Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Anita Karwowska, Waldemar Paś: - Epidemia koronawirusa z dnia na dzień zamroziła branżę usług fryzjerskich, kosmetycznych, salony spa, pracę fizjoterapeutów. W Polsce daje ona pracę kilkuset tysiącom ludzi. Co ich czeka?

Stefan Batory, współtwórca i właściciel aplikacji Booksy*: - Dramatyczne konsekwencje odczuwają właściciele tych salonów i ich pracownicy.

Bez zleceń zostało dziś również wiele innych biznesów, ale są wśród nich branże, które mogą wyjść poza tradycyjną formułę działalności i przynajmniej w części przenieść się do sieci.

Restauracje sprzedają posiłki na wynos, firmy szkoleniowe prowadzą więcej zajęć online, lekarze, zajęci jak nigdy wcześniej, udzielają przynajmniej część porad przez telefon i internet. Takie przestawienie się jest trudne, wymaga zmiany nastawienia i dobrej organizacji, ale jest możliwe.

Takiej szansy nie mają przedsiębiorcy, którzy świadczą usługi wymagające osobistego spotkania z klientem i kontaktu fizycznego.

- Nie da się ostrzyc, pomalować paznokci czy zrobić masażu zdalnie. Jest to więc jedna z branż, które zostały najszybciej i najmocniej dotknięte konsekwencjami obecnej sytuacji.

Właściciele salonów stoją dziś przed dramatycznymi wyborami i decyzjami.

Obserwowałem, jak w naszej aplikacji w ostatnich tygodniach topniała ilość rezerwacji wizyt. Dwa tygodnie temu spadła o 20 proc. W kolejnym tygodniu o kolejne 75 proc. Dziś ruch zamarł o 99 proc.

Jakie szanse na przetrwanie mają ci usługodawcy?

- Według amerykańskich analiz w USA właściciele małych biznesów mają oszczędności na średnio 27 dni, a branża beauty, o której rozmawiamy - tylko na 21 dni. Po tym czasie nie będą mieli środków na opłacenie czynszu i wypłatę wynagrodzeń. A czas już przecież leci.

Jakie oszczędności mają polskie salony?

- Jesteśmy uboższym społeczeństwem, te zasoby są jeszcze mniejsze. Nawet salony z wysokimi obrotami nie mają dużych zapasów gotówki, a za to zwykle znacznie większe kredyty.

Mówimy o stu tysiącach biznesów zatrudniających 300 tys. ludzi. Obawiam się, że ten trudny czas potrwa dla nich dłużej niż dla pozostałej części społeczeństwa.

Nawet kiedy świat zacznie wracać do normalności, zaczniemy wychodzić do pracy i po zakupy, to jeszcze długo będziemy bardzo ostrożni, nadal ograniczając międzyludzkie kontakty, w tym wciąż z rezerwą podchodząc do branży beauty.

Dlaczego ta rezerwa będzie tak wielka?

- Możemy dziś tylko snuć rozważania, jak długo potrwa kwarantanna i czym się zakończy. Czy wirus zniknie, czy będzie z nami dalej, ale rząd nie chcąc ryzykować społecznej furii, pozwoli nam znów wychodzić na ulice.

W takim scenariuszu, gdy koronawirus wciąż będzie stwarzał niebezpieczeństwo, ale nie będzie generował już takich ograniczeń, wielu ludzi nadal nie będzie chciało korzystać z takich usług. Zbankrutuje może nawet 90 proc. tych małych firm, bo dalsze płacenie czynszu i pensji oznaczałoby kolejne długi.

Kilkaset tysięcy ludzi zostanie bez pracy.

- Likwidacja miejsc pracy będzie lawinowa, bo nawet jeśli część salonów się odbije, to po zwolnieniu pracowników ich właściciele będą próbowali na początku obsłużyć klientów własnymi siłami, bojąc się, że poprawa jest chwilowa.

Będzie musiało minąć sporo czasu, aby zaczęli na nowo zatrudniać. A przecież dla gospodarki mniejszym kosztem jest ratowanie miejsc pracy niż walka z bezrobociem.

Rząd zaproponował "tarczę antykryzysową" dla przedsiębiorców. Jak ją pan ocenia w tym kontekście?

- Jakąś kroplówką byłoby zwolnienie z opłacania ZUS w tym czasie, a nie tylko przesunięcie tego obowiązku, bo to nie rozwiązuje problemu.

Kiedy kwarantanna się skończy, to malowanie paznokci i włosów nie stanie się najważniejszą potrzebą klientów, również osłabionych finansowo. Przedsiębiorcy nie zarobią więc tyle, by stać ich było na opłacenie skumulowanych składek, tym bardziej że będą mieli do spłaty również inne zobowiązania. 

Booksy i "Wyborcza" łączą siły, by przekonywać klientów tych usług, którzy mają zaprzyjaźniony salon fryzjerski, ulubioną manikiurzystkę, sprawdzonego fizjoterapeutę, by przekazywać im dzisiaj wsparcie finansowe na przetrwanie tych trudnych czasów. Dochodzą do nas jednak opinie, że część przedsiębiorców mogłaby to potraktować jako jałmużnę, coś niestosownego.

- To nasza narodowa cecha, że mamy problem z proszeniem o pomoc. Kiedy wysłaliśmy naszym salonom informację o możliwości wpłat darowizn przez użytkowników na konta salonów obecnych na Booksy, spotykaliśmy się z różnymi reakcjami. Nie brakowało i takich: szybciej spalę się ze wstydu, niż poproszę jakiegokolwiek klienta o pomoc.

Nie zraziło to pana.

- Nie, bo jestem przekonany, że potrzebują takiej pomocy. Dodatkowo umocniłem się w tym, kiedy dowiedziałem się, że w Izraelu stali klienci siłowni, również obecnie zamkniętych, wykupują abonamenty na kwiecień. Wiedzą, że nie skorzystają wtedy z ich usług, ale chcą mieć dokąd wrócić, kiedy epidemia się skończy.

Warto więc przyjąć pomoc.

- Przyjdzie taki moment, kiedy niestety wielu stanie przed dramatycznymi decyzjami, czy zwalniać ludzi, czy składać wypowiedzenie na lokal, czy zamykać interes. Wydaje mi się, że stojąc przed taką perspektywą, lepiej chwycić wyciągniętą do pomocy dłoń. Aby te miejsca przetrwały. Tak samo, jak powinniśmy patrzeć na te biznesy beauty.

Chcemy pomóc salonom w całej Polsce. Zachęcamy, by konta w Booksy zakładali nowi usługodawcy, dzięki czemu będą mogli za naszym pośrednictwem przyjmować darowizny.

Czy klienci powinni traktować takie wsparcie jako rodzaj przedpłaty za przyszłe usługi?

- Takie przedstawianie sprawy byłoby nieuczciwe. Dziś nikt nie ma gwarancji, że jego biznes nie zbankrutuje. Jeśli kiedyś branża będzie chciała się odwdzięczyć klientom, np. oferując zniżkę albo kawę z ciastkiem w czasie wizyty, to oczywiście ma wolną rękę. Ale to wsparcie dzisiaj to nie jest transakcja coś za coś. To gest solidarności.

Proponujemy coś dobrowolnego, aby pomóc tym ludziom przetrwać - na wzór izraelskich siłowni.

Nawet z tą pomocą i tak ci przedsiębiorcy będą musieli zaciskać pasa. Ale przekazane im dziś pieniądze mogą przesądzić o tym, czy ktoś przetrwa.

To słowo "solidarność" nabiera w Polsce kolejny raz nowego znaczenia.

- Każdy, kto zostaje dziś w domu, jest solidarny z resztą społeczeństwa. Chroni siebie i innych. W ten sam sposób trzeba myśleć o tych ludziach. To nie są właściciele wielkich korporacji, z wielomilionowymi premiami. Na naszej solidarności skorzystają mikroprzedsiębiorcy. Dwu-, trzy-, pięcioosobowe firmy, których za miesiąc może nie być, o ile im nie pomożemy.

Jest pan teraz w San Francisco. Czy widać solidarność wśród Amerykanów?

- Gotowość wzajemnej pomocy jest duża. Wspiera się sama branża. Więksi organizują zbiórki internetowe dla mniejszych firm. Poza tym przedsiębiorcy nie mają oporów, by przyjmować pomoc.

Negatywnie zaskakuje mnie jednak chęć kombinowania. Mimo zakazów i kar za ich złamanie nie brakuje ludzi, którzy - nie mając żadnych oszczędności - próbują pracować. Chodzą po domach klientów, przyjmują ich po cichu w garażach. Chyba nie rozumieją, że przez to cała sytuacja z zakazami potrwa jeszcze dłużej.

A co będzie potem? Wrócimy do tego, jak było?

-  Nie umiem sobie tego wyobrazić, ale jestem pewien, że będzie to ogromna skala zmian. Na pewno przyspieszą procesy cyfryzacji, szczególnie w medycynie i edukacji. Będziemy od nowa uczyć się, jak pracować, jak korzystać z rozrywki, jak się rozwijać.

To przed nami. Na razie kluczowe, byśmy przeżyli te kilka miesięcy, dając czas naukowcom na znalezienie sposobu na pokonanie wirusa.

* Stefan Batory - matematyk, przedsiębiorca sektora nowych technologii. Założyciel aplikacji iTaxi do zamawiania przejazdów oraz współtwórca i prezes serwisu i aplikacji Booksy służącej do rezerwacji usług fryzjerskich, kosmetycznych i innych związanych z pielęgnacją ciała. Booksy łączy pięć milionów klientów w 80 krajach. W Polsce w aplikacji zarejestrowanych jest milion użytkowników

Akcja

Wyborcza.pl , Wysokieobcasy.pl , Booksy.com : Solidarni 2020. Prześlij trochę wsparcia

- Ograniczenia wprowadzone z powodu pandemii koronawirusa zagrażają pracy wszystkich przedsiębiorców, których działalność polega na bezpośrednich kontaktach z klientami.

Dla nich „Wyborcza” i „Wysokie Obcasy" zaczynają akcję „Solidarni 2020" i dołączają do inicjatywy Booksy „Prześlij trochę wsparcia”.

Tu przeczytasz więcej na ten temat. 

Jeśli chcesz pomóc, możesz za pośrednictwem Booksy przekazać wsparcie 20, 50 lub 100 złotych wybranemu fryzjerowi, kosmetyczce, barberowi czy fizjoterapeucie.

W podziękowaniu za pomoc otrzymasz kod na bezpłatną prenumeratę Wysokieobcasy.pl i Wyborcza.pl.

Bądźmy solidarni i razem przetrwajmy ten czas!

 Wkrótce w „Wyborczej"

Sylwia Chutnik, Katarzyna Bosacka, Krzysztof Wielicki i inni o naszej akcji

Piszcie: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie

Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi

Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich. Zrezygnować możesz w każdej chwili.