem zachciało mi się płakać z rozpaczy. Nikt nie pomyślał, co się dzieje w polskich domach.

Zostałam zobligowana do realizacji podstawy programowej ze swojego przedmiotu przez dyrektora, MEN, ale przede wszystkim przez swoje sumienie!

... i matką

Rozumiem w pełni konsternację rodziców. Moje dziecko siedzi od rana do wieczora przy komputerze, sprawdza pocztę na e-dzienniku, odrabia, robi zdjęcia, wysyła pliki. Denerwuje się, że czegoś nie może otworzyć i przeczytać, że internetu nie ma (wina kablówki), a zrobione zadania trzeba wysłać do konkretnej godziny. Jestem cierpliwym, łagodnym z natury człowiekiem, ale trafia mnie szlag, gdy zarzyna się dzieci nawałem prac. Każdy zadaje od siebie i nie ma w tym wszystkim umiaru. Jako typowy human nie ogarniam przedmiotów ścisłych, z językami obcymi też mi nie po drodze. Nie potrafię pomóc własnemu dziecku.

Z drugiej strony staram się zrozumieć nauczycieli. Tylko patrzeć, jak zacznie się medialna nagonka: jacy to durni, leniwi, nieprzygotowani. Kuratoryjne kontrole, straszenie, rozliczanie, sprawdzanie, ocena efektywności, sprawozdania, papierologia...

Brakuje tylko, żeby kazali dzieciom wszystko nagrywać i wysyłać filmiki na dowód, że siedzą w domu, pracują, wykonują posłusznie polecenia i nie burzą się!

Moje dziecko się burzy - dostało nieobecność na lekcji, bo nie weszło do godziny 18 na pocztę i nie odczytało wiadomości wysłanej o 16.45... Niestety, zdechł nam internet... A kiedy odpalił, było po śliwkach. Co tam i tak nie wysłałoby zadania z załącznika - nie chciał się otworzyć. Pierwszy raz spotkałam taki program i moje dziecko też! Cóż?!

Co nas nie zabije, to nas wzmocni?

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.