Dziś "daję sobie radę sam", ale gdy wirus wtargnie do Wilanowa... Chwilowo jeszcze nie, ale niedługo trzeba będzie przejść na pełną izolację, a telefonicznie zgłoszona przeze mnie w przyszłości prośba mogłaby być bardzo ułatwiająca egzystencję.
Ten artykuł czytasz w ramach bezpłatnego limitu

Jestem profesorem na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika w Toruniu. Mieszkam w Warszawie i w Toruniu. Decyzja Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego o zawieszeniu zajęć dydaktycznych zastała mnie w Warszawie, gdy zmierzałem na Dworzec Centralny, aby pojechać do grodu Kopernika na  zajęcia ze studentami po odbytej naradzie w warszawskim Instytucie, z którym podejmujemy wspólne badania. Można powiedzieć, że zostałem z teczką w ręce, a podstawowe materiały dydaktyczne zostały w Toruniu. Na szczęście dysponuję nadal, jako profesor emeryt moim gabinetem uczelnianym, w którym spędziłem dziesiątki lat, a obecnie pracuję w czasie weekendów. Udałem się tam i z nagromadzonych dawniej opracowań wybrałem te, które zamierzam wykorzystać do przygotowania ilustracji wykładowych prezentowanych w systemie e-lerningu dla toruńskiej braci studenckiej.

Niosąc ciężką od papierów torbę, szedłem wilanowską ulicą Klimczaka, niemalże pustą ze względu na zapadły zmrok i okoliczności. Przy okazji zaglądnąłem do Żabki, by dokupić cokolwiek do domu. W środku prowadziła jakieś swoje rozliczenia drobna dziewczyna, blondynka. Przeszedłem obok niej, penetrując wzrokiem półki. Nim zdecydowałem o wyborze towaru, dziewczyna opuściła sklepik.

Po chwili i ja opuszczałem lokal, z dużą główką czosnku w torbie. Ruszyłem w stronę niedalekiego mieszkanka. Za plecami, nieoczekiwanie, gdyż szedłem zamyślony swoimi sprawami, odezwał się dziewczęcy głos "przepraszam pana". Odwróciłem się w tę stronę i zobaczyłem "dziewczynę ze sklepiku". Sympatyczna twarz, blondynka, może 18, 20, czy 25 lat. Trudno było mi określić wiek w świetle witryny sklepowej. Zapytała nieśmiałym głosikiem, "może mogłabym robić panu zakupy". Stałem zaskoczony i zmieszany, bowiem w życiu staram się nie wyręczać innymi osobami. Odpowiedziałem spontanicznie: "Nie, nie,  dziękuję, daję sobie radę". Uśmiechnąłem się do niej i jeszcze raz podziękowałem. Ruszyłem niespiesznie w stronę domu.

Po drodze nachodziły mnie coraz smutniejsze myśli, że jednak zupełnie źle, nierozsądnie zareagowałem.

Ta dziewczyna miała zapewne dobre serce i szlachetną myśl zaproponowania "staremu człowiekowi", może niedalekiemu sąsiadowi, zwykłą naturalną pomoc, o którą nawołują szlachetni ludzie, w szczególności w odniesieniu do osób w mocno podeszłym wieku.  

Wszak dla takich wirus ma być bezwzględnym egzekutorem. Dziś "daję sobie radę sam", ale gdy wirus wtargnie do Wilanowa... Chwilowo jeszcze nie, ale niedługo trzeba będzie przejść na pełną izolację, a telefonicznie zgłoszona przeze mnie w przyszłości prośba mogłaby być bardzo ułatwiająca egzystencję. A przecież i ja w przyszłości, gdy wróci normalny czas, też będę w stanie odwzajemnić się czymś wartościowym dla tej młodej osóbki, może studentki?

Zostawiłem torbę z papierzyskami w domu i po krótkiej chwili wróciłem w tamten rejon. Dziewczyny już nie było. To chyba był Anioł-Blond! Mam nadzieję, że nie poczuł się urażony. Mam nadzieję, że Dziewczyna jeszcze nieraz będzie przeżywała zadowolenie ze skutecznie udzielonej  pomocy komuś będącemu w życiowej potrzebie.

Myśląc o tym zaskakującym spotkaniu, jestem głęboko wzruszony sercem tej młodej Osoby w stosunku do wiekowego, obcego sobie, zagrożonego epidemiczną sytuacją rodaka.

Nie podpisuję się pod opisem tej wzruszającej mnie scenki ulicznej, bo to nie o mnie chodzi, ale o niezwykłą nieznaną mi Dziewczynę.

Bądźmy wzajemnie sobie życzliwi w czas groźnej zarazy.

----

Napisz do nas: listy@wyborcza.pl

Czytaj ten tekst i setki innych dzięki prenumeracie
Wybierz prenumeratę, by czytać to, co Cię ciekawi 
Wyborcza.pl to zawsze sprawdzone informacje, szczere wywiady, zaskakujące reportaże i porady ekspertów w sprawach, którymi żyjemy na co dzień. Do tego magazyny o książkach, historii i teksty z mediów europejskich.
Więcej
    Komentarze
    Zaloguj się
    Chcesz dołączyć do dyskusji? Zostań naszym prenumeratorem
    Piękny list, właściwie - poetycka przypowieść.
    Nawet, gdyby ta dziewczyna była podświadomym marzeniem umysłu - to jakiego serca umysłu!
    Bardzo dziękuję za tak osobiste, publiczne wsparcie w dobie zarazy (choć nie jestem ani emerytem ani dziewczyną...).
    już oceniałe(a)ś
    14
    0
    Jaki przyjemny akcent na koniec kolejnego trudnego dnia. Przepiękna polszczyzna, piękna historia. Dużo zdrowia i wszystkiego dobrego dla Pana.
    @nick_123456789
    Polszczyzna rzeczywiście piękna, tylko to "zaglądnąłem" trochę razi. To jest jednak regionalizm, a standardowo powinno być "zajrzałem".
    już oceniałe(a)ś
    1
    1