Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Popołudnie czwartek 19 marca 

Pacjent ma gorączkę 38,5 stopni, kaszle. Ma cukrzycę, kaszel niby się utrzymuje od wielu miesięcy. Jego partnerka też ostatnio przeziębiona, osłabiona. Dzwoni na infolinię NFZ. Po kilku prostych pytaniach i przejściu do bardziej szczegółowych zostaje odesłany do sanepidu. 

Sanepid nie odbiera, nie działa też telefon do interwencji nagłych. Jest godzina 17.00, przyjmują do 16 (ponoć 24 h). Dzwoni w końcu do szpitala MSWiA. Po dyskusji, że sanepid nie odbiera, każą mu dzwonić do szpitala bliższego miejsca zamieszkania. Ale tam nikt nie odbiera. W końcu wsiada w samochód (na szczęście prywatny) i jedzie.

W części zakaźnej szpitala dostaje informacje, że ma czekać przed wejściem. Jest 7 stopni na dworze, ma nadal gorączkę 38,5. Czeka 3 godziny. O 20.00 nadal nikogo nie ma, wreszcie ktoś przypomina sobie o  nim o 20.30. Kolejne 2 godziny spędza, wypełniając ankietę dotyczącą objawów i przemieszczania się. Lekarz po zbadaniu stwierdza, że nie ma gorączki. Pacjent się upiera, że gorączkę ma od wczoraj, źle się czuje, kaszle. Po kolejnej godzinie dostaje wypis, ale upomina się o wymaz, pobrali. Wg wypisu wyniki mają być następnego dnia, do tego czasu panadol i syrop na kaszel.

Piątek 20 marca

Pacjent dzwoni - wyników nie ma. Telefon do laboratorium w szpitalu po wyniki czynny 9-14.

Sobota i niedziela 21 i 22 marca

W weekend nieczynne.

Poniedziałek 23 marca

Dzwoni o godz. 9 i 14 - wyników nie ma.

Wtorek 24 marca

Znów dzwoni - wyników nie ma. W sanepidzie mówią, że trzeba czekać. Żadnych tłumaczeń, czemu tak długo.

Popołudnie w środę 25 marca

Jest wynik, po 6 dniach. Pozytywny. Zero zaleceń, informacji, co dalej. Każą czekać na telefon z Sanepidu, nie mogą udzielić żadnych informacji.

Czwartek 26 marca

Telefon do sanepidu (bo sam sanepid nie zadzwonił). Sanepid nic nie może zrobić, bo nie ma informacji przekazanych ze szpitala do nich, wiec oficjalnie zachorowania nie ma.

Piątek 27 marca

Telefon do szpitala. Dostaje informację, że zapomnieli przekazać informację do sanepidu. Teraz tam dzwonią, ale w sanepidzie nikt nie odbiera. Nie mówią, co pacjent ma teraz robić, kiedy może zakończyć kwarantannę, kiedy zostaną pobrane kolejne próbki, by oznaczyć obecność lub brak wirusa.

W tym czasie rozwija się pełen wachlarz objawów. Utrata węchu i smaku (od soboty 21 marca), nadal kaszel suchy, gorączka na szczęście spadła od paru dni. Poza tym silne osłabienie, bóle mięśni, głowy, biegunka. Codziennie coś nowego. Przez cały okres od pobrania próbki aż do czasu obecnego brak ujęcia pacjenta pod kwarantannę obowiązkową. Pacjent zakłada, że zanim obejmą go kwarantanną, to zdąży wyzdrowieć. Dla dobra wszystkich kwarantannę nałożył sobie sam. W końcu jest jednym z tych nielicznych szczęśliwców, którzy są pewni, że mają wirusa. A nie, na przykład, chodzą beztrosko i zakażają, nie mając nawet o tym pojęcia, że ktoś przez nich umrze.
---
Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.