Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Krótko o edukacji córki i syna (5. klasa podstawówki):

1. Uczeń dostaje zadania z informatyki – wymagają instalowania programów Libre Office i PowerPoint. Niby nic wielkiego, ale dziecko sobie z tym nie radzi. Nie każdy rodzic sobie poradzi.

Dziecko musi naprawdę się wysilić, by się połapać w tych platformach i programach, odpowiednio pracę zapisać. Jest to bardzo czasochłonne – kilka godzin, na pewno nie jedna lekcja, jak byłoby to w szkole.

2. Niektórzy nauczyciele życzą sobie przesyłania filmów (np. jak dziecko ćwiczy). Dziecko nie jest w stanie zrobić samo filmiku i skrócić go tak, żeby się wysłał mailem – pani podała adres, na który cała szkoła ma przesłać filmy.

3. Matematyka. Idzie dobrze, ale tylko dlatego, że istnieją filmiki na YouTube. Bo nauczyciel nie ma internetu, rwie się łączność, sam nie jest w stanie nic przekazać.

4. Przesyłanie prac – jest chaos. Niby przez Librus, ale tam nie załączają się większe załączniki, wielu nauczycieli podało prywatne maile – potem zmieniali na inne, bo zorientowali się, że ich skrzynki zostaną zapchane. Jest chaos, który mail w końcu jest w użyciu, a nauczycieli jest kilkunastu. To w sumie rodzic wszystko koordynuje – dziecko w życiu by się w tym samo nie połapało, które prace kiedy wysyłać, z którego przedmiotu, na które maile.

5. Technika. Rodzice uczą dzieci, jak wszystko robić, bo internetowa lekcja nie wystarczy, by np. chłopak nauczył się ściegu dzierganego i obszył worek.

6. Problemy z kamerami i dźwiękiem – co którejś osobie wysiada kamerka, fonia, prąd albo coś jeszcze innego. Klasa jest dość dobrze sytuowana, więc potencjalnie te dzieci mają bardzo dobry sprzęt w domu.

7. Stanowczo potrzeba innych spotkań niż lekcyjne – powinno się organizować klasowe spotkania rozrywkowe i na luzie, np. japońska imprezka tematyczna czy gry w słówka i zagadki, kalambury, czy coś, Dla śmiechu i rozrywki oraz integracji. Bo dzieci są też zestresowane tą całą sytuacją.

8. Prace domowe. Ogólnie jest roboty sporo, ale dajemy radę. Powinno się odpuścić angażujące prace z informatyki, plastyki, techniki, muzyki. To nie jest na to czas. Powinno się realizować minimum programowe, a trudniejsze zadania dawać tylko chętnym dzieciom.

PS. Mamy bardzo dobrą szkołę, z mądrymi nauczycielami, jest to szkoła płatna i mała. Nie wyobrażam sobie, co się musi dziać w małych miasteczkach w kiepskich szkołach. Nie wyobrażam sobie, co dzieje się w rodzinach patologicznych, gdy w czasie lekcji np. tata jest pijany. Nie wyobrażam sobie, jak sobie radzi rodzina z piątką dzieci w wieku szkolnym i ile muszą mieć komputerów, miejsca do pracy, tuszu do drukarki i czasu rodziców do koordynowania tego. Nie wyobrażam sobie, by jakieś dziecko nie otrzymało promocji do klasy następnej w tym całym bałaganie. Powinna być amnestia dla najsłabszych!

 Piszcie: listy@agora.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.